Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
czwartek, 21 stycznia 2016

 Jeszcze jest styczeń, więc wciąż jest dobry czas na podsumowanie ubiegłego roku (patrz poprzednia notka) i postanowienia noworoczne.

Wzorem ilenki rzucam sobie wyzwanie codziennego uśmiechnięcia się do zupełnie obcej osoby. Sąsiedzi, osoby znane z widzenia, panie w osiedlowym sklepie się nie liczą ;-)

Pozostałe wyzwania to:

  • codziennie uczyć się angielskiego, co czynię od marca poza dwoma krótkimi przerwami spowodowanymi ekstremalnie duża ilością pracy i małą ilością czasu
  • codziennie przynajmniej dziesięć minut ćwiczyć. Dziesięć minut to absolutne minimum, ale nawet taka minimalna porcja ruchu systematycznie zapewniona ciału przynosi efekty.Wiem, bo już to kiedyś praktykowałam.
  • rzucić słodycze. Łatwo  nie będzie, ale z kawą się udało, więc czas na następny krok.
  • przeczytać przynajmniej 12 książek. Popularne jest wyzwanie 52 książek w rok, ale ja tyle nie przeczytam, bo dla mnie liczy się nie tylko ilość ale i jakość. Jakość czytania. Nie chodzi tylko o to, by zaliczyć i zapomnieć, ale i o to, żeby się zastanowić nad przeczytaną treścią. Więc 12/52 to będzie w sam raz.

Ups, zapisane. Czarno na białym. Teraz nie ma zmiłuj - trzeba się wywiązać ;-)

15:18, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
środa, 20 stycznia 2016

 

 Przeorał mnie ten ubiegły rok - a zwłaszcza jego końcówka - dokładnie. Zaczął się od tego, że byłam na wypowiedzeniu i na tym się skończył. Pierwsze cztery miesiące to był czas na otrząśnięcie się z szoku, poszukiwanie nowej pracy i oczekiwanie na lepszą koniunkturę w dotychczasowej. Wydawało się, że przyszła. Od maja kilka mniejszych projektów, potem duży, który wymagał bardzo wytężonej pracy, miesiąc na oddech i następny duży, który znów dał popalić. Ale jednocześnie jeden z kontrahentów przestał płacić, odwlekał, unikał telefonów i stało się jasne - pieniędzy od niego nie zobaczymy. Konsekwencja - szefowa postanowiła zakończyć działalność. Dostałam wypowiedzenie. Koleżanka przez swojego przyjaciela poleciła mnie pewnej firmie. Dalszy ciąg - rozmowa, rozczarowanie, że nie chcą mnie zatrudnić, a tylko zlecić rysowanie obiektu. Dobre i to, zresztą jeżeli będą zadowoleni, być może zaowocuje to dalszymi zleceniami, a może stałą pracą - pomyślałam. Podczas kolejnego spotkania ja poleciłam A. A. dostała pracę, ja nie. Być może dlatego tak to we mnie siedzi, że mam poczucie, jakbym "zmarnowała" zaprotegowanie mnie. Wracajmy do zlecenia. Zarobiłam na nim nieźle, ale sporo mnie też kosztowało. To były trzy tygodnie pracy po 11-12 godzin w świątek, piątek i w niedzielę pod dużą presją. Skończyło się tym, że rzutem na taśmę zdążyłam, ale dosłownie wyssało to ze mnie siły. Po tej orce byłam w totalnej rozsypce psychicznej. Święta przygotowane naprędce też nie sprzyjały równowadze. Teraz mija miesiąc odkąd jestem w domu, bo szefowa nie ma zleceń, więc odbieram sobie nadgodziny i urlop. Taka bezczynność nigdy mi nie służyła. Lepiej jestem zorganizowana, kiedy mam za mało czasu, niż wtedy kiedy jest go za dużo.

 Muszę też wspomnieć o sytuacji zawodowej męża. W jego firmie sytuacja pogorszyła się w lutym. Prawdę mówiąc, to odkąd tam pracował (8 lat) nie było zbyt różowo, wciąż stali na krawędzi. W związku z tym mąż nieustannie przeglądał portale 'pracowe" i wysyłał aplikacje, chodził (bardzo sporadycznie) na rozmowy. Ale w wieku 50+ nowa pracę znaleźć niełatwo. Teraz musi to osiągnąć, bo i on już  nie pracuje.

 Ale dosyć smęcenia - byliśmy w miarę zdrowi, syn obronił pracę licencjacką, dostał się na drugi kierunek, córka dostała kolejny awans, mama tylko raz raz wylądowała w szpitalu - więc summa summarum nie było źle.

 To była ostatnia płaczliwa notka, którą zamykam ten temat. Pora się pozbierać, otrzepać kolanka, poprawić koronę i zasuwać do przodu.

10:52, nie_taka_zla
Link Komentarze (8) »
piątek, 15 stycznia 2016

Odpowiadając na komentarze do poprzedniej notki - nie, nie mogłam polecić siebie, czułabym się podle, gdybym nie dostała tej pracy pracy i A. też nie. Ale jakiś taki żal (do kogo? do czego?) się tli.

11:35, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 stycznia 2016

  Może cała   ta  sytuacja nauczy mnie, że powinnam działać jak ratownicy, którym wpaja się - zadbaj najpierw o swoje bezpieczeństwo. Z drugiej jednak strony - nie wiesz, jak się zachować - zachowaj się przyzwoicie.

23:18, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
niedziela, 10 stycznia 2016

sorry my friends, ale to doskonale oddaje mój stan - jestem w czarnej dupie

17:14, nie_taka_zla
Link Komentarze (11) »
piątek, 08 stycznia 2016

  Każdy dobry uczynek zostanie ukarany mówi przysłowie. Mój też został ukarany. Koleżanka, która poleciłam już pracuje na etacie, ja dziś dowiedziałam się, że ewentualnie mogę liczyć na następne umowy-zlecenia. Do końca styczna jestem jeszcze zatrudniona, potem - nie wiem. Mąż też jednak nie dostał pracy. Ogólnie - kicha.

 Z drugiej jednak strony - karma zawsze powraca. Więc czekam.

 

19:39, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
środa, 23 grudnia 2015

Nie mam weny, więc krótko-

Wesołych Świąt!

22:53, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 21 grudnia 2015

 W sobotę i  niedzielę spędziliśmy towarzysko, na zasadzie nie spotkamy się w święta, więc może teraz. Wysłuchaliśmy paru opowieści, które tkwią we mnie jak kawałek szkła, którego niby nie widać, ale wciąż rani. Życie potrafi być okrutne.

10:52, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 grudnia 2015

  Znowu robota, tak wiele roboty... Lubię tę pracę, nie lubię tylko tej presji czasu. Zawsze (no dobrze - prawie zawsze) termin jest zabójczy.

 Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia, ale - nie, w tym zawodzie samo doświadczenie nie wystarczy. Trzeba jeszcze mieć wiedzę, najlepiej zdobytą na studiach.

 Zapytana, czy nie znam projektanta, który chciałby zmienić pracę, poleciłam moją koleżankę A. Mignęła mi co prawda myśl, że jeżeli będą mieli wybór, zatrudnią inżyniera a nie technika, ale byłabym ostatnią świnią, gdybym zablokowała szansę na pracę dla A. No trudno, będzie co ma być. Koniec końców A. ma już umowę o pracę, ja jeszcze nie mam  nic. Nie, przepraszam - mam to zlecenie, od którego dużo zależy, dlatego tak się stresuję.

 Muszę teraz dotrzymać terminu, żeby się wykazać. Przyznaję, że przeceniłam swoje możliwości i przeszacowałam siły. Mogłam powiedzieć, że wezmę tylko część tego projektu. Ale słowo się rzekło, kobyłka u płota nerwowo wierzga. Im bliżej terminu, tym bardziej nerwowo.

 Jeśli nie załapię się do tego biura, to szans na pracę w zawodzie praktycznie nie mam. A może by tak zostać utrzymanką męża? który aktualnie jest bezrobotny, a przez ostatnie parę lat zarabiał mniej niż ja? Hmm... Nie, tylko nie to, choćby zarabiał krocie. Niezależność - to jest to.

18:49, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
środa, 02 grudnia 2015

   Po jednym bum przyszło i drugie, też przeczuwane. No bo jak w tym roku również jeden z kontrahentów nie zapłacił za trzy projekty, a inni też cienko przędą, bo czego można się spodziewać? Tylko tego, że Szefowa podejmie decyzję o zamknięciu - nie! wrrrróć - (nie używa się teraz słowa "zamknięcię". Teraz mówi się "wygaszanie".) o wygaszeniu firmy. Co oznajmiła pod koniec tygodnia. Wypowiedzenie z dniem 30.11, dwa miesiące wypowiedzenia. Jednym słowem - WITAJCIE W CIĘŻKICH CZASACH.

 Tąpnęło mną strasznie, choć nie było zaskoczeniem, bo to biuro jest dla mnie czymś więcej niż tylko pracą, a Szefowa była i pozostanie dla mnie guru. Ale trudno - nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

  Dwa dni przed tą hiobową wiadomością, za namową koleżanki wysłałam swoje cv do firmy, w której pracuje jej kolega. Kolega obiecał protekcję, które rzeczywiście okazało się skuteczne , w poniedziałek już byłam na rozmowie. Dodam tylko, że sama protekcja by nie wystarczyła - mój profil zawodowy, doświadczenie i znajomość programu przestrzennego odpowiadały wymaganiom firmy. Nie odpowiada im to, że nie mam wyższego wykształcenia. Zaproponowali mi na początek współpracę - umowę zlecenie. Twierdzą, że mają spiętrzenie prac, ale tak naprawdę to mają nóż na gardle - dużo roboty, mało czasu.

 Koniec końców jutro mam podpisać umowę (przesłałam im moją propozycję, z punktami, które podpowiedziała mi Szefowa) i zacząć kolejny w tym roku zapieprz. W dodatku w ich siedzibie, co trochę przypadkowo na nich wymogłam (wolałabym jeszcze w MOIM biurze).

 Teraz nastąpił atak paniki i rozpaczy, który jest w toku - ja NIE CHCĘ, BOJĘ SIĘ, NIE DAM SOBIE RADY, POLEGNĘ SROMOTNIE!. Wiem, że to chwilowe, że minie, że się zawezmę i zrobię, co mam zrobić i nie dam po sobie poznać, że coś jest nie tak. Ale trochę muszę sobie popanikować i porozpaczać.

  Wiem, że nigdzie już nie będę miała tak dobrze jak u Sz., chciałabym pracować u niej na wieki wieków, ale to niemożliwe. Boję, bo nowa firma instaluje teraz dla mnie testowa wersję najnowszej wydania programu, na którym będę pracować. Nie wiem, jak ta wersja będzie "chodziła" poza tym - każda nowość oprócz usprawnień i nowych funkcji niesie ze sobą jakieś niespodzianki. Mam nadzieję, że sobie z tym poradzę.

Ps.

Mąż też po rozmowie, w następnym tygodniu drugi etap rekrutacji. Też tylko umowa zlecenie, ale lepsze to niż nic.

Może nie będzie tak tragicznie.

14:48, nie_taka_zla
Link Komentarze (7) »