Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
poniedziałek, 31 października 2011

  W mojej firmie jakby lepiej, w męża jakby gorzej, Starsza jeszcze nie znalazła pracy, zaczęła aplikować do Wa-wy, Młodszy staruje w olimpiadzie historycznej, mama w środę idzie do szpitala. Tyle w skrócie.

 Nie wiem, czy operacja będzie od razu w środę i czy będzie tradycyjna, czy laparoskopowa. Z uwagi na nadwagę mamy być może laparoskopwa nie będzie możliwa. Na szczeście leczenie poszło w tym kierunku, który założył psychiatra i nieco się wyciszyła. W okresie jej górki podjęłam decyzję, że się nieco odetnę, inaczej bym oszalała, albo popełniła zbrodnię w afekcie. Albo jedno i drugie.

 Decyzja Starszej o szukaniu pracy poza starym, poczciwym Krakówkiem mnie nie cieszy, ale cóż, robię dobrą minę do złej gry i leciutko ją popycham w tym kierunku. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Może gdyby nieco zweryfikowała oczekiwania płacowe, już by się gdzieś zaczepiła, ale z drugiej strony - należy się cenić.

10:07, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
czwartek, 27 października 2011

  Jadę z mężem samochodem, nagle on mówi

- O kominiarz, łap się za guzik.

- Za guzik? A widzisz gdzieś chłopa w okularach?

- JA mam okulary.

Kurtyna.

 Nie odważyłam się na interpretację tego  incydentu i usilnie upraszam pt publiczność o nie czynienie tegoż ;-)

poniedziałek, 17 października 2011

  Bardzo, bardzo dawno nie nie piekłam ciasta. Dawno znaczy od świąt... a niee! - piekłam przecież panią Walewską na komunię do siostry i tydzień później do siostrzenicy! Póżniej tylko muffinki i jakieś mięsa. Ciasta poszły w odstawkę z powodu ich zgubnego wpływu na wagę moją i małżona.

W sobotę nabyłam drogą kupna przecudnej urody boczek oraz skrzydełka.  W lodówce zaś tkwiło  smętnie wiaderko sera do wypieku, którego przydatność do spożycia zbliżała się nieuchronnie ku końcowi oraz dwa opakowania gotowego ciasta francuskiego z problemem jak wyżej. A więc - szaleństwo piekarnicze. Oczywiście w kolejności mięsa - ciasta.

 Podeszłam do zadania bardzo systematycznie - przygotowałam wszystkie produkty. Oraz potrzebny sprzęt. Oraz miejsce. Oraz oczywiście przepis, bo pamięć jest niestety zawodna, nieprawdaż? Czyli - wszystko jest, można przystąpić do dzieła!

 No cóż... z powodu utraty wprawy, byłam jak pijane dziecko we mgle. Aaaa!!! czemu to takie rzadkie?! czy tego nie jest za dużo? a owego za mało? - raz za razem wpadałam  w panikę.

 Jednak stare powiedzenie, że trening czyni mistrza ma głębokie uzasadnienie. W różnych dziedzinach.

20:26, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
piątek, 14 października 2011

proszę się częstować, dziś nie tuczą ;-)

Wszystkim Nauczycielom życzę wszystkiego najlepszego!

18:55, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 października 2011

  może więc trzynastka okaże się szczęśliwa dla Młodszego i zda egzamin z jazdy. Podejście drugie.

09:09, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 października 2011

 

 Dawno, dawno temu..., choć właściwie nie - wcale nie tak dawno i wcale nie za górami i nie za lasami, ale prawie tu i teraz zdarzyła się ta bajka-niebajka. Bajka, bo z happy endem; niebajka, bo to zdarzyło się naprawdę.

 Historia zaczyna się prawie osiemdziesiąt lat temu, kiedy urodziła się w chłopskiej rodzinie bohaterka opowieści, nazwijmy roboczo Marysią. Kiedy Marysia miała pięć lat, zmarła jej matka. Starsze rodzeństwo Marysi, które mogło już pracować w polu, zostało w domu. Marysię, najmłodszą, ojciec oddał na służbę do sąsiedniej wsi. Dziewczynka za kąt do spania i jedzenie miała pasać gęsi. Nie pomogły płacze i prośby, Marysia trafia na służbę. Nie radziła sobie z powierzonym stadkiem, gęsi jej uciekały, wchodziły w szkodę, ginęły... Marysia za karę była bita, nie dostawała jedzenia... Trwało to blisko rok, do czasu, kiedy ojciec ożenił się ponownie. Druga żona ojca - macocha - kazała zabrać Marysię z powrotem do domu. Z drugiego małżeństwa ojca urodziło się jeszcze dwoje dzieci. Wszystkie dzieci macocha traktowała równo, wszystkie ją kochały.

 Historię tę usłyszałam od pani Marii - blisko osiemdzisięcioletniej kobiety, która opowiadając ją, miała łzy w oczach. Ja też.

 

ps.

Czas jest pojęciem względnym. Myślałam, że takie historie owszem, zdarzały się, ale gdzieś tam, kiedyś tam... Powiedzmy w czasach Sienkiewicza, Prusa i Orzeszkowej, czy też - najbardziej oczywiste skojarzenie - Marii Konopnickiej (http://pl.wikipedia.org/wiki/O_krasnoludkach_i_sierotce_Marysi). Ale osiemdziesiąt lat? toż to prawie wczoraj. No dobrze, przedwczoraj.

 

piątek, 07 października 2011

  Mój prywatny sondaż przedwyborczy przeprowadzony za pośrednictwem córki i syna na nieprezentatywnej próbie obywateli w wieku lat 18-25 za pomocą wywiadu ustnego wśród ich koleżanek i kolegów wskazuje na to, że wśród młodzieży największe poparcie ma Korwin i Palikot.

 Syn skomentował to tak, że bierne prawo wyborcze powinno obowiązywać od 21 roku życia.

niedziela, 02 października 2011

 

wąwóz KrakówBywaliśmy kiedyś na górskich szlakach dość często.

 Fakt bywania pozostał w pamięci, szczegóły jednak nieco się zatarły. I nagle - w mózgu przez mikosekundę wyświetla się obraz  - to tu, przy tej kapliczce się zatrzymaliśmy, kiedy nasza pięcioletnia wtedy córka nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie zjemy bułki i wypijemy herbatę :-), tu się przwróciła i skaleczyła o ostry kamień, ale była dzielna; rondo w Kuźnicach przywołało obraz siostry i szwagra (który jeszcze szwagrem nie był), jedzących obiad w barze "Smrek" po wędrówce ambitniejszej niż nasza z dzieckiem i wspólny powrót do Krakowa. 

  Sporo takich scenek mój mózg odnalazł w bardzo mrocznych czeluściach i podsunął mi przed oczy.

17:39, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »