Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.

Lektury nieobowiązkowe

sobota, 18 maja 2013

 Tę książkę - Stanisław Koper "Wielcy zdrajcy. Od Piastów do PRL" - przeczytałam jednym tchem, za szybko. Muszę do niej wrócić i przeczytać jeszcze raz, wolniej. To jedno postanowienie. Drugie - przeczytać książkę Teresy Torańskiej "Oni". St. Koper często się do niej odwoływał w dwóch ostatnich rozdziałach "Wielkich zdrajców", cytując wypowiedzi prominentnych działaczy. Przyznam, że wtedy, gdy "Oni" byla wydana, czułam niechęć do czytania o latach komunizmu.

 Wracając do "Zdrajców" - to jest historia opowiedziana nie przez suche fakty, daty bitew, pokojów itp. Treścią tej ksiażki jest to, co mnie zawsze fascynowało - wpływ pojedyńczego człowieka, jego interesów, ambicji, osobistych urazów, miłostek w końcu, pożądania na losy całych społeczeństw i narodów.

 Wiedzieliście, że mieliśmy swoją "piękną Helenę", przez którą wybuchła na wiele lat krwawa zawierucha, która nie przyniosła niczego dobrego, wręcz przyczyniła się do upadku Rzeczpospolitej i Siczy Zaporoskiej? Prywatny zatarg Chmielnickiego z Czapińskim stał się zażewiem powstania kozackiego. Imienia "Heleny" żródła nie przekazały, wiadomo o niej tyle, że związana była z Chmielnickim, nawet z nim mieszkała, kiedy ten owdowiał. Chmielnicki jednak nie kwapił się do zalegalizowania związku. Panna podobała się także Czapińskiemu, który podczas zajazdu na majątek przyszłego hetmana  wygnał go, a pannę poślubił. Małżeństwo to nie trwało zresztą długo, Chmielnicki odzyskał posiadłość i kobietę, którą także pośłubił (!). Zastanawiałam się, co czuła bohaterka tych wydarzeń. Czy cierpiała z powodu swoich zmiennych losów? Zgadzała się na to przechodzenie z rąk do rąk czy się buntowała? Zdaje się jednak, że była awanturnicą - podczas gdy jej mąż "bawił" na wojnie, znalazła sobie kochanka, z którym urządzała pijatyki, trwoniąc majątek. Skończyła marnie - powieszona  z kochankiem.

 Ta opowieść to tylko jednem z wielu "smaczków" tej interesującej książki. Genezy wojny polsko-szwedzkiej autor upatruje w pysze i miłostkach Jana Kazimierza  oraz urażonej dumie i chciwości Radziejowskiego. W rozdziale poświęconym Karolinie Sobańskiej z domu Rzewulskiej, siostrze Eweliny Hańskiej i carskiej agentce, poznajemy interesujący epizod z życia Adama Mickiewicza.

środa, 10 kwietnia 2013

 Tytuł w orginale brzmi "The Winter Palace", ponieważ autorka jest co prawda Polką, ale od lat mieszka w Kanadzie. Usłyszałam o książce w Trójce, która gościła autorkę. Rozmowa bardzo mnie zaciekawiła, więc kiedy  córka kupiła książkę i była nią zachwycona, nie mogłam sobie odmówić - musiałam ją przeczytać. Pochłonęła mnie od pierwszych stron, nie mogłam się oderwać, gdyby nie to, że bolały mnie oczy, "pożarłabym" ją za jednym razem.

 Jak sam tytuł wskazuje, główną (choć nie jedyną) bohaterką jest  Katarzyna II Wielka. Poznajemy ją w momencie, kiedy wraz z matką przybywa na dwór carycy Elżbiety. Imperatorowa ma zamiar wydać ją za mąż za następcę tronu, swego siostrzeńca Piotra. Akcja książki kończy się w dniu koronowania Stanisława Augusta na króla Polski (do czego się przyczyniła, będąc już carycą). Narratorką jest Barbara, Polka, która z rodzicami wyjeżdża do Petersburga. Po śmieci rodziców los rzucił ją na dwór Elżbiety. I to właśnie oczami i uszami Barbary, przemianowanej na Warwarę poznajemy carski dwór, z jego siecią intryg, siatką szpiegów, tajnymi raportami, ukrytymi skrytkami, listami palonymi natychmiast po przeczytaniu, grą interesów, zależnością wszystkich od kaprysów Elżbiety. Elżbiety, która choć jest potężną władczynią, nie pozbyła się przesądnego lęku przed czarami i urokami, która sprowadza potajemnie baby-szeptuchy. Złośliwi mówią, że jest tylko córką chłopki.

 Narratorka, Warwara z czasem  ze szwaczki stała się damą dworu i powiernicą Zofii Anhalt-Zerbst, późniejszej Katarzyny. I choć wiemy, jak ta ostatnia zapisała się w historii Polski, to jednak jej kibicujemy, chcemy, żeby jej się udało. Żeby caryca nie odesłała jej z powrotem przed ślubem, żeby udało jej się urodzić dziecko, żeby - znów popadłszy w niełaskę - nie została usunięta z dworu.

 Katarzynie udało się przetrwać, zgromadzić wokół siebie sojuszników. Książka kończy się w momencie jej triumfu - przejmuje władzę.

 Osobny akapit muszę poświęcić romansowi Katarzyny ze Stanisławem Poniatowskim, który przebywał w Rosji jako sekretarz ambasadora Anglii. Owocem tego romansu była córka, która zmarła w niemowlęctwie. Ambasador Wielkiej Brytani, który był poplecznikiem Katarzyny, miał dalekosiężne plany. Przewidywał, że Katarzyna sięgnie po władzę w Rosji, a jego protegowany - Stanisław w Polsce. W jakiejś innej ksiązce czytałam, że Poniatowski żywił przekonanie, że Katarzyna go poślubi i to on będzie sprawował rządy w obu krajach. Jak wiemy, stało się inaczej, ale Katarzyna do końca miała do niego słabość. Syn Katarzyny, car Paweł, który uważał się za syna Stanisława Augusta, także darzył Polaków sympatią.

 Czekam na następną część, nad którą autorka obecnie pracuje.

Ps.

Lektura skłoniła mnie do odświeżenia sobie wiadomości o Piotrze Wielkim i jego następcach. Ależ się tam wyprawiało!

piątek, 08 marca 2013

 Tę książkę - Stanisław Koper "Wielcy zdrajcy. Od Piastów do PRL" - przeczytałam jednym tchem, za szybko. Muszę do niej wrócić i przeczytać jeszcze raz, wolniej. To jedno postanowienie. Drugie - przeczytać książkę Teresy Torańskiej "Oni". St. Koper często się do niej odwoływał w dwóch ostatnich rozdziałach "Wielkich zdrajców", cytując wypowiedzi prominentnych działaczy. Przyznam, że wtedy, gdy "Oni" byla wydana, czułam niechęć do czytania o latach komunizmu.

 Wracając do "Zdrajców" - to jest historia opowiedziana nie przez suche fakty, daty bitew, pokojów itp. Treścią tej ksiażki jest to, co mnie zawsze fascynowało - wpływ pojedyńczego człowieka, jego interesów, ambicji, osobistych urazów, miłostek w końcu, pożądania na losy całych społeczeństw i narodów.

 Wiedzieliście, że mieliśmy swoją "piękną Helenę", przez którą wybuchła na wiele lat krwawa zawierucha, która nie przyniosła niczego dobrego, wręcz przyczyniła się do upadku Rzeczpospolitej i Siczy Zaporoskiej? Prywatny zatarg Chmielnickiego z Czapińskim stał się zażewiem powstania kozackiego. Imienia "Heleny" żródła nie przekazały, wiadomo o niej tyle, że związana była z Chmielnickim, nawet z nim mieszkała, kiedy ten owdowiał. Chmielnicki jednak nie kwapił się do zalegalizowania związku. Panna podobała się także Czapińskiemu, który podczas zajazdu na majątek przyszłego hetmana  wygnał go, a pannę poślubił. Małżeństwo to nie trwało zresztą długo, Chmielnicki odzyskał posiadłość i kobietę, którą także pośłubił (!). Zastanawiałam się, co czuła bohaterka tych wydarzeń. Czy cierpiała z powodu swoich zmiennych losów? Zgadzała się na to przechodzenie z rąk do rąk czy się buntowała? Zdaje się jednak, że była awanturnicą - podczas gdy jej mąż "bawił" na wojnie, znalazła sobie kochanka, z którym urządzała pijatyki, trwoniąc majątek. Skończyła marnie - powieszona  z kochankiem.

 Ta opowieść to tylko jednem z wielu "smaczków" tej interesującej książki. Genezy wojny polsko-szwedzkiej autor upatruje w pysze i miłostkach Jana Kazimierza  oraz urażonej dumie i chciwości Radziejowskiego. W rozdziale poświęconym Karolinie Sobańskiej z domu Rzewulskiej, siostrze Eweliny Hańskiej i carskiej agentce, poznajemy interesujący epizod z życia Adama Mickiewicza.

wtorek, 29 stycznia 2013

    Przy okazji Targów Książki usłyszałm radiowy wywiad z autorem książek historycznych Stanisławem Koperem. Zainteresował mnie, więc zasugerowałm komu trzeba, że to byłby dobry prezent ;-). 

 Dostałam wtedy "Wpływowe kobiety II RP". A ponieważ dobrze się czytało, więc na gwiazdkę zażyczyłam sobie ciąg dalszy - dostałam "Afery i skandale II RP" oraz "Wielcy zdrajcy od Piastów do PRL". I powiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, czekam na kolejne książki tego autora. Stanisław Koper specjalizuje się w historii II RP, ale napisał również przewodnik historyczny dotyczący Chorwacji oraz Ukrainy.

 Wracając do pierwszej pozycji - bohaterkami są Jadwiga Beck, Zofia Nałkowska, Maria Dąbrowska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Irena Krzywicka - a więc kobiety, które funkcjonują do dziś w świadomości społecznej, ale także prawie zupełnie zapomniane (Maria Morska - aktorka) i docenione dopiero do latach (Katarzyna Kobro - rzeżbiarka). Tragiczne losy Katarzyny Kobro i jej męża Władysława Strzemińskiego były przedstawione w wystawionej w Teatrze Telewizji sztuki, tytułu nie pamiętam.

 Autor przedstawiając sylwetki bohaterek, kreśli szerokie tło. Poznajemy nie tylko dorobek życiowy, ale także życie rodzinne, uczuciowe (i hmm.. powiedzmy tak - łóźkowe), koneksje towarzyskie. Losy przedstawionych kobiet obejmują nie tylko tytułową II RP, ale także okres wojny i powojenny.

 Niedosyt czułam tylko po rozdziale poświęconym Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ale po lekturze "Zalotnicy niebieskiej" i "Marii i Magdaleny" autorstwa jej siostry - Magdaleny Samozwaniec, nie mogło być inaczej.

 Wart wspomienia jest też wstęp, przedstawiający historię walkę kobiet o równouprawnienie, zarówno na świecie, jak i naszym, polskim podwórku. Dziwne zaiste przybierało to czasem formę (np. okładanie mężczyzn parasolkami) i łatwe nie było. Wymagało odwagi, samozaparcia i skazywało na kompletne niezrozumienie. Chylę czoła przed siostrmi-sufrażystkami.

 

czwartek, 03 lutego 2011

Macie jakieś swoje systemy czytelnicze? Interesuje mnie sposób, w jaki dobieracie lektury. Mój system jest taki, że kiedy trafię na autora, którego styl, opowiadane historie, klimat mi odpowiadają, czytam wszystko, co jest dostępne w bibliotece czy u znajomych.

W ten sposób "potraktowałam" Whartona, Carrolla, John'a Irvinga, E. Annie Proulx, Tokarczuk, Chmielewską, Kuncewiczową. Taki "system" ma tę wadę, że po którejś z kolei pozycji odczuwa się znużenie stylem, manierą (bo każdy jakąś ma), przewidywalnością. Więc porzucam tego autora i szukam innego, który mnie zaciekawi.

Carroll z początku mnie zafascynował sposobem opowiadania o zwykłych sprawach i "wkładania" ich w niezwykłe okoliczności, mnożeniem dziwnych istot, mieszaniem świata realnego i nierealnego. Żadna jednak z tych książek nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, żebym zapamiętała szczegóły. Po przeczytaniu paru poczułam przesyt. Zrobiłam sobie przerwę i teraz z przyjemnością przeczytałam jeszcze dwie. I na jakiś czas starczy ;-) Swoją drogą napisał tych książek bardzo dużo. We wszystkich pojawia się motyw śmierci, dziwnych zjawisk, ale za każdym razem inaczej ujęty.

Z książek Whatona, które przeczytałam, najbardziej podobał mi się "Tato", "Stado", "Ptasiek". Osobna kategoria to "W księżycową jasną noc". Najpiękniejsza książka antywojenna, jaką znam. "Spóźnieni kochankowie" wydali mi się mało prawdopodobni, a ostatnia pozycja, o której czytałam entuzjastyczne recenzje, "Rubio" wręcz mnie zdenerwowała. A dokładnie - zdenerwowała mnie postawa głównego bohatera, żałosny dupek. "Niezawinione śmierci" przeczytałam, miejscami była bardzo przejmująca, natomiast "Dom na Sekwanie" - opis remontu barki nie wydał mi się na tyle interesujący, by poświęcać na niego czas.

Z twórczości Irvinga największe wrażenie zrobił na mnie "Hotel New Hampshire", "Świat według Garpa" i "Regulamin tłoczni win". Na podstawie wszystkich  nakręcono filmy ("Regulamin..." pod tytułem 'Wbrew regułom"), które oczywiście są słabsze niż książki, a "Regulamin..." wręcz został niemiłosiernie spłaszczony. Jeszcze jedna powieść została sfilmowana, mianowicie "Jednoroczna wdowa". Film nosił tytuł "Drzwi w podłodze".

Proulx czytałam "Pieśni serca i inne opowiadania", "Kroniki portowe" (również sfilmowane) i "Akordeonowe zbrodnie". Bardzo mi się podobały.  Innych jej książek nie czytałam, nie są mi dostępne.

Chmielewska - wszystko mi się podobało, czasem wracam dla poprawienia nastroju :D

Tokarczuk - przez niektórych uważana za nieco depresyjną, mnie się podoba. Nie czytałam jej nowszych pozycji (nie ma ich w bibliotece :-(  Zwłaszcza "Prawek i inne czasy", "Dom dzienny, dom nocny" zapadł mi w pamięć.

Kuncewiczowa - najbardziej znana jest oczywiście "Cudzoziemka" i "Tristan 1946", mnie jednak podobał się "Leśnik".

Zrobiłam przegląd swoich "serii" ;-)

 

 

piątek, 20 sierpnia 2010

Nie samym remontem człowiek żyje, nieprawdaż. Przed i w trakcie (głównie jednak przed) udało mi się przeczytać co nieco.

"Goya", "Rodzina Borgiów", "Udręka i ekstaza".

Wszystkie znakomite. Poniżej pobieżne "recenzje"

Lion Feuchtwanger "Goya" - szerokie tło historyczne i obyczajowe, wszechwładna Inkwizycja, system totalitarny, przekupstwo, prywata, los państwa zależny od chwilowych kaprysów i podporządkowany interesom polityków
przełom w sztuce Goi - z malarza dworskiego w malarza zaangażowanego, podążającego własną artystyczną ścieżką, wpływ choroby na postrzeganie świata, wpływ ambicji jednostek na losy państwa

 Mario Puzo "Rodzina Borgiów"  - tak, to ten Puzo od"Ojca Chrzestnego". "Rodzina Borgiów" jest jego ostatnią powieścią, niestety kończoną przez inną osobę, co widać w pospiesznym zamykaniu wątków                                                                                                                            książka nieco przerażająca - co chora, niepohamowana ambicja i chciwość robi z człowiekiem, doprowadzając do tego, że własne dzieci traktuje się jak narzędzia służące zdobywaniu władzy, jak dalece funkcje kościelne były tylko i wyłącznie zdobywane przez rody dla wpływów i splendoru, nie rozważane w kontekcie wiary i powołania obarowywanych nimi ludzi; zepsucie, przekupstwo, rozrzutność, okrucieństwo, wojny, łamanie sojuszów

 Irving Stone "Udręka i ekstaza" - autor wielu znakomitych powieści biograficznych, ta traktuje o Michale Aniele, o jego drodze artystycznej, zmaganiu się z narzuconymi, niechcianymi zleceniami, które jednak wykonuje wspaniale i które przynoszą mu sławę i uzananie, trudne relacje z rodziną, która traktuje go jak dostarczyciela pieniędzy (których często rozpaczliwie mu brakuje), opis Florencji, Bolonii, Rzymu, szerokie tło historyczne

 To tyle w telegraficznym skrócie. Dwie ostatnie książki natchnęły mnie myślą o przeprowadzeniu studiów porównawczych nt. panujący papież-artyści-Polska. Może po remoncie przystąpię do realizacji zamysłu.

środa, 09 września 2009

  Truman Capote "Śniadanie u Tiffaniego"  "Harfa traw"

 Dwie urocze perełki. Niewielkie objętościowo, bogate w treść. Lekkie, choć nie łatwe i przyjemne.

 

 

 Jeżeli nie wszyscy, to większość z nas widziała kiedyś  film "Śniadanie u Tiffaniego". Czytając książkę, nie mogłam nakłonić wyobraźni, by sama stworzyła sobie obraz głównej bohaterki. Pamięć nachalnie podsuwała wizerunek Audrey Hepburn.

  Porzuciłam więc wysiłki, by ją zastąpić. To chyba niemożliwe.

 Wróćmy jednak do książki. Lekko i z wdziękiem opowiedziana historia dziewczyny. Zabawnej, denerwującej, pięknej dziewczyny. Dziewczyny, która wydrukowała na swojej wizytówce w miejscu adresu "w podróży". Jej życie było bowiem podróżą. Od tragicznego losu głodnej sieroty, przez przedwczesne małżeństwo, beztroskie z pozoru życie playgirl, po niespełnione marzenie o dostatnim życiu przy boku męża.

 Bo Holly była naciągaczką, żyła z naciągania mężczyzn. Nie mieli jej zresztą tego za złe. Ona tylko chciała utrzymać się na powierzchni, mężczyżni byli w tym pomocni.

 Z pozoru wydaje się być lekkomyślna i pozbawiona głębszych uczuć. Ale dwa wydarzenia każą zdjąć jej tą maskę - wiadomość o śmierci brata i... rozstanie z kotem. Kot z założenia nie miał imienia, żeby łatwo było się z nim pożegnać. A jednak ...

 Motyw samotnego, biednego dzieciństwa odnajdziemy też w ksiązce "Harfa traw". Oprócz narratora główne postaci to dwie siostry o skrajnie różnych charakterach. Władcza, przedsiębiorcza ale i oschła Tamta i ciepła , wyciszona i wycofana Milutka. Te imiona nadała im ich służąca.  Książka traktuje o poświęceniu, utraconej i zawiedzionej spóźnionej miłości, o poszukiwaniu prawdziwej miłości. I o wtłaczaniu ludzi w znane, jedynie słuszne ramy, o godności, której trzeba bronić.


 

 

sobota, 25 lipca 2009

 Link dla tych, którzy nie wierzą w płacę 1200 brutto (tak, tak - w "Wyborczej") http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,3382161.html  i do strony http://www.pokolenie-1200-brutto.net/index.html

 Autor wspomnianej w poprzedniej notce książki wiedział, co pisze, bo po pierwsze primo sam jest przedstawicielem tego pokolenia, więc - po drugie primo - pracował za 1200.

 Wydał parę książek (doceniony został zwłaszcza "Zwał"), no ale skoro nie mógł znaleźć pracy za lepszą stawkę, z pewnością jest nieudacznkiem, prawda? Przynamniej wg niektórych.

"Zwał" Sławomir Shuty

  Różnie byli nazywani. Pokolenie NIC, pokolenie 1200 brutto.

 Oni, którzy już nie zdążyli załapać się na bum na młodych, bez doświadczenia, za to ze znajomością języka i komputera. Im się już nie udało. Studia, dwa faktultety, znajomość języków już nie gwarantowały dobrej pracy. Oni musieli już brać, to co było. Pracę za marne pieniądze, nie dającą możliwości awansu, rozwoju, bez satysfakcji. Stąd ogromna, wciąż narastająca frustracja.

 Pustka. W tygodniu praca, w weekend alkoholowo-narkotyczne balangi, potęgujące uczucie pustki. Wypalenie.

 

poniedziałek, 11 maja 2009

 Zaniedbałam ostatnio kategorię "lektury nieobowiązkowe". Nie znaczy to, że popadłam we wtórny analfabetyzm, o nie! Podnoszę statystyki czytelnictwa czytając średnio dwie książki na miesiąc ;-)

 Co ostatnio było na tapecie? - parę książek Gretkowskiej. Dobrze się czyta, choć wiekopomne arcydzieła to nie są. Przeczytałam też "Rubio" Wharton'a, bo ktoś wyraził zdanie, że to jego najlepsza książka. No cóż, dla mnie najlepsza jest "W księżycową jasną noc", "Stado" i "Ptasiek". "Rubio", a właściwie jego główny bohater mnie zdenerwował. Była też "Gra anioła" Zafona. O ile pierwszą częścią, "Cieniem wiatru" była oczarowana,  o tyle druga mnie rozczarowała. Za dużo w niej było, wprowadzanych na siłę udziwnień. Nie udało się zachować klimatu "Cienia".

 Powybrzydzałam, więc teraz o tym, co mi się spodobało.

 Olga Tokarczuk "Gra na wielu bębenkach" zbiór opowiadań.

 Opowiadania ze spostrzeżeniami prawdziwymi aż do bólu, ze zdaniami, które powodują, że człowiek myśli o przecież o mnie, ja tak czułam , ja tak myślałam. Są książki płaskie jak stół, a są też inne, wielowarstwowe, gdzie jedno zdanie pociąga za sobą nastepne i następne i ma się wrażenie, że ta nitka, która miała rozwijać się prosto i niespiesznie, pląta się, biegnie w zupełnie nieoczekiwanym kierunku, wraca, znów biegnie w bok.

 

 
1 , 2 , 3