Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
sobota, 30 czerwca 2007

 Zjechana jestem dziś jak dorożkarski koń.

Zaczęło się wczoraj, kiedy Młodszy przywiózł z działki od Prawie_zięcia dwa wiaderka wiśni. Zagoniłam do drylowania towarzystwo tzn. dzieci, bo mąż na targach. Kiedy skończyliśmy, nie miałam już siły się na przetwórstwo, zostały w lodówce do dziś.

 Dziś natomiast skoro świt wyruszylismy na zakupy, bo dostałam premię, za którą postanowiłam ubrać nieco dzieci i się, co nie jest łatwe, bo wszyscy jak jeden mąż grymaśni, a Młodszy dodatkowo "przecież niczego nie potrzebuje". On najchętniej chodziłby na okrągło w dwóch podkoszulkach (czarnych), spodniach od dresu i adidasach. W świątek i piątek. Zakupy dla niego to dopust boży i strata czasu, który lepiej poświęcić na grę, czyż nie?

 Tak więc po wmuszeniu w Młodszego spodni krótkich i długich (niedresowych) i podkoszulka (kolorowego), został on oddelegowany do domu i zostałyśmy ze Starszą na placu boju. Oj, ciężki to był bój, ciężki. Ale zwycięski! Przynajmniej częściowo. Starsza jest posiadaczką sukienki, spódnicy oraz dwóch bluzek. Ja zadowoliłam się polarem. No ja doprawdy nie rozumiem, jak to jest. Kiedyś wszystkie ubrania były na mnie za luźne, a teraz wszystki są za ciasne. Jak oni teraz szyją? ;-)

 Potem szybki obiadek i wyprawa z Młodszym na festyn lotniczy, na który mieliśmy darmowe wejściówki (gdyby nie to, trzeba by bulić za wejście). Festyn zresztą towarzyszył nam od rana, co jakiś czas przelatywały nam nad głowami z hukiem samoloty i helikoptery. W sumie impreza ciekawa dla pasjonatów. Ja robiłam za osobę towarzyszącą, Młodszy oglądał i słuchał prowadzącego, który opowiadał o samolotach barwnie, ze znawstwem, umieszczając każdy samolot na tle historyczno-politycznym.

 Po powrocie z festynu czas na  ...odpoczynek? O nie, nie! A wiśnie?! Wiśnie? no dobrze, ale choć na chwileczkę, choć na momencik ... Zmorzył mnie sen. I dobrze, bo przestała mnie boleć głowa, a i nogi nieco odpoczęły. Spuchły mi w kostkach jak banie :-(

 Zmęczyłam i wiśnie. A teraz czas na fuchę.

No to let's go, jak mawiali starożyni rzymianie ;-)

 

22:33, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 czerwca 2007

  ... powiadasz Wanilko? Skoro zostałam wywołana do tablicy (w wakacje? oj nieładnie, nieładnie), niech i tak będzie.

 Moja torebka jest czarna, żeby była "praktyczna i do wszystkiego pasowała". Jak się nie ma co sie lubi, to się lubi co się ma, nieprawdaż?

 Torebka ma kieszonkę oraz dwie przegródki.

 W kieszonce mieszczą się: kredka do oczu biała, czarna i granatowa, tusz do rzęs czarny i granatowy, cień w kolorze zgaszonej zieleni, dwa błyszczyki do ust i dwa długopisy. Wszystkie kosmetyki są mało używane, kupuję je od czasu do czasu z myślą, że moje czterdziesci dwa lata to odpowiedni wiek do codziennego najlżejszego choćby makijażu. Czasem nawet udaje mi się pamiętać o tym parę dni.

 Kieszonka załatwiona. Przechodzimy do przegródki pierwszej, nazwijmy ją prywatną. Jej zawartość to portfel (czasem pusty, nie licząc karty bankomatowej, biletów, paragonów i wydruków z bankomatu; ale wszystko w odpowiednich przegródkach), klucze do mieszkania mojego, klucze do mieszkania mamy, komórka, grzebień, zdezelowane lusterko, tubka maści tormentiol oraz dwa kasztany. Do kasztanów mam słabość. Jesienią nie mogę przejść obojętnie obok nich, gdy leżą sobie w trawie, na chodniku czy ulicy i cieszą oko piękną barwą, kszałtem i blaskiem. Zbieram namiętnie w drodze do pracy, do sklepu, na spacerze. Obdarowuję potem nimi kogo popadnie. Kasztany mają w sobie jakąś tajemną moc.

 Ale miało być o torebce. Druga przegródka jest urzędowo-oficjalna. Mam w niej dowód, legitymację ubezpieczeniową swoją i rodzinną, książeczki zdrowia dzieci, bilet miesięczny i  kalendarz z notesem.

 Nie wiem doprawdy, dlaczego ta torebka jest taka ciężka ;-)

09:38, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
środa, 27 czerwca 2007

 Czegoś mi wyraźnie dzisiaj było brak, czegoś mi się chciało, ale nie wiedziałam, czego. I w ogóle nie do życia byłam.

 W ramach pocieszania się poszłam więc do drogerii i zakupiłam lakier do paznokci. Wersja mini, pewnie i tak zamieni się w kamień, zanim zdążę zużyć. Lakier został od razu przetestowany, tzn. położony na paznokciach, przy czym okazało się, że kolor jest jakiś nie tego. Myślałam o czymś wystrzałowym, a kupiłam nie rzucający się w oczy ... blee

 Po relaksującej czynności upiększania się, z niedoschniętym lakierem zaczęłam myć naczynia. Ja to jednak nie mam dobrze w głowie.

23:08, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »

   A mówiąc dokładniej, narysowała. A potem panowie na wytwórni wykonali, a potem panowie na budowie zmontowali. A potem będzie się tu produkowac i magazynować. Co? Wiem, ale nie powiem ;-)

  Prawda, że ładne? ;-)

13:27, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (5) »
wtorek, 26 czerwca 2007

 Komputera w domu znowu brak, poszedł do serwisu.

 Sielanka obecna, w stanie rozkwitu. Gdyby nie kłopoty finansowe, które wiszą nad głową, byłby prawie raj.

 Mąż kończy pracę na czas określony, innej brak. Jak się ma pięćdziesiąt lat, nie jest łatwo coś znaleźć.

09:57, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 czerwca 2007

 Trochę dramatycznie zabrzmiał poprzedni wpis. Chyba.

 Nie jest aż tak tragicznie, a nawet przewiduję powrót sielanki.

 Wszyscy, którzy nas znają, a nawet nasze osobiste dziecko, które zna nas na codzień " od podszewki", twierdzą, że jesteśmy dobrym małżeństwem.

 Zależy co dla kogoś znaczy "dobre". Jeżeli "dobre" znaczy takie, w którym wciąż są emocje, to i owszem ;-) 

 Czasem myślę, że on jest najlepszym (prawie) mężem na świecie, a czasem mam ochotę udusić go gołymi rękami.

 A dodam jeszcze Wysoki Sądzie, że ja niespotykanie spokojny człowiek jestem.

22:42, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (2) »

 roku szkolnego, ja też musze pochwalić się wynikami Młodszego. Swiadectwo z paskiem, czwórka tylko z muzyki i fizyki.

 Starsza też zakończyła rok akademicki, wczoraj miała ostatni egzamin, wyniki w czwartek, ale jest z siebie zadowolona.

 I tak się zastanawiam, czy nie jest to także koniec mojego małżeństwa. Jak zajdzie się za daleko, czasem trudno wrócić.

12:23, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 czerwca 2007

 Pokłóciłam się wczoraj z mężem. Dziś nadal byłam na niego wściekła. Na tę okoliczność bardzo dokładnie posprzatałam kuchnię. I łazienkę.

 Moja koleżnka w takich wypadkach robi pranie. Ręczne.

 Hmm... a gdyby tak nad rzeką? Kijanką? Muszę to przemyśleć.

 Tylko gdzie tu znaleźć rzekę z wodą , z której wyciągnęło by się pranie nie brudniesze niż przed tą operacją?

15:57, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
środa, 20 czerwca 2007

     Czytuję sobie czasem blogi na chybił-trafił. Ostatnio uderzyło mnie przekonanie, wyrażone na kilku z nich, że zamążpójście rozwiąże życiowe problemy, pomoże uwolnić się od rodziców, zdejmie z barków odpowiedzialność za życie, oddali konieczność załatwiania codziennych spraw.

  I muszę to napisać z wyżyn mojego czterdziestodwuletniego doświadczenia życiowego i rozlicznych obserwacji, że to nie tak.

  Jeżeli nie masz zdrowych relacji z rodzicami, nie wychodź za mąż  z nadzieją, że mąż "im pokaże", że zmusi ich do okazywania Ci szacunku. Jeżeli nie potrafisz tego wymóc na nich sama, mąż Ci nie pomoże. Wniesiesz mu w wianie Twoje konflikty. A pamiętaj, że on również ma rodzinę. Chciałabyś być narzędziem do załatwiania jego porachunków z rodzicami?

 Jeżeli nie odcięłaś pępowiny, nie licz na to, że on to zrobi. Jeżeli on stanie między Tobą a rodzicami, prędzej czy później będziesz miała mu to za złe. Musisz odciąć się sama, albo będziesz miotać się między nimi, z wiecznym poczuciem winy, że nie spełniasz oczekiwań żadnej ze stron. Najgorzej na tym wyjdziesz Ty.

  Mąż nie uwolni Cię od problemów. W każdym razie nie od wszystkich. Zgoda, niektóre sprawy lepiej załatwi facet niż kobieta. Ale na pewno nie wszystkie.

 Mąż wejdzie w Twoje życie ze swoimi zaletami, ale także z wadami, przywarami, nawykami. Uwolni Cię od niektórych problemów, ale wniesie nowe. Będzie być może cudownym kompanem, ale będzie miewał humory, będzie umierał na katar i rozrzucał skarpetki i nie zawsze będzie chciał wyjść wtedy, gdy będziesz miała na to ochotę.

 Małżeństwo to nie różowy cukiereczek, mąż to nie "lek na całe zło", nie zmieni Twojego życia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w bajkę.

  Jeżeli tego nie wiesz, nie wychodź za mąż.

09:02, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (9) »
wtorek, 19 czerwca 2007
   ... zaduch, upał i smród lakieru czy też innego rozpuszczalnika za oknem chyba rozpuściły mi mózg. Liczę na kalkulatorze, ile jest 220x1. Nie jest dobrze. Ratunku!
15:18, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2