Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010

  No więc mąż mój osobisty nie czuje pociągu do malowania, tapetowania, układania płytek itp.. Omija takie roboty szerokim łukiem. Co to, to nie!

 Posiada za to inne talenty. Oraz szafkę pełną wkrętaków płaskich i krzyżakowych, kluczy płaskich i nasadowych, kombinerek, młotków jak również szeregu pudełek, w których leżą sobie i czekają na swoją kolej, osobno posegregowane gwożdzie, śrubki, podkładki, nakrętki i łączniki do mebli. Przybicie gwoździa, przykręcenie śrubki, wywiercenie otworu, drobne naprawy hydrauliczne, sklejenie czegoś czy też naprawa wtyczki lub gniazdka elektrycznego nie stanowi dla niego prolemu. Robi to szybki i sprawnie.

 Dlatego tak zdumiał mnie ten karnisz. Ani chybi ktoś rzucił na niego klątwę ;-)

Ps.

nie ukrywam, że poprzedni wpis został zaispirowany notką

Iksi  ;-)

18:51, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
sobota, 28 sierpnia 2010

  Po pierwsze należy przekonać żonę, czyli mnie, że karnisz należy absolutnie wymienić. Użyć należy argumentów, że "żabki" są stare i pordzewiałe, zacinają się przy przesuwaniu, a aluminiowa listwa maskujaca jest o-hy-dna i nie uda się jej doczyścić i w ogóle nie będzie pasowała do odnowionego pokoju. Żona uznaje argumenty. Należy więc udać się do marketu budowlanego, żeby wybrać nowy karnisz z przyległościami. Wierząc pani z obsługi na słowo, że tę listwę maskującą (kolor dąb jasny, będzie nam kochanie pasowała do mebli) montuje się bardzo łatwo. Bo tu, od góry trzeeeba zahaczyć ... o tak. A potem wcisnąć i ten dolny "wyrostek" wskoczy w ten rowek. Klik i po sprawie.

 Następnie, w celu zaoszczędzenia (?) sobie pracy należy dojść do wniosku, że trzeba zostawić w suficie kołki od starego karnisza i dopasować do nich nowy. Należy przeprowadzić pomiary na suficie. Należy odmierzyć w nowym karniszu odpowiedni rozstaw otworów, pamiętając o tym, że karnisz jest w dwóch nierównych kawałkach. Należy uwzględnić też fakt, że kołki w suficie nie są w lini prostej. Wziąść na to poprawkę. Wywiercić otwory. Przymierzyć na suficie. Zciągnąć. Rozwiercić otwory, wjeżdżając na rowek prowadzący żabki, umożliwiając im swobodne wypadanie. Pocieszyć żonę, że kołek uniemożliwi im spadanie. Oraz przesuwanie się. Przymierzyć na suficie. Dojść do wniosku, że kołki są zbyt krótkie i nie można zakręcić nakrętek. Pieprznąć tym wszystkim.

 Następnego dnia wykombinować odpowiednie łączniki.  Przeprowadzić próbę montażu. Pamiętajmy, że zaangażowane są trzy osoby, bo karnisz jest długi i połączony łącznikami. Próba wypada pomyślnie, nie licząc paru zadrapań na ścianie. Teraz pozostało zamocować listwę maskującą. Tak, jak instruowała nas pani w w markecie. Zakładamy od góry. Łaaatwizna. Teraz powinno załapać na dolny zaczep. Powinno. Powinno! ale nie łapie.

 Należy więc zdemontować, łamiąc łączniki, gubiąc żabki, uważając na ściany. Należy przeprowadzić próbę montażu listwy na podłodze. Za cholerę nie robi klik! Pieprznąć tym wszystkim.

  Należy przeprowadzić analizę możliwości mocowania listwy. Może podgrzać opalarką? (W tym momencie nie chciałam już żadnego karnisza, ani starego, ani nowego, postanowiłam, że firankę powieszę na sznurku.)

 Następnego dnia przeprowadzić konsultacje w pracy. Konsylium orzekło, że należy listwę wsunąć przed montażem, odginając wcześniej nieco dolny rowek. Nieskromnie wspomnę, że to właśnie sugerowałam poprzedniego dnia.

 I tak, proszę szanownego państwa, zbiżamy się do wiekopomnej chwili, gdy po uzupełnienu żabek, łączników, zamocowaniu (nie bez trudu) listwy, wzajemnym upominaniu się, żeby uważać na ściany i nie złamać łączników, karnisz został powieszony. Hura!

 Po wszystkim mąż mi się zwierzył, że rozważał ewntualność kupna nowego karnisza, wycięcia starych kołków, wstrzelenia nowych kołków, w rozstawie jak otwory na karniszu. Ja natomiast zwierzyłam się jemu, ze byłam gotowa do tego, żeby iść do altany śmietnikowej i przynieść stary karnisz (o ile jeszcze by tam był).

 Żadnych remontów! Żadnych nowych karniszy!

21:42, nie_taka_zla
Link Komentarze (8) »
czwartek, 26 sierpnia 2010

 znosimy, rozpakowujemy, wynosimy rozpakowane puste już kartony, a pudeł nie ubywa

chyba się złośliwie rozmnażają, kiedy nikt nie patrzy

15:03, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
środa, 25 sierpnia 2010

  

08:11, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 sierpnia 2010

  Wczoraj pomachałam łapką na dowidzenia panom malarzom. Żadnych obcych chłopów w domu!

  No dobra, skłamałam. Przyjdą jeszcze w następnym tygodniu, pomalować balkon. Ale to już nie obce chłopy. Z jednym się (prawie) zakolegowałam. Z drugim nie próbowałam. Nie ta kategoria wiekowa. Ojciec pierwszego. Trochę szacunku dla siwych włosów! ;-) (Tak naprawdę, to mój osobisty małż jest bardziej siwy, no powiedzmy szpakowaty, niż on).

 W sobotę spędziliśmy upojne  12 godziny z trzema panami stolarzami. Jeden był w wieku mojego syna, drugi hmm... nie w moim typie, ale trzeci... Było na czym oko powiesić ;-)

 I znowu nie mogę powiedzieć, że pożegnałam ich definitywnie, gdyż albowiem ponieważ w trakcie remontu olśniła mnie myśl, że warto byłoby nieco zmodyfikować umeblowanie pokoju. W związku z tym zostały jeszcze zamówione  drobne elementy do rzeczonego pokoju oraz szafka do łazienki, która ekhem, ekhem miała być zamówiona siedem (słownie siedem) lat temu, kiedy remontowaliśmy łazienkę i kuchnię. Lepiej późno niż wcale, jak mówi stare przysłowie pszczół.

 Czyli że koniec remontu? Nie wierzę ...

09:33, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 sierpnia 2010

Nie samym remontem człowiek żyje, nieprawdaż. Przed i w trakcie (głównie jednak przed) udało mi się przeczytać co nieco.

"Goya", "Rodzina Borgiów", "Udręka i ekstaza".

Wszystkie znakomite. Poniżej pobieżne "recenzje"

Lion Feuchtwanger "Goya" - szerokie tło historyczne i obyczajowe, wszechwładna Inkwizycja, system totalitarny, przekupstwo, prywata, los państwa zależny od chwilowych kaprysów i podporządkowany interesom polityków
przełom w sztuce Goi - z malarza dworskiego w malarza zaangażowanego, podążającego własną artystyczną ścieżką, wpływ choroby na postrzeganie świata, wpływ ambicji jednostek na losy państwa

 Mario Puzo "Rodzina Borgiów"  - tak, to ten Puzo od"Ojca Chrzestnego". "Rodzina Borgiów" jest jego ostatnią powieścią, niestety kończoną przez inną osobę, co widać w pospiesznym zamykaniu wątków                                                                                                                            książka nieco przerażająca - co chora, niepohamowana ambicja i chciwość robi z człowiekiem, doprowadzając do tego, że własne dzieci traktuje się jak narzędzia służące zdobywaniu władzy, jak dalece funkcje kościelne były tylko i wyłącznie zdobywane przez rody dla wpływów i splendoru, nie rozważane w kontekcie wiary i powołania obarowywanych nimi ludzi; zepsucie, przekupstwo, rozrzutność, okrucieństwo, wojny, łamanie sojuszów

 Irving Stone "Udręka i ekstaza" - autor wielu znakomitych powieści biograficznych, ta traktuje o Michale Aniele, o jego drodze artystycznej, zmaganiu się z narzuconymi, niechcianymi zleceniami, które jednak wykonuje wspaniale i które przynoszą mu sławę i uzananie, trudne relacje z rodziną, która traktuje go jak dostarczyciela pieniędzy (których często rozpaczliwie mu brakuje), opis Florencji, Bolonii, Rzymu, szerokie tło historyczne

 To tyle w telegraficznym skrócie. Dwie ostatnie książki natchnęły mnie myślą o przeprowadzeniu studiów porównawczych nt. panujący papież-artyści-Polska. Może po remoncie przystąpię do realizacji zamysłu.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

no i obsuwa. Stolarz przyjedzie montować szafę wnękową i meble do przedpokoju dopiero w sobotę, a nie jutro.

 Czyli moje plany biorą w łeb! Myślałm, że w sobotę będę miała sytuację z grubsza opanowaną, a tu dupa.

Tagi: obsuwa
09:36, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
niedziela, 15 sierpnia 2010

  przed nami. Ostatni (oby!) tydzień remontu.

 Jak już wszystko odsprzątamy, zniesiemy ze strychu, wózkowni, piwnicy; jak już poukładamy, gdy już znajdziemy właściwe każdemu przedmiotowi miejsce;  to się wezmę położę. I będę tak leżała przez trzy dni i się na-pa-wa-ła.

 Nigdy więcej remontu! Nigdy więcej mieszkania na placu budowy wśród kartonów!

 Podobno przed metą jest najtrudniej.

Tagi: remont
22:59, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 sierpnia 2010

Jak nazywa się kolor najczęściej wybierany przez facetów podczas remontu?

"Może być".

czwartek, 05 sierpnia 2010

 ...a tak pięknie było. Remont szedł sobie (prawie) wg planu, nie trzeba było panów fachowców pilnować. Ale się wzięło i spieprzyło. Awartura z montażystą drzwi. Sam dziad jeden mówił, że sprząta po sobie i w ogóle będzie cud-miód-malina i jeszcze trzy słodkie śliwy. A zostawił totalny rozpieprz i syf, nie mówiąc już o tym, że łaził po świeżo polakierowanym parkiecie, choć miał przygotowane kartony, a mąż parę razy mówił, że po parkiecie nie-wol-no. No to poleciały niecenzuralne słowa. Nie wspmnę już o tym, że drzwi do łazienki miały być z kratką wentylacyjną, a nie z tulejkami, a drzwi do pokoi miały mieć tylko klamki bez zamków. Trzeba było na gwałt jechać wymieniać szyldy.

19:06, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2