Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
niedziela, 27 września 2015

 Ostatnie dwa tygodnie mogę podsumować jednym słowem, nadużywanym swego czasu przez córkę - MASAKRA!

 Chora mama, chory mąż, a w robocie tyle roboty!

 Czasu, panie brak na to wszystko i moja nauka angielskiego poszła się paść. Od marca codziennie po ok. godzinie, a od dwóch tygodni - nic. No, trudno, na pewno jeszcze do tego wrócę.

 Ale dwa ostatnie tygodnie przyniosły też pozytywne wydarzenia - tatadam tadam! - nie piję kawy, a więc nie pochłaniam dziennie 4-6 łyżeczek cukru, gdyż o ile herbaty nie wypiję słodzonej (no, chyba, że z cytryną ), o tym kawa MUSI być posłodzona. No musi i koniec. A tak - nie ma kawy, nie ma cukru. Obym wytrwała.

16:02, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
środa, 16 września 2015

  Cisza na blogu i wiatr po nim hula. Już, już miałam w niedzielę napisać notkę, albo i parę. Ale nie przelałam myśli na klawiaturę z przyczyn obiektywnych.  Wpisy miały być optymistyczne i pogodne.

 O tym, że Młodszy obronił prace licencjacką, choć wiele spraw sprzysięgło się przeciw niemu i wszystko oddawał w ostatnim możliwym terminie. Nauczyłam go powiedzonka "podchorąży zawsze zdąży" i teraz go (nad)używa. Koniec końców - rzeczywiście zdążył i obronił się i może zapisać się na magisterkę.

 O tym, że się zakochał i że mam nadzieję, że pozwoli dziewczynie ( i sobie) skończyć studia, bo wizyty są na porządku dziennym i nocnym. I mam nadzieję, że dziewczyna go nie wystawi, bo widzę, że Młodszy się bardzo zaangażował. Ale to temat na dłuższą notatkę.

 O tym, że jesień to cudna pora roku i że nie powinnam chodzić na plac targowy, bo od kolorów, zapachów i smaków może zakręcić się w głowie i najchętniej kupiłabym wszystko, co widzę. I wracam obładowana, bo to i śmo i jeszcze owo, bo wołało do mnie - weź mnie, weź mnie! A przecież aż tyle nie zjemy.

 O tym, że miałam super weekend. Zupełnie znienacka kupiłam parę ciuchów, a w niedzielę byłam na wystawie w Narodowym Ottomania

 Właśnie - w niedzielę. W niedzielę sielanka się skończyła. (Dygresja - wiedziałam, że tak będzie. Długo było cicho i spokojnie, wiedziałam, że coś pieprznie.)

  Niedziela zakończyła się wg schematu: telefon od brata, że z mamą coś nie tak - wizyta u niej - podjęcie decyzji o wezwaniu pogotowia (wbrew jej woli) -  SOR - przyjecie na oddział. Dziś jest już lepiej, prawdopodobnie w piątek ją wypiszą, bo wszystko idzie ku dobremu.

00:27, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
niedziela, 06 września 2015

 W tygodniu zrobiło się zimno, temperatura spadła z trzydziestu paru do dwudziestu paru, a potem poniżej dwudziestu. Bociany odleciały, dzieci wróciły do szkoły. Zapachniało jesienią. Ale to jeszcze nic.

 Dostałam sms od firmy , która ma w nazwie potrójną literę z początku alfabetu, że dla posiadaczy karty klubowej przygotowane są specjalne obniżki na obuwie letnie. Nie spodziewałam się nadzwyczajne szerokiego asortymentu, ale - a nuż coś się trafi. Tymczasem - weszłam do sklepu, a tam zewsząd zaatakowały mnie botki! Nie, jeszcze nie długie kozaki, ale krótkie botki. Przede mną, za mną, z lewej strony, z prawej strony - wszędzie, wszędzie, wszędzie. 

 Czyli późna jesień, a nawet wręcz wczesna zima. Brr... Sandały i klapki ściśnięte były na jednym regale.

 "I wtedy zrozumiałam: to się kończy,
Pożegnania, czas już przekroczyć próg."

 A więc - baj, baj lato!

11:54, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »

 W tygodniu zrobiło się zimno, temperatura spadła z trzydziestu paru do dwudziestu paru, a potem poniżej dwudziestu. Bociany odleciały, dzieci wróciły do szkoły. Zapachniało jesienią. Ale to jeszcze nic.

 Dostałam sms od firmy , która ma w nazwie potrójną literę z początku alfabetu, że dla posiadaczy karty klubowej przygotowane są specjalne obniżki na obuwie letnie. Nie spodziewałam się nadzwyczajne szerokiego asortymentu, ale - a nuż coś się trafi. Tymczasem - weszłam do sklepu, a tam zewsząd zaatakowały mnie botki! Nie, jeszcze nie długie kozaki, ale krótkie botki. Przede mną, za mną, z lewej strony, z prawej strony - wszędzie, wszędzie, wszędzie. 

 Czyli późna jesień, a nawet wręcz wczesna zima. Brr... Sandały i klapki ściśnięte były na jednym regale.

 "I wtedy zrozumiałam: to się kończy,
Pożegnania, czas już przekroczyć próg."

 A więc - baj, baj lato!

11:54, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 września 2015

 Zepsułam się. Jakaś śrubka się poluzowała albo trybik wypadł. Nie mam ochoty na jakąkolwiek pracę. Nie mam ochoty na domowe zajęcia. Nie, no oczywiście, że robię wszystko (prawie), co powinnam, ale wcale mnie to nie cieszy. W biurze też niestety. A przecież lubię swoją pracę. Nie czuję żadnej satysfakcji z tego, że zrobiłam kolejny projekt dobrze, szybko i (prawie) bez błędów.

Nic mi się nie chce. No, może tak całkiem nic to nie. Chce mi się nic nie musieć. 

Niech mnie ktoś naprawi.

10:33, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »