Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
piątek, 30 września 2011

  Dobry nastrój pourlopowy rozwiał się jak sen jakiś złoty, innymi słowy poszedł się - no dobrze, będę kulturalna - paść na zieloną trawkę.

 We wtorek dostalam obuchem bez łeb, po czym wypiłam dwie lampki wina, a następnie miałam przemożną chęć zejścia do sklepiku, zakupienia kilograma krówek i pożarcia ich osobiście i natychmiast. Oparłam się, choć z trudem.

 Kiedy w poniedziałek wróciłam do pracy, wyczułam napiętą atmosferę, w związku z tym nie wyrywałam się z radosnymi opowiastkami z urlopu. We wtorek popisałam się wyszukanym żarcikiem w stylu -"to znaczy, że już tu nie pracuję?" po tym jak szefowa siedząc przy moim biurku powiedziała "zajęłam ci miejsce". Trafiłam jak kulą w płot. Po południu oznajmiła, że była zmuszona dać wypowiedzenie jednej z koleżanek :-(.

 Już od dłuższego czasu było widać, że dzieje się w firmie źle, ale nie wiedziałam, że aż tak źle. Byłam przekonana, że gorszy kryzys niż latach 2001-2003 już nas nie dotknie. No tak, wtedy było o tyle łatwiej, że firma składała się z szefowej i jednego pracownika, czyli mnie. Teraz pracowników jest troje.

 Nie chcę myśleć o tym, co przeżywa zwolniona koleżanka. Parę miesięcy temu pracę stracił (na szczęście szybko znalazł nową) jej mąż, teraz mają powtórkę z rozrywki. W tle majaczy spory kredyt do spłacenia, małe dziecko i marzenia o kolejnym. Co prawda szefowa dała jej trzymiesięczne wypowiedzenie i zapewnienie wycofania go w razie napływu zleceń, ale chyba sama w to nie bardzo wierzy.

 Szkoda mi J., szkoda mi szefowej, bo wiem, że dużo ją ta decyzja kosztowała. Ale nie będę udawała, że nie pomyślałam o sobie. Bo jeżeli nic się nie zmieni, następna będę prawdopodobnie ja. Z dwóch osób, z których jedna jest po studiach i ma uprawnienia, a druga nie, rozsądek każe wybrać tę pierwszą. Druga sprawa, że szefowa może już iść na emeryturę i zamknąć interes, choć wiem, że by tego nie chciała. I co wtedy z moją "karierą zawodową"? Będzie mi ciężko znaleźć pracę w zawodzie, na pewno nie dostanę takich pieniędzy. Mam tu jak u pana Boga za piecem, dobra szefowa, dobry zespół, dobre pieniądze, dobre układy towarzyskie. Nie myślec. Nie myśleć.

09:19, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 26 września 2011

  Mieliśmy kiedyś bardzo bliskich znajomych, z którymi jeździliśmy w góry. Znajomych nadal mamy, choć kontakty z różnych powodów się rozluźniły. I już z nimi nie jeździmy. Ona się zżyma na męża, który skapcaniał zupełnie, najbardziej pasuje mu fotel i dobry papierosek. Na propozycję wycieczki reaguje niezmiennie - ale po co ja tam pojadę? ja już to wszystko widziałem, no co - Tatry gdzieś przenieśli?!

  Więc ja stwierdzam, że w rzeczy samej - gór nigdzie nikt nie przeniósł, stoją tam, gdzie stały. Zmieniło się nieco otoczenie - czasem na plus, czasem na minus. Mąż nieustannie powtarzał - ale tego tu nie było ;-) No nie było, nie było, ale i ciebie, chłopie tu nie było prawie dwadzieścia lat ;-)

  Plusem bez wątpienia są toj-tojki przy wejściach na szlaki, czyste toalety we wszelkiej maści lokalach. Minusem - cywilizacja podchodząca coraz bliżej szlaków. Cywilizacja w postaci przystanków autobusowych, parkingów, grilów i bud z badziewiem wszelakim.

  Najważniejsze w całej wyprawie jest to, że przeszliśmy parę szlaków (nie żeby wyczynowo), wylaliśmy hektolitry potu, ale - jak stwierdził mąż - nie jest z nami jeszcze tak źle i daliśmy radę ;-) O jak mi brakowało takich wędrówek!

                                                                                                                                                Na koniec ciekawostka - nie mamy zdjęcia z misiem na Krupówkach ( jakiś taki ... futro nie takie, jak drzewiej bywało  ;-) ), maż ma za to  zdjęcie z panną młodą na Kasprowym. Taką sobie scenerię do albumu ślubnego wymyślili. Orszak składał się z fotografa, pary młodej oraz dziewczyny, noszącej za nimi buty i ubrania na zmianę   :-)

09:14, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
niedziela, 25 września 2011

  parę zdjęć z cyklu "tu byłam" ;-)

                                                             

 

18:55, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 września 2011

  Nie mam weny do pisania. Ani do niczego innego. jestem w nastroju filozoficzno-depresyjno-ponurym.

 Fajnie, że spotkałam się z rodziną, ale wolałym w weselszych okolicznościach. Dobrze, ze będąc na poprzednim pogrzebie, w lutym, pojechaliśmy odwiedzić Wujka i Ciocię. To był ostatni raz, kiedy Go widziałam. Czy będzie mi jeszcze dane zobaczyć Ciocię, zanim do Niego dołączy?

 Ile osób przyjdzie mnie pożegnać? I czy ktoś powie o mnie - była dobrym człowiekiem?

 W niedzielę jadę z mężem na tydzień do Zakopanego. Nie jestem w stanie wykrzesać z siebie entuzjazmu. Mam nadzieję, że przejdzie mi, jak tylko zobaczę góry. O ile wyzdrowieję do niedzieli, bo na razie boli mnie głowa, gardło i trzeci dzień z rzędu mam temperaturę poniżej 35,5.

Update

 Siostra z najmłodszym od poniedziałku w domu, wszystko ok. Szwagier też wyzdrowiał. Cieszę się, ale mam żal (do siebie? do losu? do okoliczności?), że byłam z nimi tylko via telefon.

 Mama czuje się lepiej, ale wkurza mnie niemożebnie. Jest napastliwa w stosunku do mnie. Załatwiam jej różne sprawy, latam jak idiotka, a okazuje się, że wszystko robię źle i niepotrzebnie. Chyba ma rację psychiatra, że wpada w manię z powodu ordynowania sobie leków wg własnego widzimisię. Jedzie teraz na parę dni do siostry. Może ją przypilnuje. Inaczej może się skończyć znów ciężką depresją i szpitalem.

10:46, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 września 2011

  jesień, jesień już ...

08:54, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
środa, 07 września 2011

  Niech ten rok się wreszcie skończy, bo jest fatalny.

W piątek będziemy mieć drugi pogrzeb w tym roku :-(. Zmarł najstarszy brat mojego Taty. Niby wiadomo, że nikt nie jest wieczny, a Wujek miał 87 lat, ale wiadomość o śmierci zawsze jest przykra.

 Rodzina siostry gremialnie się rozchorowała, szwagier z zapaleniem oskrzeli zajmuje się dwójką starszych dzieci, a siostra z najmłodszym jest w szpitalu. Kuźwa, czemu oni tak daleko mieszkają! 

 Drogi roku 2011 - weź ty się wreszcie ogarnij!

20:20, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 05 września 2011

 Wrocław ma swoje krasnale, Wieliczka - a jakże by inaczej - górników, którzy wyłaniają się niby spod ziemi na Rynku Górnym.

23:28, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
czwartek, 01 września 2011

  Ale narobiliście galasu - mawiała moja babcia, co oznaczało - narobiliście bałaganu. Co to jest galas? To była chłopska bieda-potrawa. Kasza (jęczmienna? gryczana? - nie wiem) z suszonymi śliwkami. Jadało się ją zimą. Mój dzisiejszy wpis pełen będzie galasu - bałaganiarski.

  Więc tak. Czas mi się skurczył  niemożebnie. Dzielę go między dom mój, dom mamy, pracę  oraz różne gabinety. Tak, lekarskie. W piątek podczas badania endoskopowego usunięto mamie kamień z dróg żółciowych. Następny krok to usunięcie pęcherzyka żółciowego, ale droga do tego jeszcze daleka. Potrzebne są konsultacje lekarzy specjalistów, u których mama się leczy i szczepienie przeciw żółtaczce. Na razie mam dwa zaświadczenia, że nie ma przeciwskazań, trzeba działać dalej.

 Wraca mi wiara w człowieka. Nawet tego w białym kitlu. (Przepraszam za sarkazm). Po doświadczeniach na SORze, gdzie pacjenta traktuje się "z buta" na zasadzie - jak jeszcze nie umierasz to wypad, atmosfera na oddziale mnie zaskoczyła do tego stopnia, że byłam gotowa całować wszystkich po stopach. Wszyscy, od salowych po lekarzy byli mili, uprzejmi i współczujacy. Lekarze, u których byłam w związku z zaświadczeniami też wykazali się zrozumieniem, przyjęli bez rejestracji. Nic to, że u każdego odczekałam po ok. 1,5 godziny. Detal.

 U robocie zapieprz. Dużo roboty, krótki termin, a ja jeszcze wypadłam w sumie na trzy dni. Niestety, po tej krótkiej orgii nastąpi znów przestój. Aby nie długi, bo firma robi bokami :-(

 Młodszy rozpoczął trzeci rok liceum. Uaktywnił się towarzysko, nawet ostatnio przebąkiwał, że może jednak pójdzie na studniówkę. Czas na decyzję ma jeszcze do końca września. Plan lekcji ma znów niefortunny - początek tygodnia lajtowy, a w piątek osiem godzin "ciężkich" przedmiotów. No nic, da se chłopak rade, mam nadzieję.

 A propos przedmiotów - dziś w radio dumna sześciolatka zapytana jaki przedmiot będzie najbardziej jej się podobał w szkole, odpowiedziała - mój piórnik.

 

22:53, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »

 Tłok na ulicach, ścisk na parkingach przyszkolnych, granatowo-biały gwar. Tak, to już wrzesień.

13:30, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »