Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
poniedziałek, 28 lipca 2014

 Termin zabiegu wyznaczony na 13.08. Pan powiedział, że to dobry dzień. Wierzę mu na słowo! Mogło być wcześniej, 31.07, ale chciałabym, że mąż był na miejscu, żeby w razie kłopotów (których nie przewiduję,ale strzeżonego...) Młodszy nie był sam. Bo jestem słomianą wdową od 15.07. Mężu pojechał na turnus rehabilitacyjny z ZUS. Nie można było przełożyć, można było tylko zrezygnować. A jemu te wyjazdy pomagają, więc szkoda byłoby zaprzepaścić.

 Starsza chora. Już w czwartek, kiedy z nią rozmawiałam, słyszałam, że coś jest nie tak, ale zapewniała mnie, że wszystko dobrze. Nie przekonała mnie. I rzeczywiście - wczoraj przyznała, że źle się czuje i wybiera się do lekarza, bo parodniowe łykanie witamin i ibopromu zatoki nie pomogło. Wrażenia z wizyty - potwierdziło się, że w Skandynawii stawia się na system immunologiczny - najlepiej, jak poradzi sobie sam, a antybiotyki podaje się tylko w szpitalu. Nie jestem zwolenniczką przepisywania na wszystko antybiotyku, ale czasem jest potrzebny. Między innymi - na zapalenie zatok. Wierzcie mi, że jak ktoś często na to choruje, potrafi rozpoznać je u siebie. Tymczasem duński lekarz poradził jej zrobienie sobie parówki! Piękne dzięki za takie leczenie!

 Nie lubię takiej bezsilności, bo co ja mogę zrobić? wysłać jej leki dostępne bez recepty co najwyżej :-(

 Spisała sobie na kartce objawy i pójdzie do apteki. Może trafi na kogoś kumatego.

18:00, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
niedziela, 27 lipca 2014

  Taki niewielki, ale nieźle mnie przestraszył, obijając się o mnie. Nie chce dać się wyprosić.

21:15, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 lipca 2014

 Zaczęło się od tego, że mąż marudził za każdym razem, kiedy wracałam od fryzjera

- No łaaadnie, ale dlaczego znowu się obcięłaś?!

Usilnie namawiał mnie, żebym zapuściła włosy.

-Przecież miałaś kiedyś dłuższe i było dobrze.

 Zrazu broniłam krótkiej fryzury jak niepodległości. Dlaczego ktoś, nawet i osobisty mąż, ma narzucać mi długość włosów?! Tłumaczyłam się, że taka długość jest wygodna i optymalna. Za którymś razem zaczęłam się łamać. A może on ma rację, może czas coś zmienić? w końcu tę fryzurę z małymi modyfikacjami noszę od kilku..., nie - kilkunastu lat. Może zrobić mu przyjemność?

 Porozmawiałam z fryzjerką i ustaliłyśmy plan działania - bo żeby zapuścić włosy, trzeba je odpowiednio podcinać (nie wiem, dlaczego mężczyźni tego nie rozumieją ;-)). Zaczęłam się oswajać z myślą o zmianie.

 Do czasu. Do czasu, kiedy podczas wizyty u bratowej oglądaliśmy fotografie sprzed lat.

- Nie będę zapuszczać włosów. Widziałam zdjęcia. Nie podoba mi się - oświadczyłam stanowczo.

 Nie zaprotestował.

17:37, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
środa, 23 lipca 2014

 Wrzućcie coś do garnuszka!

Cel szczytny - naprawa protezy, beneficjent niektórym znany - Żabociek.

10:04, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 lipca 2014

 Dziś uraczę Was notką o innym niż ostatnio charakterze, powstała jakiś czas temu.

 Wszystko zaczęło się od reklamy lampek solarnych w telewizji. O też by mi się takie przydały - rzuciłam w przestrzeń. Według mnie każden jeden powinien wyczuć ironię. Mężu nie wyczuł. Dwa dni później dumny i blady obdarował mnie dwiema lampkami. Do skrzynek balkonowych. A po cichu Wam powiem, że w tym roku nie chciało mi się sadzić kwiatków na balkon. Ale cóż - w tej sytuacji nie miałam wyjścia.

 

  Powoli dojrzewałam do tego, ponaglana przez pytania męża, kiedy lampki znajdą się na miejscu przeznaczenia. Minęło dobrych parę dni. Kupiłam wypasioną ziemię z nawozem. Minął kolejny tydzień. Kupiłam nowe skrzynki. Tydzień później kupiłam pierwsze kwiaty - pelargonie i białą lobelię. Lampki zostały wetknięte w skrzynki, mąż był zadowolony, bo codziennie wieczorem wyrażałam zachwyt ich działaniem ;-).

 

 

 

 

 

  A potem nastąpiła eksplozja - koleżanka pokazała mi swoje kwiaty i "zaraziła mnie" smagliczką. To sobie kupiłam. I pelargonię anżelika do towarzystwa. A potem zobaczyłam jeszcze żeniszka, no to sobie kupiłam. I aksamitkę dla kontrastu, żeby nie było zbyt smutno.

 

 

 

 

 

 

  Mąż patrzył z niepokojem. Obiecałam, że powściągnę ten kwiatowy amok. Ale codziennie przechodziłam koło kwiaciarni. Ciężko było. Heliotrop uwiódł mnie swoim słodko-miodowym zapachem, a millon bells urokiem. Kupiłam. I komarzycę. Na tym zakończyłam szaleństwo.

 

 

 

 

 

 

 Sąsiadka mówi, że przez balkon, na którym są kwiaty wchodzą do domu pieniądze. No to czekam!

13:48, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
piątek, 18 lipca 2014

 Nigdzie nie latałam, tylko do przychodni i do apteki. Zaszczepionam drugą dawką. A poza tym wkurzonam. Chciałoby się polecieć politykiem - na ch. płacę te składki. Szpital badania jedne zalecił, inne zasugerował, ale skierowania żadnego nie dał. Lekarka stwierdziła, ona też nie da. Cudnie. Wszyscy mają pacjenta głęboko w d. Chcesz się leczyć - płać. No to se zapłacę, ale wyrazy się cisną na usta. Aha - i rodzinna nie napisze mi na razie zgody na zabieg. Oprócz gorączki i złych wyników krwi (którymi nie wydaje się być przejęta), mam złe wyniki badań moczu. Dostałam antybiotyk (po którym nie ma sensu robić morfologii, bo wyjdzie zakłamana), mam zgłosić się jeszcze we wtorek, wtedy zobaczymy.

21:36, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
czwartek, 17 lipca 2014

 Od 04.07 "siedzę" na L4. Nie powiem, na początku było mi bardzo potrzebne, bo najchętniej leżałam w łóżku, przelewając się z jednego końca na drugi. Teraz właściwie mogłabym wrócić do pracy. Ale lekarka powiedziała mi, że jeszcze mi przedłuży, a szefowa nie chce mnie jeszcze widzieć. Nie ma roboty. Niedobrze, bardzo niedobrze. Z jednej strony, z drugiej - dobrze, że nie choruję wtedy, gdy jest pilna robota, bo ... bo nie wiem, czy jednak nie pracowałabym "na siłę". Tak naprawdę czuję się prawie dobrze. Prawie robi różnicę jednakowoż. Cały czas jestem słaba i cały czas ma temperaturę - do 37,5 w dzień i do 38,3 wieczorem. Wczoraj, kiedy byłam na konsultacji, chirurg zdenerwował się, kiedy mu o tym powiedziałam i kiedy zobaczył moje wyniki badań - podwyższone leukocyty, obniżona hemoglobina i wszystkie wskaźniki czerwonych krwinek. Stwierdził, że sam pęcherzyk nie powinien dawać takich objawów i co na to lekarz rodzinny. Cóż, lekarz rodzinny wszystko zrzuciła na rzeczony pęcherzyk. Zresztą - kto by tam za lekarzami trafił - na SORze opieprzyli mnie, że nie mam jeszcze szczepień i terminu zabiegu, wczoraj lekarz stwierdził, że przyszłam za wcześnie! (po pierwszym szczepieniu). W każdym razie - mam zrobić jeszcze badania, wydobyć od rodzinnego i endokrynologa zaświadczenie, że nie widzą przeciwwskazań do zabiegu i za tydzień konsultacja anestezjologiczna, ponownie chirugiczna i wyznaczenie terminu.

 A dziś przylatuje córka! Jeżeli będzie chciała zrobić rajd po sklepach, będę jej z radością towarzyszyć. Dziś zrobiłam sobie trening - przeszłam się po okolicznych sklepach, księgarni, załatwiłam sprawy w banku. Dałam radę

15:50, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 lipca 2014

 Dwa lata temu wakacje upłynęły pod hasłem "woreczek żółciowy mamy". Teraz rozrywkę zapewnia mój. Czuję się już po japońsku, czyli jako-tako (cały czas na prochach rozkurczowych i przeciwbólowych), ale dobrze nie było. Rozczarowana jestem swoją postawą, bo zawsze wydawało mi się, że jestem cierpliwa i odporna na ból. Przy pierwszym ataku obyło się bez leków, przy drugim chojrakowałam i nie zażywałam przeciwbólowych, trzeci mnie złamał. Leki, SOR, kroplówka.

11:58, nie_taka_zla
Link Komentarze (10) »
wtorek, 01 lipca 2014

 W lipcu nie ma "naszej" instruktorki, jest nowa dziewczyna na zastępstwie. Dziś miała pierwsze zajęcia. Bardzo energiczna, fajnie prowadzi, ale czułam niedosyt ćwiczeń na brzuch - moją najgorzej wyglądającą część ciała. Zapytała, czy chciałybyśmy coś zmienić. Poprosiłam o większy nacisk na brzuch. He he he, zobaczymy następnym razem, czy dam radę wykonać wszystkie ćwiczenia.

22:47, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »

 Jaworz w Wikipedii. Podejście z Pisarzowej jest obliczone na 3h, my szliśmy 5h z zejściem do miejscowości Męcina obok kamieniołomu i przystankiem na lody ;-)

  Tu zdjęcia z poprzedniego roku.

18:38, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »