Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
czwartek, 27 lipca 2006

 ... PT publiczności kontakt do Zwierzyńca.

22:37, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (5) »

  Wczorajszy dzień mogę posumować trzema krótkimi słowami:

  • błeee
  • kur...
  • buuuu

Kolejne bliskie spotkanie ze służbą zdrowia.

Rozwinięcie może będzie, a może nie. Nerwów szkoda.

19:27, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 lipca 2006

  Ponieważ przyjemniej jest pisać o urlopie niż o bieżących sprawach, dziś wpis sponsorowany przez wytwórców sprzętu pływającego, ze szczególnym uwzględnieniem kajaków.

 Przyznam się od razu, miałam zajwkę na kajaki. Ostatni raz korzystałam z tego sprzętu jakieś dwadzieścia lat temu (o rany! naprawdę dwadzieścia), kiedy byłam na obozie na Mazurach. Miałam wtedy koleżankę, straszną śmieszkę i z nią właśnie namiętnie się kajakowałyśmy.

 Kiedy zobaczyłam, że nad zalewem w Zwierzyńcu można wypożyczyć sprzęt, zapałałam okrutną chęcią pomachania wiosłami. W tym celu udaliśmy sie nad rzeczony zalew, wypożyczyliśmy kajaki i hajda!

 Nastąpił jednak nieprzewidziany problem, ja pływałam po spokojnym jeziorku, tu zaś był zalew na wartkiej rzece. Nie bedę ukrywać. Kajak mnie nie słuchał. Ja płynęłam z córką. Najpierw nie mogłyśmy się zgrać, potem nie mogłyśmy wypłynąć tam, gdzie chciałyśmy, bo prąd nas znosił. Jak tylko wydawało nam się, że płyniemy w pożądanym kierunku, kajak robił nam psikusa i obracał się z powrotem.

 Przez jakiś czas dałyśmy się nieść nurtowi, potem przekorna natura zwyciężyła. Co to znaczy, że nie możemy płynąć tam, gdzie chcemy?! Nie z nami takie numery! I raz i dwa i raz i dwa i raz ... i o rany, mamy dosyć ! nasze ramiona również!

 Pierwsze koty za płoty. Następnym razem było lepiej!

20:49, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (6) »

  Niech to te spacerki! Zwłaszcza spacerki po remontowanych żwirowych alejkach.

 Wczoraj podczas takiej przechadzki mama się przewróciła. Efekt- złamana ręka i gips. Złamanie na szczęście bez przemieszczenia, lekarz mówi, że powinno się szybko zrosnąć. Oby!

 Wieczór i część nocy spędziłam w związku z tym na oddziale ratowniczym, czy jak to się teraz nazywa i u mamy.

 Oszczędzę Wam opisu scen szpitalnych, ale lekarz... Młody, sympatyczny, przystojny, urodziwy urodą raczej nienachalną, ale co tam . I tak na mnie popatrzył, tak popatrzył, że chciałam sobie natychmiast coś złamać. Może nie rękę czy nogę, ale palec chyba bym poświęciła ;-)

 Doceńce wagę tego wyznania, gdyż ja zwykle odporna jestem na ...takie tam.

00:48, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (7) »
niedziela, 23 lipca 2006

 Nasz rząd ostatnio zafundował nam ostatnio lustrację bez sądu, zamach na samorządy, urzędników państwowych z partyjnego nadania, bez konkursu, kpinę z matury, która ma być egzaminem dojrzałości.

 Coś pominęłam?

 A miałam już nie pisać o naszej - pożal się Boże - polityce.

-----

 Pod wpływem stresu zapomniałam, co mnie sprowokowało do tego wpisu. Ale sobie przypomniałam.

 Otóż niejaki min. Roman chce wprowadzić do ustawy zapis o mundurkach szkolnych. Nożesz kurna chata! czy naprawdę nie ma w oświacie ważniejszych spraw?! Koniecznie trzeba to w ustawie zapisywać?! Zapis ma być o treści, że dyrekcja i rada rodziców MOŻE wprowadzic mundurki. A bez ustawy to nie można tego zrobić?!!!

23:09, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
  Młodzież chciała zobaczyć trasę turystyczną w pozostałościach murów obronnych. Zamość był bowiem twierdzą, szczycącą się tym, że nie została nigdy zdobyta szturmem przez obce wojska. Oparła się oblężeniu Chmielnickiego, Szwedów. Zdobyli ją Rosjanie, po 9 miesiącach oblężenia w 1813, po klęsce Napoleona pod Moskwą. Obrońcy poddali miasto z powodu panującego w nim głodu. W XIX w. twierdzę znacznie rozbudowano, jednak w 1866 rozpoczęła się jej likwidacja, większość fortyfikacji wysadzono.

 Pozostały dwa tzw. nadszańce, jeden z nich służy obecnie miastu jako hala targowa, podziemia są udostępnione do zwiedzania. Prawdę mówiąc, mam mieszane uczucia w sprawie tej hali. Z jednej strony dobrze, że coś się tam dzieje, że nie stoi i niszczeje, z drugiej jednak kramy z -za przeproszeniem -  majtkami jakoś mi nie konweniują z zabytkiem.

 Wróćmy jednak do naszego zwiedzania. W broszurze wyczytaliśmy, że można zobaczyć część twierdzy. Weszliśmy więc głównym wejściem do hali targowej, chodzimy, szukamy, nic. Wyszliśmy zrezygnowani, gotowi już wracać.

 I nagle... jest tabliczka informująca o wejściu do twierdzy,poniżej karteczka informująca, że wejście jest przez kwiaciarnię. Wracamy więc do hali. Jest kwiaciarnia. Mówimy, że chcemy zwiedzić. Jeden ze sprzedawców ofiaruje się, że pójdzie po kogoś. OK, czekamy. Czekamy. Czekamy. Tymczasem sprzedawca wrócił, mówiąc, że ktoś już idzie. OK, czekamy. Ile można czekać?! Sprzedawca, widząc naszą irytację powiedział, że być może "on" czeka na nas przed wejściem do twierdzy. No, pięknie. Idziemy, nikogo nie ma. Czekamy, tym razem niedługo. Po chwili przyszedł - przewodnik? Nie, nie przewodnik. Ochroniarz hali. Z bloczkiem biletów. Musiał wrócić, bo dzieci upomniały się o bilety ulgowe. Zaoszczędziły całą złotówkę ;-) a co, złotówka też pieniądz!

 Nastąpiła chwila, gdy zeszliśmy w głąb. Pan ochroniarz poinformował nas, że należy iść wzdłuż strzałek i  że on będzie na nas czekał przy wejściu. ?!? Pan uważa, że nie można się zgubić. Odbieram od niego uroczyste zapewnienie, że w razie czego zorganizuje ekspedycję ratowniczą ... i w drogę.

 Cóż może powiedzieć dzieciom o wąskich korytarzach, szerszych komorach, wąskich okienkach, obszernej izbie, służącej za celę więzienną lub sypialnię dla obrońcy, matka niespecjalnie interesująca się sztuką budowy fortyfikacji? Niewiele. Poczytaliśmy już w domu.

 Przy wyjściu w rzeczy samej czekał na nas pan ochroniarz. I już...

Śmialiśmy się z tego krótkiego spacerku za pięć złotych, poprzedzonego długim oczekiwaniem ;-)

22:07, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »

 Skoro zakończyliśmy temat "Zwierzyniec" przejdźmy teraz do tematu "Zamość".

 Kiedy jechałam na Roztocze, wiedziałam, że chcę i muszę zobaczyć Zamość. To w końcu tylko 30 km od Zwierzyńca. Tu nastąpi opis wyprawy do Zamościa.

 Otóż, ponieważ mąż (i samochód ) był z nami tylko parę dni, na wycieczkę należało wybrać się transportem publicznym. Po zrobieniu zwiadu okazało się, że możemy jechać pociągiem. Wstawszy więc o nieludzkiej w wakacje porze - ósmej rano - udaliśmy się na stację i zaczęliśmy czekać. Ten - niespecjalnie ulubiony - stan towarzyszył nam w tym dniu często. Czekamy zatem, czekamy, czekamy ... Hm... na rozkładzie jazdy stoi napisane jak byk : kursuje codzienne do odwołania. Może więc odwołany? Zapytać nie ma kogo, bo kasa otwarta tylko w godzinach 4.30-5.30, 15.40-16.40 i 20.30-21.30. Daliśmy pociągowi szansę, poczekaliśmy jeszcze 20 minut i poszliśmy na przystanek PKS. Zagadnięta na okoliczność kursowania autobusów pani poinformowała nas, że autobus to nie, ale za 5 minut będzie jechał bus. Niech i tak będzie. Przyjechał. W busie zrobiłam wywiad, gdzie wysiąść, żeby było najbliżej starówki i z którego przystanku i o której mamy powrót.

 Zamość piękny, obejrzeliśmy Rynek (rozkopany prawie jak w Krakowie), Ratusz, kamienice. Zahaczyliśmy o informację turystyczną, z broszury dowiedzieliśmy się, co warto zobaczyć. Poszliśmy do Muzeum Zamojskich, gdzie spędziliśmy prawie 2,5 godziny. Podróże kształcą, trafiliśmy na grupę z przewodnikiem, warto było.

 Poszliśmy zobaczyć pomnik Jana Zamojskiego przed pałacem. Mieliśmy jeszcze w pamięci makiety z muzeum, jak wyglądał pałac w okresie renesansu i po przebudowie w baroku. Kolejna przebudowa, w czasie kiedy Zamość zamieniono w miasto koszarowe, sprawiła, że pałac stracił wdzięk.

 

21:32, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 lipca 2006

 Uwaga! następuje ciąg dalszy!

 Stawy. Stawy zostały wykopane przez tureckich i tatarskich jeńców. Marysieńka, kiedy była jeszcze żoną Zamojskiego, zwanego Sobiepankiem, pomieszkiwała również w Zwierzyńcu. Urządzała wtedy wodne wycieczki. Musiała sobie jakoś czas organizować, biedaczka, gdyż mąż był hulaką i rozpustnikiem. Prawdopodobnie w Zwierzyńcu poznała swego drugiego męża, Jana Sobieskiego.

 Na wyspie stawu kościelnego stoi podobno pomnik pieska Marysieńki. Piszę podobno, bom go nie widziała.

 Z ciekawostek: w parku można zobaczyć pomnik upamiętniający walkę z szarańczą, przeniesiony tu z Hamerni.

 Warte polecenia jest muzeum Roztoczańskiego Parku Narodowego z okazami okolicznej fauny i flory. Na marginesie - moje dzieci były zaniepokojone, że wypchane zwierzęta zostały uśmiercone specjalnie w tym celu, uspokoiła je tabliczka informująca, że eksponaty to ofiary wypadków i kłusowników.

 W  Roztoczańskim Parku Narodowym są wytyczone szlaki i ścieżki dydaktyczne. Jedną z nich przeszliśmy. Prowadziła na Bukową Górę. Po jej "zdobyciu" moje dzieci były zawiedzione - jak to, to już? to ta góra? Przyzwyczajeni są do gór o ostrych krawędziach i szczytach ;-)

 Tyle o Zwierzyńcu. Generalnie - polecam.

22:52, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (4) »
środa, 19 lipca 2006

 Roztocze to idealne miejsce dla tych, którzy lubią turystykę kajakową, rowerową lub po prostu długie piesze wędrówki. Leśnymi dróżkami można sobie jechać i jechać albo iść i iść kilometrami.

 Lasów ci tam dostatek, poprzecinane są rzeczkami, okraszone rozlewiskami. Kto nie lubi płaskich jak stół terenów nie będzie rozczarowany, wzniesienia i dolinki, owszem też są.

 Roztocze nie jest całkiem dla turystyki masowej odkryte, dzięki temu można tu odnaleźć spokój i ciszę, choć można spotkać i coś dla tych, którzy wolą gwar i ścisk i głośną muzykę w stylu umps umps.

 Sam Zwierzyniec jest uroczym miasteczkiem. Zabudowa raczej niska, jednorodzinna, choć jest i parę bloków i budynków wielorodzinnych. Widać postępujące rozwarstwienie społeczne - obok pachnacych świeżością, starannie wykończonych okazałych budynków, stoją sobie skromnie drewniane domki w starym stylu - te są przeważnie zadbane - i jakieś dobudówki do dobudówek przyklejone do niewiadomo czego.

 Zwierzyniec był siedzibą administracji ordynacji zamojskiej, stąd tzw. Pałac Plenipotenta, w którym mieści się teraz dyrekcja Roztoczańskiego Parku Narodowego i Zespół Szkół Ochrony Środowiska  i barokowy kościółek "na wodzie". Kościółek został ufundowany jako wotum za urodzenie się syna przez któregoś z kolejnych Zamojskich. Stoi na cyplu stawu kościelnego.

Cdn... 

 

23:10, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 lipca 2006

  Dokonałam wiekopomnego odkrycia : istnieje życie pozablogowe!

 Jak słusznie zauważyła Iksińska byłam na odwyku ;-) niestety i stety. Niestety, bo brakowało mi codziennych spotkań z Wami, a z drugiej strony stety bo - bo w tych okolicznościach przyrody - do samego kompa nie tęskniłam.

 Teraz wracam na łono świata blogowego, jutro zacznę nadrabiać zaległości :-) ale już tęsknię za Roztoczem , w którym się zakochałam od pierwszego wejrzenia. Mam nadzieję, że w przyszłym roku też nam się uda tam pojechać. 

22:42, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2