Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
sobota, 31 maja 2008

 Finiszuję z fuchą. Z przerażeniem patrzę na zegarek.

-Ja się chyba zabiję! Już dziewiąta - jęczę.

-I co z tego, że dziewiąta? - pyta mąż.

-Jak to co? Czas ucieka, a do końca jeszcze daleko.

-Jak się zabijesz, to nie skończysz - zauważa on.

No bardzo, kurczę śmieszne. Bardzo.

Żem się obśmiała jak norka.

 ;-)

21:21, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
piątek, 30 maja 2008

  Jak tu nie myśleć o diecie, kiedy pracuje się prawie wyłącznie z kobietami, a każda z nich się odchudza. Przy czym tylko niektóre z nich - w tym zdecydowanie ja, co muszę krytycznie przyznać- naprawdę tego potrzebują.

 I choć z założenia jestem przeciwna farmakologicznym sposobom, tym razem się złamałam i kupiłam L-karytyninę. Producent zapewnia, że wspomaga odchudzanie, przyspiesza spalanie tkanki tłuszczowej, zmniejsza łaknienie i zapotrzebowanie na cukier, przyspiesza przemianę materii i zwiększa wydolność i aktywność organizmu. Hmmm... no zobaczymy. Zwłaszcza to ostatnie by się przydało.

 A jeżeli chodzi o odchudzanie, to wiem, że w moim przypadku wystarczyłyby regularne ćwiczenia. Ale skoro zabrakło samodyscypliny ( bo tłumaczenie się brakiem czasu i zmęczeniem to mydlenie oczu), to trzeba się wspomóc chemią :-(

20:32, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
czwartek, 29 maja 2008

 

 Dlaczego kiedy człowiek podejmie decyzję o stosowaniu diety robi się  zaraz, natychmiast, w tej samej sekundzie  głodny i myśli tylko o jedzeniu ?!

17:23, nie_taka_zla
Link Komentarze (7) »
środa, 28 maja 2008

 Dlaczego wtedy, gdy jest dużo pracy, czas pędzi jak szalony, a robota sprawia wrażenie, że stoi w miejscu? - to jedna z niewyjaśnionych tajemnic wszechświata.

09:21, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 maja 2008

-pyta Iksińska - gdzie to nam koleżankę wywiało na tydzień?

 No to koleżanka melduje, że od poniedziałku do środy pracowała, wizytowała, fuchowała i takie tam. I nie miała już czasu ani sił, żeby blogować.

 W czwartek zasię koleżanka pojechała do siostry, gdzie przebywała do niedzieli. I gdzie również fuchowała, ale i udzielała się towarzysko, gdyż szwagrostwo zostali również nawiedzeni przez:

1. siostrę szwagra i dwoje jej znajomych ze Szwajcarii, gdzie pracuje

2. wujka i ciotkę szwagra ze Złotoryi

3. kolegów siostry z rodzinami z jej ostatniej pracy

4. koleżanki siostry wraz z pociechami z zajęć muzycznych dla maluchów

5. sąsiadkę z miejscowości, gdzie mieszkają, również z pociechą

 Oczywiście nie byli wszyscy naraz, ale zamieszanie i tak było spore.

 A ja notuję totalny spadek formy. Czuję się tak, jakby życie ze mnie uszło, wypluta z energii i wszelkiej radości. Się tak zastanawiam, czy ktoś mi czegoś nie dosypuje do jedzenia, bo jestem ciągle zmęczona i niewyspana.

 Przyglądnęłam się sobie tydzień temu w wielkim lustrze w salonie, w bezlitosnym, ostrym świetle. Patrzyła na mnie zmęczona kobieta. Podkrążone oczy, szara cera, włosy bez połysku... Tragedia w trzech aktach.

 Dosyć tego smęcenia. Uśmiechnij się, jutro będzie leepiej ...

 

08:51, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 maja 2008

11:34, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 maja 2008

  -Chcecie trawkę? - zapytała koleżanka, wchodząc do pokoju, co wzbudziło atak wesołości, wywołując oczywiście skojarzenia z paleniem, ale nie z zaciąganiem się.

 A pytanie było całkiem niewinne. Chodziło o roślinę doniczkową, zielistkę.

10:00, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
niedziela, 18 maja 2008
  Z mamą chyba lepiej (ale jeszcze nie całkiem dobrze), choć jeszcze dwa dni temu  myślałam inaczej. Oby nie wpadła teraz w fazę mani. Muszę porozmawiać z lekarzem.
19:09, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 maja 2008

Szanowna pani!


Pierwszy kontakt z Pani pracownią nie wypadł imponująco. Owszem suknie piękne, cena niska. Obsługa pozostawiała nieco do życzenia. Nie ukrywam, że zdecydowałam się na zamówienie sukni dla córki u Pani ze względu na niską cenę, oraz zapewnienie, że uszyje Pani każdą, dowolnie wybraną sukienkę z katalogu, internetu czy też ze zdjęcia. Zapewnienie takie znajduje się zresztą na pani reklamówce w wersji papierowej, jak i na stronie internetowej. Pani szorstki sposób bycia położyłam na karb przemęczenia pracą. Oczekiwałam, że w momencie zapłacenia zaliczki i omawiania konkretnego modelu poświęci nam Pani więcej czasu i uwagi. Tymczasem zachowywała się Pani tak, jakby klienci Pani przeszkadzali i zrobiła Pani wszystko, by nas zniechęcić do siebie.

 Skutecznie.
Przyznam, że nie przygotowana byłam na tak obcesowe traktowanie i w związku z tym nie zareagowałam od razu. Mówiąc kolokwialnie, odjęło mi mowę, że w SALONIE standart obsugi jest niższy niż w byle sklepiku.

 Przykro mi, doprawdy, że pracuje Pani od godz. 5 do 22, jak Pani w formie wyrzutu powiedziła, ale - Pani wybaczy - to Pani problem. Nie ośmielę się oczywiście Pani pouczać, ale jedna rada ciśnie się na usta, a raczej pod palce - może należy pomyśleć o podniesieniu cen lub ograniczeniu przyjmowanych zleceń?

 Na koniec życzyła nam Pani powodzenia. Nie odpowiedziałam, gdyż życzenia nie były szczere. Ja natomiast jak najbardziej szczerze życzę Pani, by praca nie była dla niej dopustem bożym, lecz by sprawiała radość i przynosiła satysfakcję oraz jak najwięcej ZADOWOLONYCH klientek.


Z poważaniem
tu moje nazwisko

PS.
1.Pan, z którym byłyśmy nie ma salonu ślubnego, a jego żona nic nie wie, jakoby posiadał narzeczoną.

2.Ten meil jest pierwszym przyjemnym i pierwszym nieprzyjemnym meilem, jaki do pani wysyłamy.

3.Żądanie, aby tkaninę na sukienkę wybrać na końcu (końcu czego?) uważam za kuriozalne.

 Taki sobie liścik naskrobałam. I wysłałam. Nie na darrmo jestem Skorpionem.

Gwoli wyjaśnienia - zarzuciła nam, że dostała nieprzyjemnego meila od pana z brodą, który z nami był, a który okazał się być właścielem salonu. Pan był z narzeczoną.

 W rzeczy samej, byłyśmy z panem z brodą oraz z jego bratanicą, przyszłą druhną.

Ciekawa sprawa, że to akurat pamiętała, podczas gdy chwilę wcześniej twierdziła, że ma tabuny klientek i nie jest w stanie ich zapamietać.

Wylałam żółć. Ulżyło mi.

  Plan był taki:

1.jedziemy do salonu ślubnego z wybranym modelem sukienki, pani przyjmuje zamówienie, mierzy Starszą, jest miło i przyjemnie, wychodzimy.

2.Starsza jedzie na uczelnię, a my z mężem na drugi koniec miasta do centrum handlowego, w którym to centrumie dokonujemy zakupu baterii łazienkowej, która jest w korzystnej cenie i ma dwa lata gwarancji. Bo nie pisałam, ale od tygodnia mam lekki rozpieprz w łazience.

3.jedziemy do deichmana po buty dla mnie, bo tam dają dwuletnią gwarancję.

 

Realizacja planu wygladała tak:

1.w rzeczonym salonie nie było miło. Odebraliśmy zaliczkę i pojechaliśmy na Długą. Mężowi się trafiła fucha. Musiał zadecydować, którą spośród dwóch sukienek wybieramy. Wybrał tę, która była moim, a w koncu i Starszej nr 1. Wykazał się cierpliwością, bo jednakowoż trzeba było nieco poczekać na przymierzalnię. W efekcie sukienka zamówiona. Droższa niż zakładałam. Ale cóż - zadowolenie dziecka - bezcenne.

2.w centrumie bateria tylko jedna jako ekspozycja. Ja chciałam kupić dwie, drugą dla mamy. Zawezwany pan przyniósł dwa pudełka. Przy kasie poprosiłam panią, żeby otworzyła pudełka. Okazało się, że słuchawka jest inna niż w pokazowym eksponacie i niż na zdęciu na pudełku. Po deliberacjach w dziale reklamacji ustaliliśmy (no dobrze, mąż ustalił, ja miałam dość wrażeń), że jeżeli dostana następną partię z lepszymi słuchawkami, to nam wymienią.

3.w deichmanie, jak przypuszczałam, butów dla mnie nie było. Nie to, że nic mi się nie podobało. Po prostu nie każdy obuw wejdzie na moje opuchnięte stopy. Dlatego kiedy ostatnio spotkałam pasujące sandały, nie namyślając się i nie deliberując, jak to mam w zwyczaju, natychmiast je kupiłam. Ale czółenek nadal nie mam.

 W centrum poszliśmy jeszcze do działu ogrodniczego, gdzie w ramach pocieszania się kupiłam malutkiego kaktusika, doniczkę i żółciusieńką konewkę.

 W domu mąż zamontował baterię (słuchawkę dokręcił ze starej), wniósł z Młodszym pralkę do łazienki, a ja wpadłam w pranio- i sprzątoszał, wszystko w ramach wyładowania złości na głupią babę. Ocknęłam się dopiero koło 20. I z marszu napisałam jej meila.

 Czasami człowiek musi.

Fucha nadal leży odłogiem.

22:20, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2