Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.

filmowo

niedziela, 18 października 2015

 Jestem rozczarowana - Sigi nie żyje, Athelstan nie żyje, Flokki do cna sfiksował, a Ragnar nie wsparł Lagherty i w dodatku zbrzydł...

 Co przyniesie dzisiejszy odcinek?

***

Oczywiście "Wikingowie" ;-)

***

Spieszę z wyjaśnieniem - przytoczone postaci to bohaterowie serialu Wikingowie, którego trzeci sezon nadaje kanał History. Główny bohater to na wpół legendarny Ragnar Lothbrok, jego droga do władzy i wyprawy na zachód (wcześniej Wikingowie wyprawiali się głównie na wschód).

21:58, nie_taka_zla , filmowo
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 stycznia 2014

 Słowa krytyka filmowego Tadeusza Sobolewskiego o „Idzie”, że jest to obraz „mówiący szeptem tam, gdzie inni krzyczą” są bardzo trafne.

 Film dotyka trudnych i bolesnych spraw, ale robi to bardzo subtelnie. Nie ma tu czułostkowości, rozdrapywania ran, choć ogląda się go ze ściśniętym gardłem. Choć tytuł filmu wysuwa na pierwszy plan tytułową Idę, młodą dziewczynę, dla mnie ważniejszą postacią jest jej ciotka - Wanda. Ida jest w tej historii katalizatorem, który inicjuje rodzinne poszukiwania. Ciotka zepchnęła to, co ją boli daleko w kąt, nie chce o tym pamiętać. Zagłusza rozpacz, a także poczucie winy piciem, paleniem, przypadkowym seksem. Daje jej to ukojenie? - nie. Rozpacz ma wypisaną na twarzy.

 Ida natomiast musi na nowo zdefiniować siebie, zastanowić się nad wyborem swojej drogi. W momencie spotkania z Wandą dowiaduje się bowiem, że jej imię - Anna nie jest imieniem, które nadali jej rodzice. Dowiaduje się o losach swej rodziny, okrywa z ciotką tajemnicę śmierci rodziców i zagadkę, dlaczego nie zginęła wraz z nimi i małym Tadziem, którego Wanda powierzyła swej siostrze.

 

 Kolejna świetna rola Agaty Kuleszy, udany debiut Agaty Trzebuchowskiej, doskonały epizod Jerzego Treli i Dawid Ogrodnik w tle. Czarno-białe zdjęcia (piękne) doskonale współgrają z klimatem filmu, wyglądają, jakby były spowite papierosowym dymem, przyprószone popiołem. Piękna jest też ścieżka dźwiękowa nawiązująca do muzyki z lat 60. Warto też wspomnieć o Joannie Kulig, wykonującej w filmie piosenkę "O Jimmie Joe".


 Chcę jeszcze napisać parę refleksji,jakie mi się nasunęły po obejrzeniu filmu, a nie chcę zdradzać za dużo osobom, które go nie widziały, a chcą obejrzeć. Dlatego uprasza się te osoby o nieczytanie dalszego ciągu wpisu.

 Film porusza kwestię stosunków polsko-żydowskich, ale robi to w sposób dotąd nieobecny w polskim filmie. Bo oto mamy do czynienia z morderstwem Żydów przez Polaków, ich sąsiadów. Mamy do czynienia z zaborem mienia pożydowskiego. Czyli dokładnie z tymi sprawami, które obecne były w "Pokłosiu".

 Dlaczego nie ma fali oburzenia, że film antypolski, dlaczego nikt nie krzyczy Kulesza! ty żydówko! Czy dlatego, że film nie jest jednowymiarowy? A dokładniej - Żydzi nie zostali przedstawieni jednowymiarowo. Bo w "Pokłosiu" było tak - Polacy wymordowali, a potem zagarnęli majątek, zatarli pamięć. TYLKO Polacy byli źli. W "Idzie" owszem, źli Polacy zamordowali swoich sąsiadów, zagarnęli ich własność - ale! - po wojnie Wanda stała się narzędziem w rękach komunistycznej władzy, została stalinowską prokurator, miała krew niewinnych ludzi na sumieniu.

 A może tylko dlatego, że "Pokłosie" było pierwsze i to jemu przyszło się zmierzyć z atakami i oskarżeniami o antypolskość?

18:10, nie_taka_zla , filmowo
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 maja 2012

  Od paru dni zbieram się, żeby napisać o filmie, który zapadł mi w serce głęboko.Tak głęboko, że potrzebowałam nieco czasu, by móc o nim napisać. On tkwi jak drzazga, zmusza do myślenia o nim, o losach tych ludzi. Film "Róża".

 Pierwszy film, który powojenne czasy opowiada z takiej perspektywy. Z perspektywy ludzi, osiadłych od wieków? od paru pokoleń?, którzy zostali przymuszeni do opuszczenia swej małej ojczyzny. Temat ten jest z jednej strony wstydliwie przemilczany, bo i chwalić się nie ma czym, z drugiej - ekspoatowany był krzykliwie i prostacko przez powojenną propagandę, nazywajacą rdzennych Mazurów, ale i Ślązaków - Niemcami. Lata siedemdziesiąte z kolei to apogeum działalności tzw. wypędzonych, którymi straszono Polaków. Warto przy tym dodać, że obok faktycznie wypędzonych - ludności osiadłej od pokoleń, organizacje te skupiały też osoby takie jak Erika Steinbach, która swój status "wypędzonej" opiera na fakcie urodzenia się w Rumii, gdzie jej ojciec odbywał służbę wojskową.

 O dramacie ludności cywilnej, o masowych gwałtach, o zatopieniu statku Wilhelm Gustloff nie pisało się prawie nic. (Gazeta Wyborcza opublikowała parę lat temu obszerne artykuły w Dużym Formacie bodajże). O tym, jak skomplikowane były losy przesiedleńców na tzw. Ziemiach Odzyskanych mozna przeczytać w książce Olgi Tokarczuk "Dom dzienny, dom nocny". Losy podwójnie skomplikowane, bo z jednej strony mamy ludzi, którzy co prawda jeszcze mieszkają w swoich domach, ale już z "wyrokiem", a z drugiej - tych, którzy też wyzuci ze swojej ziemi, przybyli, by zająć ich miejsce - tzw. repatriantów ze wschodnich rubieży Polski. I tak żyją przez jakiś czas pod wspólnym dachem, nienawidząc jedni drugich, a przecież los i historia doświadczyły ich podobnie.

 Zboczyłam nieco z tematu, ale trudno tych tematów nie poruszyć w kontekście tego obrazu. W "Róży" też mamy rodzinę repatrantów, którzy przybyli - nie z własnej woli - by zająć czyjeś gospodarstwo. Obraz przedstawiony w filmie jest przerażający - bezhołowie, bezkarne grupy szabrowników i hordy rozbestwionych czerwonoarmiejców; bezwzględność nowej władzy, bezlitośnie traktujących "wrogów klasowych". Żadnej radości z końca wojny, z powodu wyzwolenia. Bo i trudno tu mówić o wyzwoleniu. Kto został wyzwolony? Róża, która gorzko stwierdza, że miał rację jej nieżyjacy mąż, mówiąc, że tylko Niemcy traktowali Mazurów jak ludzi? Tadeusz, żołnierz AK, pragnący ukryć się przed nową władzą? Władek, który musiał zabrać rodzinę i ruszyć z kresów szukać nowego miejsca do życia?

 Film ma parę warstw, dramatyczne wydarzenia historyczne są tłem dla opowieści o miłości. Nie jest to miłość łatwa i oczywista, nie ma w niej niczego, co znamy z hollywoodzkich produkcji - żadnych tam przełomów, nagłych zwrotów akcji. Ta miłość jest subtelna, nienarzucająca się, można by rzec - podskórna, ale jest. Jest silna. Silniejsza niż śmierć.

 

 

09:13, nie_taka_zla , filmowo
Link Komentarze (3) »
środa, 01 czerwca 2011

 Na wczorajszy film bilety wygrała córka ;-)

"Melancholia". Nastrój filmu - zgodny z tytułem, a nawet mocniejszy - nie melancholijny, a depresyjny. Koleżanka, mając w pamięci inne dzieła Larsa von Triera - "Przełamując fale" i Tańcząc w ciemnościach" zapytała, czy były drastyczne sceny. Nie, nie było. Choć właściwie - kogoś, kto nie miał kontaktu z osobą chorą na depresję, niektóre sceny mogły zaszokować. Była świetna muzyka, były odniesienia do malarstwa i literatury, były psychodeliczne majaczenia. Ale że nie samym mrokiem Trier żyje, były też humorystyczne akcenty. 

piątek, 06 maja 2011

    Recenzję z filmu "Puzzle" zacznę od przywołania programu telewizyjnego, w którym stylistki Trinny i Susana "ubierają" kobiety z różnych stron świata. Zaczęły od Wielkiej Brytani, potem były w USA, bodaj Holandii i Belgii, teraz zajęły się Polkami.

 Kluczowym słowem w ich programie jest "ubrać",nie "przebrać". Ważną sprawą jest pokazanie - głównie kobietom - co zrobić, by wyglądać lepiej, bez operacji plastycznych czy drogich zabiegów. Ale najważniejszy jest efekt, który nazwałabym nieubraniowym ;-) - przywracają wiarę w siebie.

  Jedno, co mnie zaskoczyło - często jest tak, że kobieta opowiada o sobie - co robi dla dzieci, dla męża, dla firmy. A kiedy pada pytanie - a dla siebie? co robisz dla SIEBIE? - odpowiedzią jest zdumione spojrzenie. Myślałam, że takie myślenie jest domeną Matek-Polek, tymczasem wygląda, że to "ogólnokobieca" przypadłość.

   Bohaterką filmu "Puzzle" jest kobieta którą poznajemy w jej pięćdziesiąte urodziny. Ona też jest jedną z tych, które zdziwiłyby się, słysząc takie pytanie. Jej świat to mąż, dwóch prawie dorosłych synów i dom. Wybrała takie życie? została wtłoczona w takie ramy? - nie wiemy. W każdym razie dla męża i synów jest oczywiste, że istnieje tylko i wyłącznie dla nich. Przy czym ona sama zdaje się to akceptować, co więcej - wyglądają na szczęśłiwą rodzinę.

 Tytułowe puzzle dostaje w prezencie. I to właśnie od nich zaczyna się jej mała rewolucja. Zaczyna robić coś dla siebie, coś, co sprawia jej przyjemność. Ale robi to ukradkiem, jakby miała poczucie winy, że ona może czegoś chcieć tylko dla siebie.

 To nie jest film hollywoodcki, nie ma w nim nagłych zwrotów akcji, nie ma przełomów, w których bohater nagle doznaje olśnienia i wszystko toczy się inaczej. Jest spokojna narracja.

  Rewolucja głównej bohaterki zostaje przez nią samą zatrzymana w pół drogi. Słusznie? nie wiem.

***

Wywiad z reżyserką filmu.

 

Tagi: film puzzle
22:26, nie_taka_zla , filmowo
Link Komentarze (4) »
czwartek, 14 kwietnia 2011

Byłam na filmie "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł". Potrzebuję nieco czasu, aby ochłonąć.

Jakim trzeba być człowiekiem, aby podjąć decyzję o takiej prowokacji, świadomie skazując ludzi, którzy NA WEZWANIE WŁADZ jechali do pracy. W imię czego? utrzymania władzy? bo przecież nie z przyczyn ideologicznych. Czy oni wierzyli w tę "kontrrewolucję"?

 

20:28, nie_taka_zla , filmowo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 grudnia 2010


Widzieliście film Andrzeja Fidyka "Defilada" ?

"Yodok Stories" jest dopełnieniem "Defilady"

Oto notka ze strony TVP na temat "Yodok"

Pomysł nakręcenia filmu o północnokoreańskich łagrach wyszedł od norweskiej organizacji praw człowieka RAFTO Foundation. Znalezienie reżysera emigranta z raju Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila udało się dzięki pomocy południowokoreańskich organizacji pozarządowych. Jednak z początku Jung Sung Sanowi nie spodobał się pomysł Andrzeja Fidyka. Trudno się dziwić. Po ucieczce Sana jego rodziców aresztowano i katowano. Matka dostała wylewu i zapadła na chorobę psychiczną. Ojca stracono podczas publicznej egzekucji w obozie dla więźniów politycznych. Narzeczoną reżysera, utalentowaną tancerkę i piosenkarkę, również uwięziono po oskarżeniu jej ojca o szpiegostwo. Cała jej rodzina została zesłana na pustkowie, gdzie musiała mieszkać w wykopanych w ziemi norach przykrywanych tylko folią. Po kilkunastu miesiącach piękna do niedawna dziewczyna straciła paznokcie i niemal wszystkie włosy, odmroziła sobie nogi, obcięto jej pierś, wielokrotnie gwałcona przez żołdaków została dwukrotnie zmuszona do aborcji. Trzeba było trzech tygodni dyskusji, by Jung Sung San dał się przekonać. Realizacja spektaklu stała się dlań formą uczczenia pamięci rodziców, przed fotografią których, nie wstydząc się kamery Andrzeja Fidyka, łamiącym się głosem złożył uroczyste zobowiązanie: Obiecuję wam, że cały świat dowie się, jak jest naprawdę w Korei Północnej, jak żyją nasi rodacy. Co ciekawe w toku rozmów idea spektaklu niespodziewanie ewoluowała od kameralnej sztuki teatralnej do widowiskowego musicalu. Na pierwszy rzut oka zestawienie cierpień ofiar obozów koncentracyjnych z tak rozrywkową konwencją może wydawać się szokujące, a nawet gorszące. Na jego korzyść przemawiają jednak dwa poważne argumenty: po pierwsze koreańska specyfika kulturowa (zdaniem Fidyka dużo bardziej od europejskiej kolorowa i krzykliwa), po drugie zaś pragnienie zwrócenia powszechnej uwagi na problem północnokoreańskich łagrów. W trakcie realizacji filmu polski reżyser przekonał się bowiem, że wśród południowokoreańskich elit sprawa jest praktycznie nieznana.


I artykuł w RP

http://www.rp.pl/artykul/570663.html


Film jest wstrząsający.

Wielkie wrażenie zrobiło na mnie to, że spotkali się przy realizacji tego filmu i musicalu więźniowie i strażnicy z obozu. Wiem, że strażnicy byli nie tylko katami, ale także ofiarami systemu, jednak stawianie ich w jednym szeregu z więźniami budzi mój sprzeciw. Strażnik występujący w filmi uciekł, kiedy jego ojciec popadł w niełaskę. Twierdzi, że wierzył w oficjalną propagandę, w to, że więźniowie są wrogami narodu, nie są ludźmi, a skoro tak, nie uważał za naganne ich więzienie, pracę ponad siły, głodzenie, bicie, w końcu i egzekucje. Skojarzenia z faszystowską propagandą są oczywiste.

Rozpacz kobiety, która w obozie pochowała rodziców i nigdy nie odwiedziła ich grobów jest rozdzierająca, wziąwszy pod uwagę cześć, jaką otacza się w kulurach azjatyckich zmarłych przodków.

Reżim jest wręcz niewyobrażalny. Ludziom odebrano nawet prawo do wybrania śmierci. Samobójstwo jest zabronione. Jest uznawane za zdradę. Rodzina samobójcy natychmiast jest aresztowana i zsyłana do obozu.

Społeczeństwo Korei Południowej nie jest zainteresowane losem swych sąsiadów z północy, niewiele o nich wiedzą. Uciekinierzy, którzy współpracowali przy tworzeniu musicalu spotykali się z młodzieżą. Kamera obserwowała ich reakcje. Emocje, jakie wzbudzały opowieści czytelnie malowały się na twarzach. Przerażenie i niedowierzanie. Z takimi samymi odczuciami pozostałam ja po obejrzeniu filmu. To niemożliwe, że to dzieje się teraz,  dziś. Każdego dnia, każdej minuty. Niemożliwe.

 

sobota, 30 stycznia 2010

  Scneneria podobna do obecnie panującej za oknem - śnieg i mróz. Oprócz tego milicyjna nyska, duży fiat i czarna wołga. I przewijający się w rozmowach polonez jako szczyt marzeń i myśli motoryzacyjnej. I wóda. Mnóstwo wódy.

 Od początku wiadomo, że stało się coś złego i że coś złego stanie się znowu, nie wiemy tylko "jak" i "dlaczego". Zostajemy wciągnięci w swoisty chocholi taniec, w opary bimbru, którym raczą się bohaterowie kryminalnej historii, a później (parę lat?) milicjanci karnie ustawiający się w kolejce po szklankę bimbru i gryz kiszonego ogórka. I jeszcze raz na koniec kolejki i jeszcze raz, i kolejna szklanka, i kolejna ...

 Bohaterowie nie wzudzają sympatii. Są "odrażający, brudni, źli". Ci, których rolą jest odkrycie prawdy, także są brudni. Brudni moralnie. Wszyscy zanurzeni są po uszy w oszustwach, przekrętach, donosach, układach. Bo wicie, rozumicie - jak wy nam to, to my wam tamto... ale  my wiemy, że wyście zrobili to i tamto, więc lepiej będzie dla was...

 Jedyny sprawiedliwy - oficer milicji zdeterminowany w dążeniu do poznania prawdy, miota się między lojalnością wobec kolegów, szantażem zwierzchników a poczuciem sprawiedliwości. I na nic zdaje się to, że jak powtarza - jego polityka nie interesuje. W tych układach wszystko jest polityką, nawet zwykła sprawa kryminalna. I polityka interesuje się nim.  Wydawałoby się, że jest wśród swoich, wśród podobnych mu kolegów. Ale nie, każdy z nich ma powód, by go nienawidzić (mąż kochanki), by się go bać (zna ich grzeszki) lub by go "sprzedać". Jest sam. Jak w antycznej tragedii - wszystko zmierza ku dramatycznemu końcowi, który jednak nas zaskakuje. I zostawia z pytaniami.

 

Tagi: Dom zły
15:54, nie_taka_zla , filmowo
Link Komentarze (3) »
środa, 30 grudnia 2009

  I śmieszno, i straszno. Groza miesza się z groteską. Komedia z kryminałem. A wszystko zanurzone w realiach lat piędziesiątych. Kusi mnie, aby napisać coś o fabule, ale to, co chciałabym napisać, zepsułoby przyjemność oglądania tym, którzy jeszcze się na film wybiorą ;-)

 Film obsypany nagrodami - słusznie. Znakomite role żeńskie - Anna Polony, Krystyna Janda, Agata Buzek. Doskonały Marcin Dorociński nieco pozostał w cieniu, ale także zagrał bardzo dobrze.  

 Byliśmy w naszym ulubionym małym kinie. Na poprzednich seansach oglądaliśmy filmy w towarzystwie może dziesięciu osób. Wczoraj może dziesięć miejsc było wolnych. Nie zgodziłabym się tylko z panią, która wygłosiła słowo wstępne przed projekcją, że Polacy nie umieją robić fimów o swej historii na wesoło. Od razu przyszedł mi na myśl "Jak rozpętałem II wojnę światową" a z nowszych "Pułkownik Kwiatkowski". Oba znakomite. "Rewers" doskonale się wpisuje w ten nurt.

13:49, nie_taka_zla , filmowo
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 października 2009

  Późno, bo późno, ale jednak ogladnęłam "Plac Zbawiciela" (premiera w 2006). A nie miałam takiego zamiaru. Przeczytałam recenzje, które były doskonałe, ale doszłam do wniosku, ze temat jest "za ciężki", nie miałam ochoty się dołować. Któregoś wieczoru jednak film został nadany w tv, trafiłam na  niego przypadkiem, rzuciłam okiem, uchem i już zostałam.

 Atmosfera gęsta, dusząca, sytuacja jak bagno. Zewsząd błocko, oblepiajace, smodliwe, wciagajace coraz niżej i niżej. Wkurzająca nieco główna bohaterka, nieco niezaradna, z drugiej jednak strony - niemająca znikąd wsparcia. No może poza koleżanką.

Kto ogladał, ten wie, kto nie widział, niech oglądnie, mimo wszystko.

 Film powinien być wyświetlany w ramach godziny wychowawczej albo sławetnego przygotwania do życia w rodzinie. I przedyskutowany dokładnie. Temat lekcji - ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

09:37, nie_taka_zla , filmowo
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2