Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.

Historia i okolice

wtorek, 02 września 2014

  Ten wpis będzie bardzo osobisty. Być może będzie ocierał się o patos i egzaltację. A zatem:

 Wczoraj podczas testu historycznego prowadząca zapytała młodą aktorkę, która grała w filmie o Powstaniu Warszawskim "Miasto 44", czy zadawała sobie pytanie o to, jak ona by się zachowała wobec tych wydarzeń.Ja sobie takie pytanie zadawałam na różnych etapach życia.

 Lubimy dobrze o sobie myśleć. "Ja to bym nigdy ...", "ja zawsze ...", "ja na pewno ...". Problem w tym, że tak naprawdę nie wiemy niczego NA PEWNO. Na pewno jest tak, jak napisała Wisława Szymborska w wierszu "Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej" - "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". I chciałabym wierzyć, że w godzinie próby wykazałabym się odwagą, szlachetnością - chciałbym w to wierzyć, ale nie jestem tego pewna.

 Pierwszy raz pytanie - co ja bym zrobiła w czasie okupacji, Powstania pojawiło się, gdy byłam nastolatką. Wtedy wszystko było proste, czarno-białe. Potem te ostre granice się zacierają. Bo co ja bym zrobiła, będąc już matką? Czy nie uważałbym, że najważniejsza - ważniejsza od Ojczyzny, wolności - jest troska, by moje dzieci przeżyły? Czy byłoby mnie stać na to, by narazić całą rodzinę, ukrywając kogoś? Czy będąc matką nastoletnich dzieci pozwoliłabym im na zaangażowanie w konspirację? A może zamknęłabym ich na cztery spusty i zabroniłabym w ogóle wychodzić?

  Wdzięczna jestem losowi, że nie musiałam sobie odpowiadać na te pytania. Dzięki temu nadal mogę o sobie dobrze myśleć.

wtorek, 12 lipca 2011

 Chłop pańszczyźniany. Jaki obraz podsuwa Wam wyobraźnia na takie hasło? Widzicie spracowanego, wynędzniałego człowieka w lichym, podartym odzieniu, bosego, a w najlepszym razie w łapciach z łyka? A teraz wyobraźcie sobie chłopa, który jest obuty, na grzbiecie ma ciepły kożuch, a w zagrodzie porządny, okuty wóz i parę koni.

  Niemożliwe? A jednak! Taki fenomen istniał w XVIII wieku (!) w okolicach Andrychowa. Ów fenomen nazywał się drelicharz. Kim byli drelicharze? To głównie poddani Czernych-Szwancerbergów, którym ci właściciele dóbr andrychowskich przekazywali ziemię przez tzw. zakupieństwo. Chłop, który z tego dobrodziejstwa korzystał, zwykle zaciągał u pana kredyt, zwykle 5%. Nie wszystkim udawało się go spłacić i ci, którym się nie powiodło, tracili ziemię i cześć spłaty. Co to ma wspólnego z drelicharzami? Franciszek Czerny sprowadził do Andrychowa tkaczy z Saksoni, dzięki temu cały majątek miał dostęp do najnowszych technologii, jak powiedzielibyśmy dzisiaj. Chłopi więc oprócz uprawy ziemi, zajęli się też tkactwem. Tkali mocne, lniane płótno, zwane drelichem. Mamy więc tkaczy - drelichów, ale także obrusówi serwet.

 Produkcja to jedno, ale trzeba było gdzieś te płótna sprzedać. I tu pojawiają się drelicharze. Zaczęły powstawać tzw. Kolegacje, rodzaj przesiębiorstw-klastrów, które skupiały producentów i pozwalały zorganizować dystrybycję. Jak to wyglądało w praktyce? Ładowano towar na wozy i wyprawiano się na wschód (Lwów, Moskwa, Stambuł, Aleksandria), na zachód (Gdańsk, Lubeka, Hamburg) i południe (Wenecja). Prawie 80% tkanin wytwarzanych w okolicach Andrychowa było sprzedawanych poza granicami państwa. I to wszystko stworzyli niepiśmienni, choć władający nieraz kilkoma - z racji podróży - językami chłopi! Do rozliczeń stworzyli własne, podobne do rzymskich, znaki liczbowe.

 Produkcja tkacka na taką skalę była przyczynkiem do rozwoju innych rzemiosł - farbiarstwa, stelmastwa (budowa wozów), kowalstwa (wozy musiały być solidne, okute), rymarstwa (uprzęże dla koni). Upadek Kolegacji zacząl się wraz z wynalezieniem w Anglii mechanicznego krosna. Ale tradycje pozostały - jeszcze do niedawna Andrychów był silnym ośrodkiem przemysłu silnikowego, a panie domu wiedziały, że jak wsyp to tylko andrychowski!

 Dygresja - co to jest wsyp?! Wg Słownika Języka Polskiego jest to "worek z gęstej tkaniny, który po wypełnieniu pierzem stanowi poduszkę lub pierzynę" lub kołdrę dodam od siebie.

na podstawie art. w Dzienniku  Polskim oraz strony andrychow.pl

Powstała też gra planszowa Chłopska Szkoła Biznesu, w 2010 odbył się turniej.

wtorek, 28 września 2010

 

Kiedyś, w zamierzchłej i słusznie minionej przeszłości dziwiliśmy się ustami Andrzeja Janeczki z Trzeciego Oddechu Kaczuchy

Czy to prawda mój ty stary,
Że na przykład taki Paryż,
Ma na każdym wiekszym płocie,
Rozlepione bezrobocie?

(pełny_tekst )

Od dziś w Warszawie można sobie na ulicy przeanalizować wzrost długu_publicznego .

Niefajnie, ze wzrasta, fajnie,że nie jest to wiadomość typu tajne/poufne specjalnego znaczenia.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

 Oficjalna żałoba narodowa minęła, z urzędów zniknęły flagi z kirem, z balkonów i okien - nie. Na moim też jeszcze powiewa.

poniedziałek, 22 lutego 2010

 Za  Ewą podaję link do galerii, gdzie można obejrzeć, jak postępują prace nad gigantycznym dziełem, jakim jest haftowana kopia obrazu "Bitwa pod Grunwaldem". Chylę czoła przed osobami, których nie przeraził ogrom przedsięwzięcia!

 I coś z krakowskiego podwórka tu można przeczytać o historycznych muralach w tym mieście.

piątek, 12 lutego 2010

 

  Dziecięciem będąc pobierałam nauki, między innymi historii. Tłumaczono dzieciom, jak to drzewiej bywało, jak lud pracujacy był ciemiężony, panie, pańszczyznę, panie, odrabiać musieli i jeszcze, panie, dziesięcinę płacić. W szkole średniej apiać od nowa i jeszcze "Krótka rozprawa między panem, wójtem i plebanem" na języku polskim, żeby się mocniej do główek wbiło, jak dawniej było źle, a teraz - wspaniale. Oczywiście nie wspominano o tym, że i w tym świetlanym ustroju lud pracujący odrabiał pańszczyznę, czyli płacił podatki. Nie bezpośrednio osoby fizyczne (no, chyba, że ktoś był tak zwanym prywaciarzem), ale jeżeli ktoś pracował w sektorze państwowym, podatek płacił zakład pracy globalnie. A ludowi mówiło się, że oświata, służba zdrowia itp. jest bezpłatna, bo państwo jest takie dobre.

 Knstytucja toruńska w 1520 nakazała pańszczyznę w wymiarze 1 dzień w tygodniu z łana. Oczywiście, wiem, że później ten wymiar się zwiększył (w XVII w. do 4-5 dni), w wyniku zezwolenia szlachcie na dowolne ustalenia długości pracy.

 Ale w kapitaliźmie, który nie jest najlepszym ustrojem, ale nic doskonalszego nie wymyślono, nasza "pańszczyzna" to około 3 dni w tygodniu. Powiedzmy 3 z haczykiem.

 Dzień wolności podatkowej, czyli moment, od którego zaczynamy pracować nie na rzecz państwa, ale tylko dla siebie, w Polsce przypada od paru lat w połowie czerwca. Zastanawiające, prawda? 

wtorek, 15 grudnia 2009

 Poruszyło mnie stwierdzenie, że właściwie ten stan wojenny to nie było nic takiego strasznego i ogół społeczeństwa przeszła nad tym do porządku dziennego i o co w ogóle ten cały hałas.

 Nie jestem ani historykiem, ani socjologiem i moje wywody będą traciły amatorszczyzną, ale muszę się odnieść do powyższej opini.

 Według mnie jest o co robić halo. Stan wojenny przyniósł długofalowe skutki, jego efekty odczuwamy do dziś. Skutkiem wprowadzenia stanu wojennego były nie tylko zabójstwa na tle politycznym ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Ofiary_stanu_wojennego_w_Polsce_1981-1983 ), czy wielka fala emigracji ( http://internowani.xg.pl/index.php?type=article&aid=304&block=43 ), która wydrenowała społeczeństwo polskie, skutkiem była również zapaść gospodarcza oraz głęboki podział społeczeństwa i załamanie zaufania społecznego.

 Już dwa pierwsze powody dają podstawę do tego, by nie bagatelizować znaczenia stanu wojennego. Ofiarami stanu wojennego byli nie tylko górnicy z Wujka czy ks. Popiełuszko czy ks. Suchowolec, część z ofiar zginęła w wyniku pobicia przez ZOMO i milicję czy też od dość przypadkowej kuli (vide Bogdan Włosik, Ryszard Smagura ofiary z mojej dzielnicy). Ich winą było to, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu - po prostu tam mieszkali. Ktoś powie - po co łazili, wiedząc, że w mieście są demonstracje. Owszem, mogli nie wychodzić z domów, wieli zesztą tak robiło. Mogli zamknąć dzrzwi, okna, uszczelniwszy je kocami, dla obrony przed duszącym dymem. Ale to nie dawało gwarancji ochrony przed wrzuconym do mieszkania granatem dymnym. Jaka była wina Grzegorza Przemyka? był synem znanej opozycjonistki. Wystarczyło. Wczoraj sąd wydał wyrok, że sprawa się przedawniła, więc zabójca nie bedzie ukarany.

 Emigracja wtedy nie była tak łatwa jak teraz - wystarczy podjąć decyzję i kupić bilet. Tak, wiem, że to nie łatwe, ale teraz można wrócić - wystarczy podjąć decyzję i kupić bilet.  Część osób, które wyemigrowały w stanie wojennym i w całej tej dekadzie, do 1989r.,  została do niej zmuszona, dostając "bilet w jedną stronę", bez możliwości powrotu - to osoby związane z opozycją, internowane. Działające w strukturach "Solidarności", a więc  takie, którym "chciało się chcieć", z potencjałem, zmarnowanym dla Polski. Budowali mozolnie swe życie na emigracji. Jednym się udało, innym nie. Ale ich potencjał został wykorzystany przez ich nową ojczyznę. Inni wyemigrwali półlegalnie, również ze świadomością, że być może nigdy nie wrócą.

 Zapaść gospodarcza - w wyniku represji gospodarczych, wprowadzonych przez kraje zachodnie, Polska została odcięta na długie lata od rynków zachodnich, od nowych technologii, a trzeba pamiętać, że w latach siedemdziesiątych nastąpiło otwarcie na Zachód, produkcja wielu fabryk była oparta na zachodnich licencjach i komponentach. Stłamszona została wolność gospodarcza (słynni spekulanci). Przypomnę jedną z takich spraw, którą rozdmuchno do rangi afery gospodarczej, a jej bohater stał się dyżurnym przykładem spekulanta i został przykładnie ukarany. Oto rencista codziennie rano wsiadał w pociąg, jechał do pobliskiej miejscowości i tam w prywatnej (prywatnej, cóz  za zbrodnia!) piekarni kupował bułki. Następnie wracał i na dworcu sprzedawał te świeże, pachnące bułeczki, a nie gnioty z państwowej piekarni, o parę groszy drożej niż kupił. Logiczne tak? Nie, to była spekulacja. Propaganda głosiła, że tzw. trudności  gospodarcze to wynik wcześniejszych strrajków, zachodnich represji oraz spekulantów, nie niewydolności systemu.

 Zaufanie społeczne - wielu badaczy uważa, że brak tzw. spłeczeństwa obywatelskiego, niska frekwencja wyborcza to to także długofalowy efekt stanu wojennego.

 Zmarnowany został potencjał całego społeczeństwa. Wielu ludzi w czasie tzw. karnawału Solidarności poczuło, że coś znaczą, że coś od nich zależy, że coś mogą zmienić. Poczuli się gospodarzami we własnym kraju. Tymczasem WRON powiedział - nie, nie, nie, drogie żuczki, nic z tego!

 Tak, to prawda, że nie przez cały czas trwania stanu wojennego po ulicach jeździły czołgi. Czołg widziałam tylko w grudniu 1981. Potem były tylko tzw. suki i budy (nyski i jelcze milicyjne, do których pakowano zatrzymanych), opancerzone scoty, armatki wodne, granaty dymne i uzbrojeni zomowcy.

fot. Stanisław_Markowski 

 Tak pamiętam stan wojenny. Pamiętam strach i obawę o przyszłość w oczach dorosłych, pamiętam nauczycieli, którzy upominali nas w dni, w których miały być demonstracje, abyśmy szli prosto do domów, nie włóczyli się po mieście i nie dali w nic wplątać. Przewodnicząca Solidarności w szkole została internowana, wyjechała potem do Szwecji; jej kolega z kantorka na zapleczu sali lekcyjnej biegał po szkole w ciężkich butach i mundurze. Jeden z sąsiadów, szeregowy członek Solidarności również był internowany, zwolniony do domu, zatrzymany przed 1.05 i 31.08, nauczony doświadczeniem, dni przed następnymi "drażliwymi" datami nocował poza domem. Inny sąsiad, niepozorny człowieczek, nagle, po ubraniu odpowiedniego munduru, poczuł sie bardzo mocarny, chodził wiecznie na rauszu i odgrażał się, że on jeszcze wszystkim pokaże. Zaszkodził paru osobom, z którymi miał sąsiedzkie zatargi.

 Tak pamiętam. Poczucie bezsilności, zwątpienia, totalnego osaczenia. A byłam jedną z wielu, jedną z bezimiennej masy. Byłam wtedy nastoletnią gówniarą, niezaangażowaną w żadne nielegalne struktury.

 W Nowej Hucie w 1982 r. 13 dnia każdego miesiąca odbywały się demonstracje.

poniedziałek, 20 lipca 2009

  Usłyszałam o niej pierwszy raz wczoraj, w wiadomościach radiowych.

 Można o tym przeczytać tu i tu. W szkole, z oczywistych względów się o tym nie mówiło, w mediach, nawet po 1989 też nie.

 Ile jeszcze jest takich białych plam?

czwartek, 06 listopada 2008

  Zanim  Piłsudski wrócił z Magdeburga i objął z rąk Rady Regencyjnej władzę, na ziemiach polskich pojawiły się różne inicjatywy niepodległościowe. Na święto narodowego przyjęto datę 11.11, warto jednak przypomnieć i inne dni tego ważnego roku.

  31.10.1918 por.Antoni Stawarz - dowódca plutonu w batalionie 57.pułku piechoty w Podgórzu rozbroił krakowski garnizon austriacki, zajął odwach wojskowy przy Wieży Ratuszowej i wywiesił na nim polskie flagi. Oficerowie pierwszej polskiej warty porucznicy: Haller, Zajączkowski, Gawron i Iwaszko oraz polscy żołnierze złożyli przysięgę na jedyny sztandar z Białym Orłem - sztandar Stowarzyszenia Młodzieży Rękodzielniczej "Gwiazda".

 Oddziały zaborców parę godzin wcześniej niż w Krakowie zostały rozbrojone w Tarnowie.

 Por.Stawarz wypełniał misję powierzoną mu (pośrednio- stanowisko komendanta wojskowego objął pułkownik Bogusław Roja, jednak wobec braku jego inicjatywy, akcję podjął A.Stawarz) przez Polską Komisję Likwidacyjną, która powstała formalnie 28.10.1918 w Krakowie. W jej skład wchodzili posłowie parlamentu w Wiedniu, którzy 15.10.1918 złożyli oświadczenie, że od tego dnia czują się obywatelami niepodległej Polski. 28 10.1918 zebrani w sali obrad Rady Miasta Krakowa posłowie podjęli uchwałę, w myśl której ziemie polskie w obrębie byłej monarchii habsburskiej przynależeć miały odtąd do państwa polskiego. Tego samego dnia tychże 23 posłów powołało Polską Komisję Likwidacyjną z prezydium, do którego weszli politycy tej miary, co Ignacy Daszyński czy Wincenty Witos. Polska Komisja Lidwidacyjna stała się faktycznym rzadem na terenie Galicji.

Jednym z pierwszych zarządzeń PKL był zakaz wywozu artykułów spożywczych z miasta.

 

Ciekawy jest także niepodległościowy epizod zakopiański http://pl.wikipedia.org/wiki/Rzeczpospolita_Zakopia%C5%84ska.

niedziela, 30 września 2007
 
1 , 2 , 3