Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
wtorek, 29 czerwca 2010

 zaczął się w czwartek o 22, kiedy pan parkieciarz radośnie powiadomił, że on jednak przyjdzie nie 05.07, ale 28.06 czyli w najbliższy poniedziałek. Miodzio! Niby taka możliwość była brana pod uwagę, z tym, że wiadomość miała być najdalej we wtorek.

 Cały łikend więc zeszedł nam na całkowitym opróżnianiu pokoju i przedpokoju, które mają iść na pierwszy ogień. Pomieszczenia zostały oczyszczone do gołych ścian. Przypomniałam sobie przy okazji, jakie cechy podobały mi się w mężu, kiedy się poznaliśmy. Zdolności organizacyjne mianowicie i zaradność.

 Od niedzieli więc żyjemy na kartonach. Wczoraj panowie zerwali parkiet, zeszlifowali wylewkę, dziś mieli zacząć układać. Trzy kartony pyłu.

 Ponieważ ze względów technicznych (musimy nieprawdaż gdzieś mieszkać) parkiet musi być przekładany etapami, a poza tym swoje musi odleżeć przed lakierowaniem, remont się rozciągnie w czasie.

 Oczywiście nie muszę dodawać, że termin oddania mojej fuchy jest tuż-tuż, a mężu ma tydzień w rozjazdach. Na zasadzie prawa Murphiego.

 Życzcie mi wytwałości! ;-)

18:30, nie_taka_zla
Link Komentarze (10) »
piątek, 25 czerwca 2010

 Duża drogeria. Sieciowa (nikt nie wie, o którą chodzi ;-)).

Regał przed kasą. Sporych rozmiarów. Na regale - prezerwatywy, prezerwatywy, prezerwatywy, prezerwatywy... testy ciążowe.

09:28, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
środa, 23 czerwca 2010

Taką będzie miał Młodszy średnią na świadectwie. W pierwszej klasie liceum.

Donosi dumna matka ;-)

14:23, nie_taka_zla
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 21 czerwca 2010

Niektórym nie trzeba chować. Córka (która bynajmniej nie jest babcią) przyjechała między innymi zagłosować. Już lokalu wyborczym okazało się, że zapomniała dowodu. Usprawiedliwia ją jedynie to (częściowo, częściowo), że w sobotę była na weselu.

09:21, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
sobota, 19 czerwca 2010

 Zdecydowanie mam za mało pracy w pracy (albo roboty w robocie), pracy domowej i fuchy.

 Konieczny był jeszcze zakup 12 kg truskawek i zrobienie z nich przetworów (na zimę) oraz muffinek (na dziś i ma nadzieję - na jutro).

 Taaak, to była kwestia dziejowej wręcz  konieczności ;-)

23:22, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 czerwca 2010

  Ani w mojej, ani w męża rodzinie nie było tradycji jedzenia chłodników, a więc i ja nigdy ich nie robiłam (czym skorupka, nieprawdaż, za młodu...). Ale, że podobno wszystkiego w życiu trzeba spróbować, choć może z tym wszystkim to może przesada; w każdym razie postanowiłam zadebiutować chłodnikiem z botwinki. Przeczytałam parę przepisów, wyciągnęłam średnią i przystąpiłam do dzieła.

 Bardzo nam smakował i wejdzie do stałego repertuaru kulinarnego.

 Pierwszy raz też usłyszałam od Młodszego, że on czegoś chce z ubrania. Do tej pory było tak, że ostatecznie, jak bardzo chciałam, mogłam mu coś kupć, pod warunkiem, że poprzedni ubiór czy buty absolutnie nie nadawały się już do noszenia. Tym razem sugestia zakupów wyszła od niego, kułam więc żelazo póki gorące i nazajutrz rankiem wyruszyliśmy na zakupy. On nie tylko chciał takiego a nie innego rodzaju spodenek i koszuli, on chciał ich bardzo. Nie mogłam wyjść z zadziwienia. Nie, nie cenami, nie zrujnował mnie. Wyczuciem stylu.

 Doceniłam to, kiedy po przyjsciu do domu uzupełnił strój okularami przeciwsłonecznymi i słomkowym kapeluszem typu borsalino.

 No, no, no, kto by pomyślał - mój mały syneczek ;-) ma taki gust?

poniedziałek, 14 czerwca 2010

temperatury są ogromne. W sobotę serwowałam chłodnik, dziś przydałaby się zawiesista grochówka.

20:49, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 czerwca 2010

 Ogórki zakiszone rano można już jeść, ubranie wyprane i rozwieszone dwie godziny temu można już ubrać.

19:05, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 czerwca 2010

 Z moją fuchą jest jak zwykle. Popadam z jednej skrajności w drugą. Od paniki - roboty od groma, nie zdażę, zawalę termin, idę się pociąć; do euforii - eee, no prościzna, świetnie mi idzie, zdążę przed czasem :-).

 Dziś jestem na górce. Zobaczymy za parę dni.

13:31, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 czerwca 2010

 Chciałam wyzwania, fuchy, dodatkowych pieniędzy, no mam. W nadmiarze nawet. Nadmiar dotyczy dwóch pierwszych spraw ;-). Co do pieniędzy, to zobaczymy. W każdym razie roboty od groma w piekielnie krótkim terminie. Do końca czerwca podejrzewam, że nie będę wiedziała, jak się nazywam. A w lipcu płynnie przejdę do remontu. Ha! sama chciałam!

17:52, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2