Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
czwartek, 28 maja 2009

  Jak to dobrze, że ja nie muszę uczestniczyć w takich spotkaniach! Ja tu panie jestem od mrówczej roboty, od spraw oficjalno-formalnych są inni. Czasem jednak pada i na mnie.

 Człowiek ma do zadania trzy pytania, dwie sprawy do wyjaśnienia, pieć zdań na krzyż do powiedzenia, ale trzeba swoje odsiedzieć, wysłuchać o tysiącach problemów, które owszem, pośrednio go dotyczą, ale nie mają dla niego fundamentalnego znaczenia. Pojawia się jeszcze setka wątków pobocznych, a odpowiedzi na najważniejsze pytania nie ma. I nie kto na nie odpowiedzieć, i nie ma osoby, która podejmie decyzję. Więc się uczestniczy w naradzie, czas ucieka, robota w polu, terminy nieubłagalnie się zbliżają...

 Choć z drugiej strony dobrze jest czasem wyjść ze swojego pracowego grajdołka i zobaczyć, jak się panie w wielkim świecie pracuje.

20:27, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 maja 2009

  ... mówi staropolskie przysłowie.

  Tak jak Iksinska nie lubię niezapowiedzinych wizyt. Gustowała w nich zwłaszcza moja bratowa. Oczywiście przychodziła wtedy, gdy w domu była sodoma i gomora, lodówka ziała pustką, w domu nie uświadczyło się kawałeczka ciasta czy choćby herbatniczka i nie można było cichcem wysłać dziecka do sklepu naprzeciw, bo nie było z czym. W sensie że gotówki było brak. Bo było parę takich lat, gdy było naprawdę ciężko i zastanawiałam się dwa razy, zanim wydałam złotówkę.

 Parę razy wspomniałam w jej obecności o tym, że telefon służy do porozumiewania się, a ludzie mogą mieć różne plany i niekoniecznie muszą siedzieć w domu i czekać na wizyty. Odniosło to skutek o tyle, że teraz dzwonią. Piszę dzwonią, bo bratowa przychodziła nie sama, bo z córką, a jak z córką to i z wnukami. Ot, taki rodzinny pakiet.

 Mój sukces jest połowiczny, bo zwykle dzwonią z tekstem "bo ja właśnie jestem niedaleko i czy mogę przyjść". No i co ja mam odpowiedzieć, jak dzwonią na domowy telefon, więc znaczy się, jesteśmy? Mam wtedy choć tyle czasu, by upchnąć po kątach bałagan i skoczyć po mineralną ;-) I żeby nie było - ja je lubię. Ale jak siedzimy w bałaganie, nie czuję się komfortowo.

 Ponieważ najlepszą obroną jest atak, więc prewencyjnie zaprosiłam je na niedzielę. Rozwinęłam się kulinarnie (wreszcie, wreszcie, bo nie miałam ostatnio natchnienia) i zaserwowałam farszaki.  

Faszaki po wyciagnieciu z pieca (po niektórych zostało już tylko wspomnienie) i już na półmisku.

 Farszaki zobaczyłam u Darii. Są pysznie i "nieoklepane", polecam. Do kompletu rolada serowa. Pierwszy raz roladę serową zrobiłam na trzecie urodziny córki, czyli już ... 20 lat temu. Rolada serowa zyskała moją sympatię tak dalece, że stała się moim imprezowym znakiem rozpoznawczym. Robiłam ją tak często, aż mi się znudziła. A skoro znudziła się mnie, to i pewnie gościom - pomyślałam. I przestałam ją robić. Upomniała się o nią niedawno bratanica.

 Mówisz - masz! Oto i ona!

09:08, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
niedziela, 24 maja 2009

klik

 ... no matko, dwie lampki i wina taki efekt?!

Stanowczo brak mi treningu ;-)

20:18, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 maja 2009
                  
                                           
                       Satyra na bożą krówkę
                              Po cholerę toto żyje? 
                             Trudno powiedzieć, czy ma szyję,
                             a bez szyi komu się przyda?

      Pachnie toto jak dno beczki,
      jakieś nóżki, jakieś kropeczki -
      ohyda.

      Człowiek zajęty niesłychanie,
      a toto proszę, lezie po ścianie
      i rozprasza uwagę człowieka;

      bo człowiek chciałby się skoncentrować,
      a ot bożą krówkę obserwować musi,
      a czas ucieka.

      A secundo, szanowne panie,
      jakim prawem w zimie na ścianie?!
      Co innego latem, gdy kwitnie ogórek!
      Bo latem to co innego:
      każdy owad może tentego
      i w ogóle.

      Więc upraszam entomologów,
      czyli badaczy owadzich nogów,
      by się na tę sprawę rzucili z szałem.

                  Konstanty Ildefons Gałczyński

11:41, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 maja 2009

Do akacji

W tobie, biała, pachnąca akacjo,

Wszystko jest prowokacją.

                            Jan Sztudynger

11:37, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
wtorek, 19 maja 2009

  Od jakiegoś czasu czuję zew. Wyruszam więc na łowy, wiedziona ekhem  ekhem pierwotnym instynktem, właściwym głównie kobietom. Słyszę głosy ;-), one mówią "nie masz co na siebie włożyć". Głosy nie kłamią.

 Nawiedzam więc różne przybytki z przyodziewkiem. Z marnym skutkiem, niestety. Nie gustuję w bluzkach, które przywodzą mi na myśl twórczość Boya  (" Miała w uszach wielki topaz/ I była wycięta po pas"). Czyżby było to świadome działanie inspirowane słynną polityką prorodzinną? że to niby sprzyja większemu przyrostowi naturalnemu?!

 ***


  Gdzieś czytałam o sztuczkach, jakie stosują sklepy, by zwiększyć sprzedaż. Miały to być między innymi przyjemna muzyczka, łagodne światło i wyszczuplające lustra.

 Stwierdzam z przykrością, że zgadza się tylko pierwszy punkt, mianowicie muzyczka. Światło jest ostre jak żyleta, bezlitośnie wydobywa najmniejszą nawet niedoskonałość skóry, cerę barwi na szaro, a oczy na czerwono, a lustra ... Cóż lustra są na pewno oszukańcze. Pogrubiają! 

09:24, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
niedziela, 17 maja 2009

Psychoterapia

Cały nasz dowcip polega na tym:

Wmówić pokrzywie, że jest pięknym kwiatem.

                                                                 Jan Sztaudynger

Ale czyż ona nie jest piękna?

22:02, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 maja 2009

   

  Podwójna, jak podwójna obietnica :o) 

  Uprzedzałam, że będę katować ;-)

23:08, nie_taka_zla
Link Komentarze (8) »

 Zaniedbałam ostatnio kategorię "lektury nieobowiązkowe". Nie znaczy to, że popadłam we wtórny analfabetyzm, o nie! Podnoszę statystyki czytelnictwa czytając średnio dwie książki na miesiąc ;-)

 Co ostatnio było na tapecie? - parę książek Gretkowskiej. Dobrze się czyta, choć wiekopomne arcydzieła to nie są. Przeczytałam też "Rubio" Wharton'a, bo ktoś wyraził zdanie, że to jego najlepsza książka. No cóż, dla mnie najlepsza jest "W księżycową jasną noc", "Stado" i "Ptasiek". "Rubio", a właściwie jego główny bohater mnie zdenerwował. Była też "Gra anioła" Zafona. O ile pierwszą częścią, "Cieniem wiatru" była oczarowana,  o tyle druga mnie rozczarowała. Za dużo w niej było, wprowadzanych na siłę udziwnień. Nie udało się zachować klimatu "Cienia".

 Powybrzydzałam, więc teraz o tym, co mi się spodobało.

 Olga Tokarczuk "Gra na wielu bębenkach" zbiór opowiadań.

 Opowiadania ze spostrzeżeniami prawdziwymi aż do bólu, ze zdaniami, które powodują, że człowiek myśli o przecież o mnie, ja tak czułam , ja tak myślałam. Są książki płaskie jak stół, a są też inne, wielowarstwowe, gdzie jedno zdanie pociąga za sobą nastepne i następne i ma się wrażenie, że ta nitka, która miała rozwijać się prosto i niespiesznie, pląta się, biegnie w zupełnie nieoczekiwanym kierunku, wraca, znów biegnie w bok.

 

czwartek, 07 maja 2009

  W odniesieniu do aktualnej sytuacji należałoby powiedzieć "nie przenoście nam obchodów do Krakowa".

 Przy całym szacunku dla historycznego znaczenia królewskiego miasta Krakowa, należy oddać cesarzowi co cesarskie, a raczej Gdańskowi to co Gdańskie. 

 I nie zgadzam się na zawłaszczanie przez związki pomnika Poległych Stoczniowców i legendy pierwszej Solidarności.

 
1 , 2