Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
środa, 27 lipca 2011

 Kończy się lipcopad, za parę dni już sierpień. Będzie w nim jak w garcu, czy też będzie przeplatał - trochę zimy, trochę lata?

 Starsza zdała egzamin z języka. Ocena B.

09:18, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 lipca 2011

  Młodszy poszedł dziś złożyć wniosek o wydanie dowodu osobistego. OMG, jaki on jest staaaary! :-)

wtorek, 19 lipca 2011

 ...ale jak wytrzeźwieje i przeczyta "Sprawę honoru" i "Białą gorączkę", to pójdzie do znajomych i pożyczy parę książek ... do widzenia się z państwem, pożegna się teraz z godnością. ta godność dużo ją kosztuje, bombardierdy zrobiły swoje ... brak treningu, panie, brak treningu ...

23:48, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »

  Wczoraj miałam jeszcze napisać, że pieprzony Urząd Skarbowy nie wypłacił mi jeszcze pieprzonej nadpłaty pieprzonego podatku. Pomyślałam, że może tym razem przelali na konto męża. A tu niespodzianka - pieniądze przyszły dzisiaj. Dosłownie przyszły za pośrednictwem Poczty Polskiej. Hmmm... to po co wpisuje się numer konta w zeznaniu?

 Dziś też okazało się, że nie znajomi przychodzą do nas, ale my idziemy do nich. I nie w sobotę, ale dziś na 20. He he he, czyli obejdzie się butelką wina z naszej strony. Okropna jestem, wiem. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że wino dobre, francuskie.

 Jednym słowem, trochę się przejaśniło ... 

19:24, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 lipca 2011

   Ożesz fuck! fuck! fuck! że tak zacznę dzisiejszą notkę tym pięknym, krótkim, ale za to posiadającym jakże bogaty wachlarz znaczeniowy słówkiem. Spektrum emocjonane tego słówka obejmuje skalę od szczerego podziwu do maksymalnego wnerwienia. U mnie dziś - nie bójmy się tego słowa - totalnego wkurwu.

  Wkurw obejmuje różne dziedziny codzienności.

Mama - od stycznia nie zażywa jednego z leków. Jest chora na chorobę afektywną dwubiegunową. Ostatni ostry epizod, związany z leczeniem szpitalnym miała 2,5 roku temu. Całkiem niezły efekt. Od tego czasu ma wreszcie dobrego lekarza. Sympatycznego, niepozornego trzydziestoparolatka o cichym głosie i gołębim spojrzeniu. Dobrze mamę prowadzi, jest wyrównana emocjonalnie, to ważne w tej chorobie. I taki zonk! Byłam u lekarza, załamał ręce. Uradziliśmy, że przepisze ten lek, ale o innej nazwie handlowej. Zobaczymy, czy jesteśmy tacy sprytni. Lekarz twierdzi, ze niechęć do tego leku związana jest z jego nazwą. Może, ale prawdą jest też to, że kiedyś mama odmawiała przyjmowania leków z powodu, że "jest ich za dużo".

Od prawie dwóch tygodni mama kaszle. przeziębiła się, wracajac - o ironio - od pulmonologa. Zarejestrowałam ją do lekarza rodzinnego, osłuchał ją, nic nie znalazł, ale u osób z problemami z układem oddechowym kaszel utrzymuje się długo. Kupiłam syrop, witaminy,tram, doszłyleki przepisane przezlekarza, chodzę, nacieram, oklepuję. Kaszel ustępuje bardzo powoli.

Praca. Dość dawno temu rysowałam projekt, który był fatalnie prowadzony. Wściekałam się wtedy , wściekam się teraz, gdyż projekt został z różnych względów odłożony przez inwestora ad akta, w związku z czym "poszedł" bez sprawdzenia. Teraz być może dojdzie do realizacji, więc trzeba go sprawdzić. Sprawdzam i klnę w żywy kamień. Wychodzą różne kwiatki, które nie zaistniałyby, gdyby projekt był prowadzony jak należy. Sprawdzenie partii, która mnie przypadła w udziale, zajmie mi czas do końca tygodnia. Inna koleżanka sprawdza moje rysunki. I okazało się, że zmieniła się koncepcja - gros moich rysunków jest do kompletnej zmiany. Jak myślę o tym, co mnie czeka, mam ochotę rzucić się z mostu.

Starsza. Zawirowania w jej pracy, nie do konca fair postawa pracodawcy, koniec końców dało to potężny bodziec do zmiany pracy, o czym przebąkiwała od jakiegoś czasu. Z jednej strony chciała to zrobić, z drugiej - było jej tam dobrze "towarzysko". Decyzja podjęta, ale okupiona tygodniami stresu. A na tym przecież nie koniec. Musi znaleźć coś innego, najlepiej o "oczko" kompetecyjnie i finansowo wyżej. Denerwuję się tą sytuacją, bo ona jest od dłuższego czasu samodzielna i w razie jakiegoś (tfu tfu tfu) niepowodzenia musiałaby wrócić do nas. Ciężko by jej było. No, ale zakładamy optymistyczny wariant wydarzeń. Znajdzie zaczepistą pracę z jeszcze bardziej zaczepistą płacą. Howgh! Jedno, co mnie cieszy - dzwoni, żeby się wygadać, poradzić, uspokoić. Ja swojej mamie nie mogę powiedzieć nic. Tak jest lepiej dla mnie. Cokolwiek powiem, może być użyte przeciwko mnie. Ok, może teraz już mniej, ale kiedyś - tak.

I ostatnia sprawa - "jadę" na resztkach kasy, wypłata w poniedziałek. Na środę zapowiedziała się bratanica, na sobotę znajomi. Cieszę się, cieszę się bardzo, że ich zobaczę, ale gorszego czasu nie mogli wybrać ;-(

 Eeee tam... jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było - zakończę tym, jakże optymistycznym akcentem.

23:20, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
wtorek, 12 lipca 2011

 Chłop pańszczyźniany. Jaki obraz podsuwa Wam wyobraźnia na takie hasło? Widzicie spracowanego, wynędzniałego człowieka w lichym, podartym odzieniu, bosego, a w najlepszym razie w łapciach z łyka? A teraz wyobraźcie sobie chłopa, który jest obuty, na grzbiecie ma ciepły kożuch, a w zagrodzie porządny, okuty wóz i parę koni.

  Niemożliwe? A jednak! Taki fenomen istniał w XVIII wieku (!) w okolicach Andrychowa. Ów fenomen nazywał się drelicharz. Kim byli drelicharze? To głównie poddani Czernych-Szwancerbergów, którym ci właściciele dóbr andrychowskich przekazywali ziemię przez tzw. zakupieństwo. Chłop, który z tego dobrodziejstwa korzystał, zwykle zaciągał u pana kredyt, zwykle 5%. Nie wszystkim udawało się go spłacić i ci, którym się nie powiodło, tracili ziemię i cześć spłaty. Co to ma wspólnego z drelicharzami? Franciszek Czerny sprowadził do Andrychowa tkaczy z Saksoni, dzięki temu cały majątek miał dostęp do najnowszych technologii, jak powiedzielibyśmy dzisiaj. Chłopi więc oprócz uprawy ziemi, zajęli się też tkactwem. Tkali mocne, lniane płótno, zwane drelichem. Mamy więc tkaczy - drelichów, ale także obrusówi serwet.

 Produkcja to jedno, ale trzeba było gdzieś te płótna sprzedać. I tu pojawiają się drelicharze. Zaczęły powstawać tzw. Kolegacje, rodzaj przesiębiorstw-klastrów, które skupiały producentów i pozwalały zorganizować dystrybycję. Jak to wyglądało w praktyce? Ładowano towar na wozy i wyprawiano się na wschód (Lwów, Moskwa, Stambuł, Aleksandria), na zachód (Gdańsk, Lubeka, Hamburg) i południe (Wenecja). Prawie 80% tkanin wytwarzanych w okolicach Andrychowa było sprzedawanych poza granicami państwa. I to wszystko stworzyli niepiśmienni, choć władający nieraz kilkoma - z racji podróży - językami chłopi! Do rozliczeń stworzyli własne, podobne do rzymskich, znaki liczbowe.

 Produkcja tkacka na taką skalę była przyczynkiem do rozwoju innych rzemiosł - farbiarstwa, stelmastwa (budowa wozów), kowalstwa (wozy musiały być solidne, okute), rymarstwa (uprzęże dla koni). Upadek Kolegacji zacząl się wraz z wynalezieniem w Anglii mechanicznego krosna. Ale tradycje pozostały - jeszcze do niedawna Andrychów był silnym ośrodkiem przemysłu silnikowego, a panie domu wiedziały, że jak wsyp to tylko andrychowski!

 Dygresja - co to jest wsyp?! Wg Słownika Języka Polskiego jest to "worek z gęstej tkaniny, który po wypełnieniu pierzem stanowi poduszkę lub pierzynę" lub kołdrę dodam od siebie.

na podstawie art. w Dzienniku  Polskim oraz strony andrychow.pl

Powstała też gra planszowa Chłopska Szkoła Biznesu, w 2010 odbył się turniej.

poniedziałek, 11 lipca 2011

 

las

 

 

 

 

 

 

 Niedzielę spędziłam w takich okolicznościach przyrody:

w drodze

 

 Koniecznie trzeba się zatrzymać,

 

 

 

 

 

poziomki 

 

 tego nie można przegapić, kupione na straganie nie smakują tak samo.

 

 

 

 

  szlak

 

 

Czerwony szlak z Suchej Beskidzkiej do Zawoi.

 

 

 

 

 

bajki z mchu i paproci

 

 

Bajki z mchu i paproci - tylko patrzeć, jak wychylą się skądś Żwirek i Muchomorek ;-)

 

 

 

 cmętarz choleryczny                                                                    

Cmentarz choleryczny, pochowane są tu ofiary epidemii z XIX wieku.

W Małopolsce jest wiele takich cmentarzy.

 

 

 

 

 

 

 

miły chłodek

 

 Karczmy Rzym na tradycyjny żurek z kiełbasą, ani zamku Tarnowskich zwanego"małym Wawelem" tym razem nie odwiedziliśmy, wycieczka z psem stwarza jednak pewne ograniczenia.

11:39, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 lipca 2011

      Mój lekarz endokrynolog to przystojny, elegancki pan, zawsze w marynarce, konkretny i rzeczowy,  skrupulatny, dobrze zorganizowany, ma sprężysty krok, energiczne ruchy i jakiś taki ... wojskowy dryg. Na swój użytek nazwałam go Herr Doktor.

    Herr Doktor na wizytę pacjenta przeznacza zwykle 5 minut (co tyle jest rejestracja), za wyjątkiem pierwszej wizyty i niektórych, trudniejszych przypadków. Wizyta pacjenta takiego jak ja, który ma prostą niedoczynność, przebiega wg schematu: dzień dobry-proszę usiąść-Herr Doktor szuka nazwiska na specjalnej, swojej osobistej liście, wykreśla go wiecznym (!) piórem-bierze kartę-bierze segregator z wynikami badań-pod odpowiednią literką znajduje wynik-jak się pani czuje-czy leczy się pani jeszcze na coś-wynik jest taki i taki-wypisuje następne skierowanie i receptę-widzimy się za trzy miesiące (pół roku)-do widzenia.

    Mnie to nie przeszkadza, bo wszystko to odbywa się kulturalnie i czuję, że on szanuje i mnie, i czas - mój i jego. Mój brat przeniósł się do innego lekarza.

    Ale nie o tym chciałam. Kolejny raz dawka lekarstwa została zwiększona, zaczynałam od 50 mg dwa i pół roku temu, teraz mam 125 mg :-(. Pięknie, pięknie. Wynik niby w normie, ale w górnych granicach. I Herr Doktor zapytał co tam z wagą. No nie chce spadać, wręcz przeciwnie, paskuda jedna. I to zaważyło - nomen omen - na decyzji o wyższej dawce.

     Herr Doktor zainteresował się też moimi badaniami, które zrobiłam odpłatnie i miały być do odbioru w rejestracji, a znalazły się u niego. Te wyniki (morf., żelazo) z kolei były w dolnych granicach normy. Czyli leczenie, które sobie zaordynowałam, odniosło skutek  ;-).  Herr Doktor do skierowania na badanie TSH dopisał też morf. i wapń. Aha, czyli chce zobaczyć, czy nie mam osteroporozy. W sumie - ja też chętnie się dowiem. Już za pół roku ;-)

09:06, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »