Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
piątek, 30 czerwca 2006

  Nie mam czasu ostatnio na czytanie. Ale o rozwój intelektualny dbać należy, czyż nie? W związku z tym, skoro nie mam na teatr i kino, to chociaż czytać trzeba, póki jeszcze biblioteki publiczne są dostępne za darmo.

 Udałam się zatem do rzeczonej i pożyczłam książki. Cienkie, bo patrz pierwsze zdanie ;-) i polskie, bo  "teraz Polska".

Andrzej Stasiuk "Mury Hebronu"

 Zaczęłam czytać ... i porzuciłam, i znowu zaczęłam i porzuciłam, i znowu ... i wciagnęło mnie.

 Zbiór opowiadań "spod więziennej celi". Jedenaście krótkich i jedno dłuższe. O ile krótkie są jak flesz, jak krótki snop światła na codzienność więzienną, o tyle długie to spowiedź życia, snuta przez "bywalca" nowicjuszowi. Przesiąknięta jest wulgaryzmami, przemocą, okrucieństwem, ale i bólem. Recydywista tłumaczy młodemu prawa więzienia, gdzie "albo ty ich, albo oni ciebie", nie ma miejsca na litość. Kto ją okazuje, jest słaby, a słaby nie ma szans. Czy więzień nie czuje czasem współczucia dla tych, których poniża podług zasad więziennej subkultury? Owszem, czuje, ale głęboko to skrywa.

 Inny świat. Jedyne, co mnie raziło, to język. Ale przy takim temacie trudno o inny, jeżeli ma książka ma być prawdziwa.

  Jestem uczulona.

 Na nachalną patetyczno-patriotyczną propagandę w głupich amerykańskich filmach. Taką, co to wiecie, trup ściele się gęsto, apokalipsa wisi w powietrzu, ale bohater nie zważa na to, wraca pod wściekłym obstrzałem po łopocącą na wietrze flagę. Jak widzę takie sceny, mam mdłości.

 -Ciekawe, czy gdyby to był polski film i polska flaga też bym tak reagowała?- zapytałam retorycznie męża.

 Nie wiedział. Ja też nie wiem.

19:49, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 czerwca 2006

  Dziś był mój szczęśliwy dzień. Badanie mamy wyszło dobrze, Starsza zdała na 4,5, kupiłam sobie buty. Starsza pisała w swojej szczęsłiwej sali. Wszystkie egzaminy, które tam pisała, były oceniane na 4,5.

Cieszę się jak nie wiem co ze wszystkich tych powodów, adekwatnie do ich ważności.

I to by było na tyle w kwestii plusów.

 Teraz minusy. Jestem wykończona. Oprócz nerwów na badaniu, dobiły mnie dziś nogi. Bolą mnie tak, że zaraz się położę i będę płakać. Dziś bolą mnie nie tylko stopy, ale całe nogi od pośladka zaczynając, a kostki i stopy są spuchnięte tak, że wyglądaja jak baryłki.

 Nie, nie można tego leczyć - uprzedzam pocieszenia. Jedyna rada na to  noszenie specjalnych uciskowych pończoch, które wyglądają ohydnie, ale pomijając względy estetyczne, one są dobre na jesień i zimę, a nie na takie upały.

 Idę płakać.

21:08, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (6) »
wtorek, 27 czerwca 2006

-Nie umiem nawet połowy - powiedziała Starsza. Jutro ma egzamin.

-Spójrz na to z innej perspektywy. Umiesz prawie połowę - odpowiedziała jej matka.

 O tym, że prawie robi różnicę, matka taktownie nie wspomniała.

22:49, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 czerwca 2006

 ...też jest gorąco.

 Ale tam jest gorąco INACZEJ...

17:42, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (6) »
sobota, 24 czerwca 2006

   Mieliśmy kiedyś znajomych, z którymi utrzymywaliśmy bliski kontakt. Później  się z różnych powodów stosunki się ochłodziły, ale ja nie o tem.

 Facet jak facet, ani z niego nie był Belmondo, ani Qasimodo, przeciętna uroda, przeciętna inteligencja, przeciętny dowcip. Kiedy był sam, można było z nim porozmawiać. Za to, kiedy miał gości - czytaj widownię - zaczynało się przedstawienie. Sadzał swój  - przepraszam - tłusty tyłek na fotelu i ...

-Ankaa! podaj cukier!

-Ankaa! keczup się skończył!

-Ankaa! młody chce pić!

 I tak jeszcze parę razy. Nie mogła usiąść na chwilę. Nie muszę mówić, że drażniło mnie to bardzo. Skomentowałam parę razy jego nieruchawość, nawet mój mąż, jako facet nie poczuwał się do męskiej solidarności i zwrócił mu parę razy uwagę. W końcu zbuntowała się i rzeczona Anka, co jej mąż ze złością podsumował :

- Widzę, że nie_taka_zła cię znów podbuntowała!

 W tym momencie obiecałam sobie trzymać buzię na kłódkę. Nie chciałam  być powodem rozbicia małżeństwa. W końcu to nie moja broszka, skoro jej odpowiada takie traktowanie, to jej sprawa.

 A małżeństwo i tak się rozpadło. Jakiś czas później Anka spakowała jego rzeczy i wystawiła go z reklamówką za drzwi. Mieszkanie na szczęście jest jej. Rozwiodła się z nim szybko i bez zbędnych korowodów. Długi już spłaciła.

A on wrócił sobie do mamusi. Teraz nią dyryguje.

piątek, 23 czerwca 2006

  Na niektóre rzeczy jestem uczulona. Z tego powodu irytuje mnie to, o czym pisałam wcześniej, że D. nieustannie powołuje się na swego męża. Jest dla niej najwyższym autorytetem w każdej dziedzinie.

 I zaczęłam się zastanawiać - a może to ze mną coś jest nie tak? Może tak właśnie trzeba?

 Jednak nie, każdy z nas jest w czymś dobry, każdy ma jakąś dziedzinę, w której trudno go zagiąć. To może być motoryzacja, dzieje dynastii Jagiellonów, moda czy choćby wypieki. Ale nie można być dobrym we wszystkim.

 Dlatego dla mnie mój osobisty mąż jest wyrocznią w paru dziedzinach. W innych jestem wyrocznią sama dla siebie. Trochę czasu mi zajęło, zanim zrozumiałam, że trafniej oceniam sytuacje i ludzi, podejmuję lepsze decyzje. Zanim do tego doszłam, zdawałam się na niego, pozwalałam mu decydować o wszystkim. Teraz jeżeli uważam, że ja mam rację, robię to, co uważam za stosowne, nawet jeśli prowadzi to do kłótni. Albo, jeżeli wiem, że on będzie miał odmienne od mojego zdanie ( w końcu znamy się przecież jak łyse konie), robię swoje. On dowiaduje się w stosownym czasie ;-)

Jestem okropna, wiem. Żona, która drobnym kroczkiem, ze spuszczoną głową drepcze za mężem, to nie ja. 

 Mam nadzieję, że D. też się wyzwoli spod przemożnego wpływu męża. Czasem aż mnie język świerzbi, żeby powiedzieć jej - zrób tak i tak, powiedz mu to i to. Powstrzymuję się jednak, musi dojrzeć do tego sama.

23:01, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (5) »
czwartek, 22 czerwca 2006

 Kto zamawiał taką pogodę?! Nawet teraz, o północy jest gorąco!

Halo, pani naturo, tu mamy klimat umiarkowany! U-MIAR-KO-WA-NY

23:39, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (5) »
środa, 21 czerwca 2006

  Mój balkon wychodzi na ogródek zabaw, które są w Krakowie nazywane jordanowskimi od nazwiska ich propagatora dr Henryka Jordana. Ogródek jest rozległy, z huśtawkami, ślizgawkami, karuzelą, piaskownicą, stołem do ping-ponga i do szachów/warcabów oraz dwoma boiskami, a więc full wypas. Kiedyś było w nim dużo ławek,teraz jak na lekarstwo, nieraz rodzice czy dziadkowie nie mają gdzie usiąść. Za ogródkiem, pełnym również zieleni jest jeszcze skwerek. Jeżeli ktoś bardzo się uprze i patrzy w dobrym kierunku, widzi tylko drzewa ;-)

 Wieczorem, kiedy dzieci zostaną zagonione do domu (Kaaamila, Maaarek itp. do dooomu. Jeszcze troszkę mamo! Do domu mówię! Jeszcze troszeczkę! To samo mówiłeś przed chwilą! ) a młodzież nie szumi (albo szumi gdzie indziej) jest naprawdę cicho i przyjemnie. Nie to, co dawniej, kiedy nie otwierało się balkonu z powodu pisku i hałasu czynionego przez wspomniane dzieci.

 Kiedy Starsza była mała, wokół było tyle dzieciarni, że w ogródku zabaw było gęsto, dzieć na dzieciu. Do huśtawki czy zjeżdżalni czekało się w kolejce. Tak amo było, kiedy ja byłam dzieckiem. Przepychaliśmy się, chłopaki straszyły : jak mnie nie przepuścisz, ściągnę ci majtki, więc niektóre dziewczyny z piskiem i świętym oburzeniem ich wpuszczały, a te, które miały starszych braci straszyły, że im powiedzą i bracia "im pokażą".

 Teraz ogródek, który mamy przed blokiem w porównaniu z dawnymi czasy jest prawie pusty, trawa ma się dobrze aż do jesieni, nie tak jak kiedyś, gdy w połowie wakacji zamieniała się w klepisko.

20:00, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 19 czerwca 2006

  ...balkon. Siedzę sobie z mężem w porze późnowieczornej, kiedy skwar już minął, ale jest jeszcze ciepło i przyjemnie. Pijemy sobie kryminalną (niezdrową, bo gazowaną, ale taką lubimy) z plasterkiem cytryny. Niebo gwiaździste nad nami, spokój wokół nas. I wyjątkowo w tym roku dużo własnoręcznie wyhodowanych z nasionek kwiatów.

 Gdybyśmy byli za miastem, pachniało by siano i grały by świerszcze...

 Oprócz błęęękitnego nieba...

22:38, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4