Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
piątek, 29 lipca 2005

 W poniedzialek 01.08 o 1700 (godzinie W) i 2000 na kanale Discovery bedzie wyswietlany film "Bitwa o Warszawe. Powstanie w 1944". Ogladajcie koniecznie. Jezeli maje dzieci w wieku powyzej 14 lat przypilnujcie, zeby przeczytaly "Kolumbów', "Kamienie na szaniec", "Zoske i Parasol". To lektury obowiazkowa kazdego mlodego Polaka.

 Tak sobie nieraz mysle jak ja bym sie zachowala? Czy pozwolilabym swoim dzieciom na udzial w konspiracji? Czy sama bym sie zaangazowala, wiedzac, ze je narazam? Jak bym sie zachowala?

 Mysleliscie kiedys o tym?

A teraz z innej beczki, choc poniekad na temat.

 Mialam wtedy 14 lat, obieralismy z rodzicami i bratem porzeczki na przetrwory. Wtedy Tata powiedzial nam o Katyniu. Przezylam wtedy szok. Niby w domu sluchalo sie radia Wolna Europa, niby wiedzialam, ze oslawiona przyjazn polsko-radziecka jest mocno naciagana, niby wiedzialam, ze oni klamia, ale lata klamstw slyszanych w telewizji, w szkole zrobily swoje. Nie moglam uwierzyc, ze Rosjanie zamordowali tylu Polaków. Nie moglam zrozumiec powodów.

 Drugi szok zwiazany z tym wydarzeniem przezylam w 1992. Wtedy juz zaczynalo sie o tym mówic w mediach. Kolezanka, z która pracowalam nic o tym nie wiedziala. Jak to mozliwe? Mój Tata, robotnik z chlopskim rodowodem wiedzial i przekazal to nam, a ona , wyksztalcona, z inteligenckiej rodziny zasiedzialej w Krakowie nie wiedziala ?

 Jakies dwa lata temu poczulam ped ku wiedzy. Naszlo mnie, zeby isc na studia zaoczne. Ale jakos nie znalazlam na to pieniedzy. Dla córki znalazlam. Wydobylabym je chocby spod ziemi. Dlaczego o siebie nie umiem tak walczyc?:-\

 Nadal mam ochote na te studia, choc rozsadek podpowiada, ze nie wysarczy zapisac sie i wybulic kase, trzeba sie jeszcze uczyc. Czy pracujac czesto gesto po 10 godzin dziennie i w soboty znalazlabym na to czas, sile i chec? Jestem uparta, jakbym sie zawziela, to bym znalazla. Rozsadek zniecheca nadal - te studia bylyby tylko dla mojej satysfakcji. Czy warto inwestowac tyle czasu, pieniedzy i wysilku w cos, co nie przyniesie wymiernych, materialnych korzysci? Nie dostane wyzszej pensji, a nowej pracy szukac nie bede. Tu mam cieple, wymoszczone gniadko, jakas pozycje, szefowa, ktora jest kims wiecej niz szefowa. To kobieta przyjazna innym, która "idzie" pracownikowi- kobiecie na reke, rozumie rózne zyciowe sytuacje. Nie chce mi sie tego wszystkiego porzucac, walczyc o pozycje, wykazywac sie. Gdybym nie miala rodziny, zaryzykowalabym, ale nie w takiej sytuacji. Nie moge rzucic pewnej stalej pracy dla lepiej platnej, ale niepewnej. Szukam usprawiedliwienia? Moze. 

20:28, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (4) »

 A wiec klamka zapadla. Zaplacilam za zaoczne Starszej, byla wczoraj na uczelni, ma "zaklepane" miejsce. Trzeba jeszcze zaplacic za ubezpieczenie i legitymacje. Ale Starsza nie chce jeszcze za to placic. Czeka jeszcze na rozpatrzenie odwolan i list rezerwowych. Szanse sa minimalne.

 Musi zaczac szukac pracy, bo teraz jest hostessa na promocjach. Promocje w hipermarketach sa w weekendy, co jakby klóci sie z zaocznym trybem studiowania.

 Rozmawialam z nia na temat tej porazki. Ze trzeba wyciagnac wnioski, ze co cie nie zabije, to cie wzmocni, ze musi walczyc, ze nie moze sie poddawac itp... ble, ble ,ble...

 Zona zmarlego szefa meza nie zadzwonila i pewnie nie zadzwoni. Ergo - caly tydzien pracowal za friko, wykorzystywal swój samochód do celów sluzbowych, za co tez nikt mu nie zaplaci. :-(((

 W pracy duzo pracy, a ja nie mam natchnienia. Wypalilam sie, nieraz jest tak, ze pracuje jak maszyna, ale nie teraz...

"Ni mom chęci do roboty
Ani rano, ni wiecorem
Hej, stane na wirsycku
Bedę dyrektorem..."

13:18, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (2) »
wtorek, 26 lipca 2005

 Nie jestem osoba, która jest specjalnie wylewna, nie lubie mówic o swoich klopotach. O tym, ze maz znowu nie ma pracy kolezanki w pracy dowiedzialy sie na poczatku ubieglego tygodnia.

 B. powiedziala:

- Ja bym sie chyba zalamala.

-Jestem zalamana -ja na to.

-Nie widac tego po tobie.

Dobrze sie maskuje. Mam chodzic i plakac po katach, albo zameczac wszystkich naokolo jekami? A komu to pomoze? Mnie na pewno nie. Ja sobie powtarzam, ze bedzie lepiej, ze mnie nie wolno sie zalamywac, bo co bedzie z moimi dziecmi? Zycie dalo mi popalic. Nie chce mi sie do tego wracac. Ale ja sie nie poddam. Ze mna ci tak latwo zycie nie pójdzie.

"Jeszcze w zielone gramy,jeszcze nie umieramy,
jeszcze się spełnią nasze piękne sny
marzenia
plany..(..)
bądźmy jak stare wróble,które stracha się nie boją.."

Amen

23:34, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (7) »

 Gdybym uslyszala albo przeczytala taka opowiesc, pomyslalabym, ze jest zmyslona. A jednak zycie potrafi zaskakiwac. Ta opowiesc jest prawdziwa. Ale dlaczego to zdarzylo sie mnie?

 Od siedmiu (siedmiu !) lat maz nie ma szczescia do pracy. Nie chce mi sie tu opisywac kolejnych historii z nieuczciwymi pracodawcami, bankrutujacymi pracodawcami, pracodawcami likwidujacymi firmy po trzech miesiacach, zmieniajacymi strategie rozwoju firmy itp. Gdybym tego nie przezyla pomyslalaby, ze facet zmysla, bo nie chce mu sie pracowac.

 Ale wierzcie, chce i umie. I niestety bardzo sie angazuje i wypala.

 Raz tylko w ciagu tych siedmiu lat stracil prace z powodu swojej glupoty i niewyparzonej geby. Nie zostawilam wtedy na nim suchej nitki, ale cóz klamka zapadla, nie bylo odwrotu. Przez te czeste okresy bez pracy wpadlismy w dlugi, z których trudno wyjsc. Nie musze mówic, ze zasilek dla bezrobotnych mu sie nie nalezal, a bo to za krótko pracowal, a to okazalo sie, ze jak nie pracuje sie w niepelnym wymiarze czasu, to o zasilku nie ma mowy. Sprytny pracodawca zatrudnil go na 3/4, nie informujac o konsekwencjach. Niewiedza jest szkodliwa. Oczywiscie pracowal jak na calym.

 Co bedzie z ta praca? Nie wiem. Okazalo sie, ze firma nalezy do zony denata. Moze powiedziec - przykro mi, ale nie ja sie z panem umawialam, zegnam. I co? I ma prawo. Zadnego sladu umowy nie ma.

 Dzis maz plul sobie w brode, ze nie poszedl do firmy, która oferowala mu gorsze warunki. Powiedzialam mu, ze nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem. To se juz ne vrati, panie Havranek.

 Byl na rozmowie o prace w firmie, po krórej sobie duzo obiecywal. Okazala sie byc - firma, a raczej jej wlasciciele wyznawcami zasady - zatrudnic, wycisnac, wypluc. W ogloszeniu byla mowa o pracy, okazalo sie, ze chca wspólpracy, czyli samozatrudnienia, wlasnego samochodu i telefonu oraz szkolenia w miejscu odleglym o 400 km na koszt "pracownika". Nie musze mówic, ze poziom obrotów sprzedazy wysrubowany jest tak, by nikt nie mógl sie do niego zblizyc. No i dupa zbita i znów nie wiadomo, co dalej.

 W poniedzialek jedzie na nastepna rozmowe.

22:27, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »

 A jednak należalo się bać, choć nie tego, o czym myślałam.

W sobotę szef męża urządzał wielka bibę, na której miał korumpować urzędników. W poniedziałek mąż dostał telefon, żeby nie przychodził do pracy, bo "na razie nie ma szefa i nie wiadomo, kiedy będzie".

 Dziś już wiadomo. W ogóle go nie będzie. Nie na tym świecie w każdym razie. Zmarł w niedzielę. Dzis pogrzeb. [*]

 A mąż nie ma nawet umowy. Chyba się rzucę z mostu. :-(((

14:15, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 lipca 2005

 Nie pisalam jeszcze nic o nowej pracy meza. Bo i nie wiem, co napisac.

 Wyladowal tam, gdzie wydawalo mu sie, ze bedzie lepiej. Wraca codziennie i zaczyna opowiadac, a mnie wlosy staja deba.

 To, ze niby pracuje od tygodnia, a nie ma umowy, to jeszcze nic. Ale co myslec o firmie, w której szef pozwala sobie na picie "z gwinta" w obecnosci swiezo przyjetego pracownika? Opróznil tak cala butelke zubrowki. Maz mówil, ze juz w trakcie rekrutacyjnych rozmów wydawalo mu sie, ze czuc od niego alkohol. Przy okazji tej akloholowej sesji zwierzal mu sie ze swej burzliwej, wojskowo-wywiadowczej (?) przeszlosci oraz z tego, kogo on zna i co moze.

Strach sie bac.

20:20, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 lipca 2005

 Dzis bylismy na mszy, która okazala sie byc chrzcielna.

 Bylo osmioro maluchów. Oraz ich odswietnie ubrani rodzice i rodzice chrzestni. Generalnie faceci w garniturach wygladaja dobrze, przystojnieja w nich. Niestety nie wszyscy. Jeden z mlodych tatusiów czy tez chrzestnych wygladal trgicznie. Garnitur mial elegancki, ale stal w nim przygarbiony, z poluzowanym krawacie. Sierota po prostu.

 Czy z garniturem jest jak z frakiem, ze lezy dobrze dopiero w trzecim pokoleniu?

 A swoja droga wszystkie dzieci byly wyjatkowo spokojne i ciche. Nie to, co moje. Caly kosciól i okolica wiedzialy, ze one tu sa ;-)

19:18, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
piątek, 22 lipca 2005

 Wczoraj z glupia frant weszlam na strone rekrutacyjna mojej córki, choc wyniki mialy byc dopiero w poniedzialek. No i pokaralo mnie za niezdrowa ciekawosc. Wolalabym nie wiedziec az do poniedzialku.

I etap - wyniki z nowej matury - zaliczony

II etap - egzamin ustny - zaliczony

Nie zostalas przyjeta na studia!

 I bylo juz porobione. Nie moglam sie skupic na robocie, nic mi nie szlo. Zadzwonilam na uczelnie, gdzie uprzejmy pan potwierdzil fakt nieprzyjecia na studia i poinformowal, ze moze starac sie o przyjecie na wolnego sluchacza, bo przeszla kwalifikacje pozytywnie. Z tym, ze - powiedzial pan - zapisy sa od 27.07 od godz.8.00, a juz ustawila sie "spoleczna" kolejka, gdzie trzeba warowac i potwierdzac obecnosc co dwie godziny. GW pisala o tym w krakowskim dodatku (na innych kierunkach).

 W tym momencie wpadlam w skrajna rozpacz. Jestem w dole jak stad do jadra Ziemi. A moze juz sie zblizam do skorupy? Mialam klopotów pod dostatkiem, a ta pieprzona rekrutacja rozlozyla mnie na czynniki pierwsze. Kazda moja komórka jest osobno, a wszystkie drgaja jak w transie. Niech zyje Kalms!

 Rozpacz rozpacza, ale trzeba dzialac. Ja sie nie poddam. Jeszcze nie. Postanowilam (wiem, ze córka brala taka mozliwosc pod uwage), ze pójdzie na zaoczne. Jakos zdobede pieniadze. Mam juz troche dlugów, jeszcze wiecej nie zrobi mi róznicy. Chcialam akceptacji meza. Rozmawialam z nim wczoraj. Powtarzal mi jak jakas pieprzona mantre, ze nas na to nie stac. Taka madra to i ja jestem. Rozmawialismy bardzo spokojnie, bo on sie teraz stara. Stara sie, zeby rozmowy byly konstruktywne. No i pieprzyc to. Konstruktywnie doszlismy do tego, ze nas na to nie stac, ale ja podjelam decyzje, ze pójdzie. Ja na to zarobie. Bo ja silna kobieta jestem. Ostatnio jest duzo pracy w pracy, wiec beda dodatkowe pieniadze.

 Nie powiedzialam wczoraj Starszej, ze sie nie dostala. Przyszla do domu w skowronkach, nie mialam sumienia, zeby ja martwic. Mialam nadzieje, ze nie zagladnie tam do poniedzialku. Zagladnela. Powiedzialam jej, ze pójdzie na zaoczne, troche ja to podnioslo na duchu.

 A teraz MOJA WSPANIALA SZEFOWA. Mówilam rano o zaocznych. Ona wie, ze jestem w finansowym dolku. Powiedziala - wyplace ci wczesniej pensje i reszte pozycze, zebys miala cala kwote. W tym momencie wszystko mi puscilo i bylam bliska placzu na glos. Zupelnie mnie to rozlozylo. Caly dzien ukradkiem ocieralam lzy, ktore plynely jak glupie.

 Sa na swiecie dobrzy ludzie.

20:31, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (5) »
czwartek, 21 lipca 2005

  Dzis co drugie slowo, które mysle i co dziesiate, które mówie jest niecenzuralne.

 Rozwine sie jutro, jak mi przejdzie.

23:03, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3