Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.

łyżką i widelcem

poniedziałek, 07 maja 2012

 Kto bez przerwy myśli i gada o jedzeniu?

 Tak, ten, kto jest na diecie. Jestem, na swojej osobistej, mało restrykcyjnej - ergo - nie przynoszącej spektakularnych wyników. Ale mam świadomość, że robię coś dla siebie - dla swojego zdrowia i mam nadzieję - wyglądu.

 Jakaż to dieta zatem? Otóż wyciągnęłam z czeluści szafki garnek do gotowania na parze. I waham się go używać!. W pierwszej części gotuję ziemniaki (dla Młodszego) lub ryż czy kaszę, na następnych poziomach warzywa i mięso. Mięso chude - filet z kurczaka albo łososia.

  A, bo zakupiłam łososia i też nie waham się w pożytkowaniu tegoż. Łososia nabyłam drogą kupna w supermarkecie, na promocji był. Wyruszyłam po niego skoro świt, nauczona doświadczeniem. Ostatnim bowiem razem, gdy supermarket prowadził sprzedaż łososia w baardzo atrakcyjnej cenie, a my wybraliśmy się po niego dopiero po pracy, nie zostało po tej szlachetnej rybce nawet wspomnienie. Tym razem się udało, zakupiłam dwie sztuki, oczyściłam z łusek, poporcjowałam, przyprawiłam i zamroziłam, będzie na parę obiadów. Za pierwszym razem po prostu ułożyłam w garnku, wyszedł jednak nieco suchy, więc następne porcje gotowałam w folii aluminiowej, był dużo lepszy.

 Jedliście kiedyś zupę rybną? Ja nie, więc pora to zmienić pomyśłałam i ugotowałam ją z łbów, kręgosłupów i fileta. Mnie bardzo smakowała, Młodszy nie był tak entuzjastycznie nastawiony :-) Moje chłopy mają w ogóle zachowawcze poglądy na tematy kulinarne, trudno, czasem muszą znosić moje eksperymenty. 

poniedziałek, 19 lipca 2010

więc :

mufinki z jagodami

i z porzeczkami z tego samego przepisu

 z tym, że:

  • dałam mniej cukru
  • nie miałam w domu mleka (Młodszy na wakacjach), więc dałam kefir, który miałam (trza se radzić, nie ;-) )
  • kefiru dałam nieco wiecej, niż jest mleka w przepisie

poza tym trzymałam się ściśle ;-)

koniecznie muszę kupić sobie drugą blaszkę do muffinek i piec z dwóch porcji. jedna to - jak na możliwości Młodszego - stanowczo za mało ;-)

niedziela, 20 grudnia 2009

  Pierniczki to był bieg z przeszkodami.

 Bo tak: po pierwsze postanowiłam, że je upiekę. To miał być mój pierniczkowy debiut. Miałam przepis już od paru lat, ale... hmm... musiał dojrzeć. Albo ja do niego.

 Odkopałam go, przeczytałam, co potrzebuję, zgromadziłam wszystkie produkty, przystąpiłam do działania. Po tym, jak zagniotłam ciasto, przeczytałm przepis do końca... Ożesz, kurczę! to przepis na prawdziwe ciasto piernikowe, dojrzewające kilkanaście dni!

 Dobrze, że zaczęłam go robić odpowiednio wcześnie. Niedobrze, że nie doczytałam :-)

 Wycinanie i pieczenie to była sama przyjemność. Wyciąganie z upieczonych pierniczków wyłaczek (żeby można było przeciągnąć nitkę i zawiesić na choince) - już nie. Mąż wyciągał je kombinerkami ;-)

 A - i po upieczeniu dwóch blaszek przypomniało mi się, że powinnam je posmarować roztrzepanym jajkiem zanim powędrują po pieca. No nieźle, nieźle! Geniusz normalnie za mnie!

 Następna przeszkoda - lukrowanie. Pochlebiam sobie, że mam nieco zdolności manualnych i sporo ciepliwości, ale po tym jak lukier mi się rozlewał/był za twardy i w dodatku zdobienia nie wychodziły mi tak, jak chciałam, pomyślałam - pierniczę te pierniczki! Nie będzie lukru! Będą glazurowane! O.

 

 Na tyle wystarczyło mi samozaparcia ...                     Widać szkody poczynione przez największego łasucha - Młodszego. Nie mógł się oprzeć, choć dostał wcześniej małą porcyjkę ;-)

niedziela, 29 listopada 2009

  Przedstawiam państwu. Od lewej: kokosanki i muffinki, chałka, drożdżowe ślimaczki z kakao i orzechami. Była jeszcze pizza (dwie blaszki) upieczona od początku do końca przez małżona, ale została zjedzona, zanim dotarłam do aparatu ;-)

czwartek, 26 listopada 2009

 Wanilka w komentarzach zgłosiła zapotrzebowanie na przepis na galantynę. Oto i on.

Na wstępie muszę lojalnie ostrzec, że do wykonania potrzebujemy oprócz mięsa trochę czasu, cierpliwości oraz zdolności manualnych. A więc do rzeczy.

Potrzebujemy:

całego kurczaka (minimum 1,6 kg)

ok. 0,5 kg karczku albo łopatki wieprzowej (lub innego mięsa)

małe jajko

mały ząbek czosnku

przyprawy

 Wykonanie:

 Mięso mielimy (albo kupujemy w sklepie, gdzie zrobi to na naszą prośbę pani ekspedientka), dodajemy przyprawy - sól, pieprz, nieco majeranku, zmiażdżony czosnek oraz jajko; wyrabiamy i odstawiamy do lodówki, niech czeka na swoją kolej.

 Teraz zabieramy się za kurczaka. Myjemy go, osuszamy. I będzie się działo - ostry nóż jest tu niezbędny. Odcinamy szyjkę (ale nie tuż przy obojczykach, nieco wyżej), nacinamy skórę w stawach na skrzydełkach i na nogach. Kładziemy kurczakach "na plecach" i przecinamy skórę wzdłuż przez środek. Prowadząc nóż po mostku i żebrach oddzielamy mięso od kości. Najpierw z jednej, potem z drugiej strony. Dochodzimy do skrzydełek i nóżek. Wyciągamy skórę na zewnątrz. Ostrożnie, żeby nie przeciąć. Jeżeli przetniemy - trudno. Przecinając kolejne powięzi, ściągamy całą skórę. Powinniśmy otrzymać płat skóry z filetami oraz szkielet. Z nóżek możemy ściąć mięso i ułożyć na skórze, resztę użyjemy na zupę.  

 Płat skóry posypujemy przyprawami - sól, pieprz, papryka czy co tam kto lubi. Lekko zbijamy tłuczkiem. Posypujemy gęsto zieloną pietruszką. Świeżą, suszoną, mrożoną - co kto ma na stanie. Na to nakładamy farsz z mięsa. Przy jednym boku, od którego zaczniemy zwijanie, możemy ułożyć gotowaną marchewkę pokrojoną w słupki. Przy boku, przy którym skończymy zawijanie, brzeg zostawiamy wolny od farszu. Powiedzmy 2 cm. Zaczynamy zwijać. Spokojnie, bez nerwów. Otrzymujemy długą "kiełbasę". Posypujemy jeszcze przyprawami z wierzchu. I przystępujemy do - uwaga! - szycia. Tak, tak, szycia. Igła, bawełniana nić i szyjemy brzeg "na okrętkę". Nie ucinamy nitki tuż przy skórze, zostawiamy dłuższy koniec, łatwiej będzie nam ją usunąć po upieczeniu.

 Uff... dajemy kurczakowi "naciągnąć" przyprawami, a sobie ochłonąć ;-) powiedzmy min. 1 godzinę. A potem na brytfankę (ja poświęciłam jedną, trudno, będzie już tylko na mięsa) wysmarowaną olejem, przykryć z wierzchu folią aluminiową i do pieca. Miejsca otworów po skrzydełkach i nózkach ułożyć skierowane ku górze. Można też zaszyć, ale nie dajmy się zwariować, tak? 180 st., około 1,5 godziny. Po około 1 godzinie ściągnąć folię, żeby dać szansę na zrumienienie z wierzchu.

 A potem pozostaje nam tylko wyciągnąć nitkę ( wystarczy nienerwowo ciągnąć za pozostawiony koniec, powinna wyjść bez problemu). Kroimy dopiero po schłodzeniu w lodówce, inaczej galantyna będzie raczej poszarpana niż pokrojona.

 Wiem, że łatwiej byłoby ze zdjęciami, ale nam nadzieję, że opisałam proces produkcji dokładnie.

czwartek, 12 listopada 2009

Tak, wiem, że jestem monotematyczna :-) 

 Strony, z których zaczerpnęłam swą mądrość na temat zakwasu: 

http://piekarnia.wordpress.com/    http://chleb.republika.pl/zakwasnawesolo.htm

 I moje wypieki (na razie nie na zakwasie)

 chleb cebulowo-ziołowy

  

 i orzechowo-migdałowy

środa, 11 listopada 2009

  I jakież to wnioski wysnuła nie_taka_zla z protokołu badań?

No cóż, mieszanki stosowane nie będą.

Po pierwsze primo - polepszacze. Czyli już na starcie dyskwalifikacja. Po to właśnie chciałam piec chleb sama, aby ich uniknąć.

Po drugie primo - cena. Kilogram mieszanki kosztuje 4,99. Dziękuję, postoję.

Z pobieżnej analizy kosztów wynika, co następuje. Chleb, który kupowałam dotychczas w sieci dystrybucyjnej piekarni, jest całkiem smaczny, długo zachowuje świeżość i wierzę, choć pewności oczywiście nie mam, że nie stosują polepszaczy. Za swe wyroby żadają:

  • zwykły chleb biały  1,80
  • chleb graham i słonecznikowy 2,30
  • chleby ciemne na zakwasie 2,50

Czyli ceny są umiarkowane.

 Do wypieku chleba potrzeba tylko wody, mąki, drożdży, soli, cukru, oliwy. To wersja podstawowa. Koszt około 1,15 do 1,70. Zależy od marki firmy wytwarzajacej dożdże i czy makę kupimy na promocji, czy nie. Do chlebów smakowych należy doliczyć dodatki, ale to liczy sie na łyżki, nie na kilogramy.

 Z wyliczenia wynika, że koszty są zbliżone do cen z piekarni.

 Teraz ocena przydatności. U mnie ocena wysoka. Mam nowe hobby ;-), wypróbowałam podstawowe przepisy dostarczone przez producenta urządzenia, a nawet zaczęłam eksperymentować z przepisami z internetu. Najbardziej smakował mi chleb cebulowo-ziołowy ze słonecznikiem, siemieniem lnianym i otrębami. Wersja wszystko w jednym ;-) W wersji półsłodkiej, doskonałej do sera białego, miodu, dżemu - chleb orzechowo-midgałowy. Rozpusta, panie dzieju.

 Na razie jestem na etapie chlebów na drożdżach i to suszonych, ale poczyniłam przygotawania do pieczenia chleba na zakwasie, czyli zaczęłam hodowlę zakwasu. Oczywiście dzięki niezawodnemu i wprost niezastąpionemu internetowi. Bardzo podoba mi się rada na jednej ze stron - najmniej kłopotliwym  ze sposobów pozyskania zakwasu jest otrzymanie go od znajomego :D. A ponieważ nikt z moich znajomych nie ma jeszcze takiego hobby jak ja, więc muszę zrobić sobie zakwas sama.

 Obsługa maszyny jest bardzo prosta - wrzuca się wszystkie składniki do pojemnika, pamiętając jedynie, aby drożdży nie wsypać do wody, lecz na mąkę, co przy jednej z prób ja uczyniłam, przez co chleb mało wyrósł, ale walory smakowe zachował i został skonsumowany; wybiera się program i można zapomnieć. Można też zaprogramować pieczenie z opóźnieniem np. przygotowujemy składniki wieczorem, nastawiamy program i rankiem budzi nas zapach świeżego chleba :-)

nt. występowania gotowych mieszanek do wypieku chleba w L.

  W dniu 07.11.2009 około godz.20 wysoka komisja (no może z tą wysokością nie przesadzajmy, powiedzmy - średniego wzrostu) w składzie ja i tylko ja, udała się do lokalu sklepowego średniopowierzchniowego sieci L. celem zbadania  występowania gotowych mieszanek do wypieku chleba.

 Po przybyciu oraz dokonaniu zakupów (gotowe ciasto francuskie szt.2, rodzynki, migdały całe oraz w płatkach, wiórki koksowe, gąbki do mycia naczyń sześciopak) komisja przystąpiła do realizacji celu badań. Logicznym się wydawało komisji, że rzeczone mieszanki będą się znajdować w rejonie występowania mąki. W wyż. wym. miejscu mieszanek nie stwierdzono. Po namyśle komsja doszła do wniosku, że być może mieszanki będą w pobliżu ryżu (człowiek nie czuje, jak mu się rymuje) oraz kasz.  W wyż. wym. miejscu mieszanek nie stwierdzono. Wobec powyzszego komisja udała się ponownie do półek z mąką i przeskanowała je ponownie. Bezskutecznie. Komisja się nie poddała. Wystosowała zapytanie do pracownika sklepu i otrzymała odpowiedź wraz z posłanym jej zdziwionym spojrzeniem, że mieszanki znajdują się tam, gdzie chleb. Oj, niedomyślna komisjo! wszak każden jeden wie, że tam! Komisja udała się z godnością we wskazanym kierunku i stwierdziła, że istotnie, mieszanki stoja sobie grzecznie bok gotowych wyrobów piekarniczych.

 Komisja zapoznała się z ceną oraz składem mieszanek. Komisja stwierdziła, że

  • w mieszance znajduje się polepszacz mąki (!)
  • cena jest - jak dla komisji - zbyt wysoka

Na tym badanie zakończono.

Podpisy:

przewodnicząca komisji - nie_taka_zla

sekretarz komisji - nie_taka_zla

czwartek, 01 października 2009

  

Makaron z tuńczykiem

(porcja dla 4 osób) 

-paczka makaronu (400-500 g) typu kolanka, świderki, kokardki

-2 puszki tuńczyka  w oleju

-średnia cebula

-puszka kukurydzy (lub czerwonej fasoli albo groszku)

-200 ml śmietany 18%

-natka pietruszki

Makaron ugotować, odcedzić, wrzucić do sporego garnka. Olej z tuńczyka odcedzić na rondelek, zeszklić na nim pokrojona drobno cebulę, wrzucić do makaronu razem z tuńczykiem i odcedzoną kukurydzą (jeżeli podaje się fasolkę, odcedzić i przepłukać przegotowaną wodą), wymieszać. Dodać śmietanę, wymieszać. Posypać posiekaną pietruszką.

 

 

Makaron z brokułami

(porcja dla 4 osób)

  

-paczka makaronu (400-500 g) typu kolanka, świderki, kokardki

-duży brokuł lub 2 małe lub opakowanie mrożonego

-200 ml śmietany 18%

-2 serki topione

-pół czerwonej cebuli lub parę rzodkiewek

Makaron ugotować, odcedzić, wrzucić do sporego garnka. Brokuły podzielić na różyczki, ugotować w lekko posolonej i posłodznej wodzie, odcedzić, wrzucić do makaronu. W rondelku podgrzać śmietanę. Dodać serki, cały czas mieszać aż do rozpuszczenia serków, wrzucić do garnka. Posypać drobno pokrojoną cebulą lub rzodkiewkami (dla zaostrzenia smaku i dla koloru).

 

  A na zdjęciu wersja łączona, bo coś mię się pomięszało i sypnęłam kukurydzę.  Z kukurydzą nieco zbyt mdłe.

wtorek, 18 sierpnia 2009

 Knedle jak knedle, nic ciekawego, prawda? Ale ja znałam przepis na knedle z ciasta ziemniaczanego. Dziś zrobiłam z ciasta serowego. Przepis z gazety, z moimi modyfikacjami.

Składniki:
ok. 1 kg śliwek lub moreli, mogą też być truskawki
ok. 50 dkg sera białego półtłustego lub tłustego
ok. 2 szklanek mąki
1 jajko i 1 żółtko
ew. cukier lub rodzynki      

Wykonanie (proste jak drut):
Przygotować owoce - ze śliwek lub moreli wyciągnąć pestki.
Rozgnieść w misce twaróg, dodać mąkę, jajko i żółtko, wyrobić ciasto. W razie potrzeby dodać mąki (jeżeli będzie za rzadkie) lub mleka (jeżeli będzie za suche i twarde). I już - ciasto rozwałkować na gr. ok. 1 cm, pokroić w kwadraty, zawijać w nie owoce. Lub jeżeli komuś się nie chce albo zgubił wałek - odrywać albo odkrawać kawałki ciasta i spłaszczać w ręce, w spłaszczone zawijać owoce. Do śliwek lub moreli można w miejsce pestek dać pół łyżeczki cukru, lub parę rodzynek (w wersji dla dorosłych namoczonych uprzednio w winie lub w rumie - jak perwersja to perwersja).

 Wkładać na wrzącą, posoloną wodę. Gotować aż zaczną wypływać na wierzch. Wyciągać łyżką cedzakową.  Podawać ze śmietaną, posypane cukrem, lub - co ja preferuję - polane bułką z masłem.