Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.

z życia młodej teściowej

wtorek, 07 lipca 2009
  Rano opublikowałam wpis o jeszcze-małżeńskim story Starszej, a po południu odebrała zawiadomienie o terminie rozprawy rozwodowej.
 W przyszłym tygodniu ma szansę zostać panną z odzysku.
 To nie tak miało być, nie tak :-(
  Córka nie mogła zrozumieć, dlaczego nie możemy pogodzić się z jej decyzją o rozwodzie.
- Dlaczego wciąż płaczesz, ja już wylałam dość łez, więcej nie będę z tego powodu płakać - powtarzała.
 Nie wierzyła mi, kiedy mówiłam jej, że to niemożliwe, że nie da się odciąć tego zupełnie, jakby się zamknęło za sobą drzwi. Nie wierzyła, że to będzie do niej wracać i jeszcze nie raz będzie jej z tego powodu źle.
 Przez jakiś czas wyglądało na to, że nie robi to już na niej żadnego wrażenia. Nie wiedziałam, czy się cieszyć, czy martwić. Bo z jednej strony dobrze, że nie rozpacza, bo to zawsze rodzica boli, a z drugiej myśl - czy ja naprawdę wychowałam ją na takiego płytkiego człowieka bez uczuć?
 Ale to były tylko pozory. Pilnowała się, żeby się nie rozkleić. Lecz zupełnie oderwana od tematu sytuacja, drobne zdarzenie przerwały tamę, wywołały potok łez, który nie mógł się zatrzymać.
 Jeden raz, za parę dni następny. Siedem lat to kawał czasu. Jest co opłakiwać.
sobota, 28 lutego 2009

  No więc niestety, kataklizmu żadnego nie było. Nie pożarła mnie też czarna dziura, choć czasem, doprawdy bardzo sobie tego życzę.

 Tydzień obfitował w rozmowy. Różne, różniste. Oprócz tej nieszczęsnej była też milsza z siostrą (przyjechała z dziećmi do Krakowa) oraz cały szereg rozmów ze Starszą. A także z Młodszym, który jest bardzo zasadniczy i daje siostrze odczuć, jak bardzo mu się nie podoba ta sytuacja.

 Cóż, nam (mnie i małżonowi) też się nie podoba, w związku z tym temat tego rozwodu jest wałkowany z córką praktycznie na okrągło. O dziwo, jak rzadko kiedy, w tej sprawie mamy z mężem takie samo zdanie.

 Rozmowy ze Starszą nie są miłe, niestety. Musiała usłyszeć sporo gorzkich słów. A to boli. I ją i nas.

 Mleko się już rozlało i nie wygląda na to, żebyśmy mogli cokolwiek zmienić. Ale niech ona chociaż zda sobie sprawę z tego, co robi. Bo przepraszam bardzo, ale małżeństwo to nie zabawka, którą można rzucić w kąt, jak przestanie się podobać. Bo związała się z konkretnym człowiekiem z krwi i kości, z jego zaletami (których teraz nie dostrzega) oraz wadami (których nie widziała wcześniej mimo moich ostrzeżeń), wzięła go z całym inwentarzem.

 I choć bez wątpienia on nie spisał się w roli męża, to ona w naszym przekonaniu zbyt szybko spisała go na straty, odmawiając mu przy tym prawa do walki o nią, do gniewu, do złości, do chwytania się wszelkich sposobów.

 To nie będzie bezbolesne rozstanie. Za wszystko trzeba zapłacić.

 Rachunek wystawi jak zwykle życie.

środa, 25 lutego 2009

 Dziś muszę załatwić coś, czego nie chcę. Każda komórka mojego ciała przeciw temu się buntuje. Jedne krzyczą i tupią nóżkami, inne się chowają po zakamarkach i udają, że ich nie ma.

 Nie chcę tego zatwiać. Może jakieś małe, lokalne trzęsienie ziemi? albo lepiej czarna dziura. Niech go pochłonie.

 Jednakowoż człowiek jest jednak dorosły, nieprawdaż. I wie, że niektóre rzeczy zrobić POWINIEN, a nawet MUSI, choćbym nie jak nie CHCIAŁ. Więc trzeba stawić temu czoła. Więc załatwię to, choćbym miała potem przez trzy dni - sorry - rzygać z nerwów.

 Do bani z tą dorosłością.

 Do bani ze wszystkim.

poniedziałek, 16 lutego 2009

 Rozmawiałam wielokrotnie z nią, rozmawiałam z nim. Niewiele ta rozmowa wniosła. Powiedziałam mu, że ani go nie potępiamy (byłam z małżonem), ani nie chcemy być sędzimi w ich sprawie, bo tak naprawdę co między nimi zaszło, wiedzą tylko oni.

 Wszystkie te działania podjęłam bez wielkich nadziei na powodzenie. Po pierwszym dniu widziałam, że ona podjęła decyzję. Przez te dwa tygodnie tylko raz się zawahała.

 Poczucie klęski mnie nie opuszcza.

 Paradoksalnie, cała ta sytuacja zmusiła nas (mnie i męża) do zwerbalizowania pogladów na instytucję małżeństwa. Zgadzamy się jeżeli chodzi o pryncypia. Pewnie dlatego to małżeństwo wciąż trwa mimo wielu burz, mielizn i raf. Co i rusz stajemy nad przepaścią, ale wciąż trwamy.

 Taka chwiejna równowaga.

środa, 11 lutego 2009

 Osiem godzin w pracy, 1h 15' w drodze do szpitala, 1h 30' z mamą, 1h 15' w drodze do domu. Jak ja się nazywam? Zapomniałam... Z lustra spogląda zombi, fryzjer się kłania, wyglądam koszmarnie.

 Porażka. Porażka na wszystkich frontach.

 A nie, przepraszam, nie na wszystkich. Nie pisałam, że Młodszy przeszedł do etapu wojewódzkiego olimpiady. Będą dodatkowe punkty do liceum.

 Poza tym dno i dwa metry mułu.

 Racjonalnie wiem, że ten krach to nie moja wina, ale mam poczucie totalnej klęski. Zrobiłam co mogłam. Rozmawiałam spokojnie, sprałam, no nie dosłownie. Nagadałam swojemu dziecku. Może nawet więcej niż powinnam. Więcej zrobić nie mogę, nie potrafię i chyba nie powinnam.

 Opłakałam już to małżeństwo, pożegnałam się z nim. Nie wiem, nad czym płaczę. Czy bardziej nad córką, że jest nieszczęśliwa, widzę że się miota (on też ale zdeczko za późno). Czy nad rozpadem małżeństwa, bo dla mnie to poważna sprawa i rozwód to ostateczność. Czy też opłakuję swoje marzenia o szczęśliwej rodzinie.

 Nie chodzi mi o kasę, o te prezenty, o których chciał rozmawiać Zięć, o to co ludzie powiedzą itp. Pies z tym wszystkim tańcował.

 Ja już ich widziałam, jak podrzucają nam wnuki, żeby iść poszaleć. Ha ha ha

 

wtorek, 10 lutego 2009

 Zaczyna się prostować, choć na razie mówię to z taką pewną nieśmiałością i bardzo ostrożnie.

 No i dobrze, bo jeszcze trochę i bym się odwodniła.

poniedziałek, 09 lutego 2009

 no dobra, jak już zaczęłam nadawać reality show "sceny z życia małżeńskiego i rodzinnego", to idźmy za ciosem.

 Dziś psze państwa kolejny odcinek, w którym Starsza informuje nas, że poprzedniej nocy gadali przez telefon pierwszy raz bez oskarżeń i złośliwości, następnie odbiera telefon, następnie udaje się na spotkanie z nim, następnie wraca i ryczy. W dalszych scenach widzimy, że telefon dzwoni, ale nie zostaje odebrany, dzwoni, Starsza rozmawia, ryczy, następnie wychodzi, informując, że jedzie z nim gdzieś, nie wie gdzie i nie wie kiedy wróci. I żeby nie czekać na nią.

 W tzw. miedzyczasie mąż rozmawia z nim, spotkawszy go przed klatką i dowiaduje się, że on będzie starał się wyprosić jeszcze jedną szansę.

 Nie ma jej już prawie trzy godziny, ale to o niczym jeszcze nie świadczy, nieprawdaż.

 I na koniec uraczę szanowną publiczność kiczem. Banalny, ograny symbol, natrętnie pchający się przed oczy. W kuchni na blacie stoi kubek Starszej, podarowany jej kiedyś przez Zięcia. Rozbił się równo tydzień temu. Czy uda się go jeszcze skleić?

 

sobota, 07 lutego 2009

 kuźwa kuźwa kuźwa

co za popieprzona sytuacja

on ma za chwilę przyjechać

żeby porozmawiać

nie, nie z nią. z nami. o prezentach, jakie dostali od nas

ze soba rozmawiali wielokrotnie telefonicznie

konkluzja rozmów - każdy ma swoje racje, każde idzie w swoją stronę

kuźwa kuźwa kuźwa

środa, 04 lutego 2009

 Starsza pojechała po resztę rzeczy. Ona twierdzi, że to koniec, że nie ma co sklejać. Po siedmiu latach chodzenia i pięciu miesiącach małżeństwa? Czy to nie nazbyt radykalne stwierdzenie?

 W każdym razie na jej wyraźne życznie, pojechał z nią jej ojciec, a mój mąż.

 A ja powinnam w tym monencie wstać i iść szybko z psem do weta na ostatni zastrzyk.

 Nie mogę się zebrać. 

 
1 , 2