Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
wtorek, 31 maja 2005

  Kiedy bylam nastolatka, w mlodziezowej modzie obowiazywala moda na "wsciekle" kolory. Szczytem marzen kazdej (no prawie kazdej) dziewczyny byly ciuchy, które kolorystycznie upodobnilyby ja do papugi ary. Starsze panie z dezaprobata krecily glowami, ze zgroza mówily o guscie (lub jego braku) mlodych dziewczat.

 A poniewaz wszystko lubi sie powtarzac, choc nie doslownie, szalone kolory maja sie dobrze. Teraz odblaskowe seledyny juz nie bija po oczach, ale róze i blekity wrócily.

 Bylam z córka na zakupach na miejscowym bazarze. Króluja wspomniane róze i blekity. Na te kolory córka patrzy z obrzydzeniem. Wybrala sobie rybaczki w spokojnym kolorze khaki, sportowe sandaly w neutralnym kolorze skóry (za to pudelko dostala rózowiutkie) oraz szorty w kolorze ...wscieklego blekitu.

20:18, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 maja 2005

 W sobote powitalismy na tym najlepszym ze swiatow siostrzenice. Urodzila sie przez cesarskie ciecie. Siostra wiedziala o tym od dwóch tygodni. Pierwsze dziecko urodzilo sie takoz samo. No, nie chca sie jej dzieci obracac i juz. Siostra denerwowala sie, czy "dotrzyma" w calosci do wyznaczonego terminu, nie chciala rodzic w szpitalu powiatowym. W Krakowie byla umówiona na cesarke z lekarka, która ciela ja za pierwszym razem. Wiecie, psychologia. To bardzo wazne - miec zaufanie do lekarza.

 Witamy, kruszynko! 

23:09, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 maja 2005

 Niedawno obchodzone urodziny "naszego" Papieza przywolaly wspomnienie, ktore tu opisze.

 Podczas pierwszej pielgrzymki do Polski, w czerwcu 1979 roku Papiez odwiedzil Kraków. Chcial tez odwiedzic Nowa Hute, ale Mu nie pozwolono. Wladze zgodzily sie tylko na wizyte w klasztorze cytersów w Mogile. Wladze nie mogly tez pozwolic, aby Papiez przejechal przez Plac Centralny obok slawetnego pomnika Lenina. Jakze to, komunistyczne miasto mialoby wiwatowac na czesc katolickiego zwierzchnika? Co to  to nie. Wiec Papiez wyladowal helikopterem na plycie pobliskiego stadionu, ktory notabene powstal na terenach odebranych klasztorowi.

 Bylam na tym spotkaniu. Odbylo sie w klasztorych ogrodach (na codzien zamknietych). Byla masa ludzi. Szlismy na nogach, bo o dostaniu sie do autobusu miejskiego nie bylo mowy. Prawde mowiac nie pamietam, co mówil Papiez, pamietam tylko atmosfere. I powrót tez pieszo, a mój tata byl juz wtedy po wypadku w pracy, mial czesciowo amputowana stope, dla niego byla to z pewnoscia trudna droga (ok. 1,5 godziny). Uwage zwracali na siebie Meksykanczycy. W bogato haftowanych zlotem strojach i szerokich sombrerach. Szli z gitarami i z piesnia na ustach.

 Ale wlasciwie to nie o tym chcialam pisac, a o madrym ateiscie. Chodzilam wtedy do szkoly podstawowej. Dyrektor byl z wyksztalcenia historykiem, z przekonan ateista, z wyboru czy przymusu czlonkiem PZPR. W dniu wizyty Papieza w Krakowie szkoly byly nieczynne. Pare dni wczesniej, w dniu przylotu byla (jedna z nielicznych) bezposrednia transmisja telewizyjna. Nasz dyrektor zarzadzil przerwanie lekcji. Wszyscy zeszlismy sie na hol, gdzie odbywaly sie szkolne apele i tam, na przyniesionym telewizorze ogladalismy przylot i powitanie Ojca Swietego.

 Dyrektor chcial, by jego uczniowie mogli to zobaczyc. Docenil wielkosc chwili, wielkosc wydarzenia, wielkosc Karola Wojtyly w koncu. Wiedzial ,ze oto dzieje sie HISTORIA.

  W tym naszym skundlonym , jak mówia niektórzy, swiecie nie wszystkim ludziom udalo sie pozostac ludzmi. Mojej szefowej sie udalo. Z poczatku nie bylam zadowolona, ze trafilam do niej, bo równolegle inna kolezanka tez zakladala firme i zatrudnila dwie nasze wspolne kolezanki. Po czasie jednak okazalo sie, ze mialam szczescie, za które dziekuje Opatrznosci.

  Wszystkie pieniadze mam wyplacane, w odróznieniu od wyz.wym. kolezanek w terminie i  "na bialo" z odprowadzeniem wszelkich skladek. Szefowa powiedzila mi na poczatku naszej wspólpracy "na wyplate dla ciebie moge przeznaczyc tyle a tyle. Jezeli bede ci placicic wszystko oficjalnie, "na reke" dostaniesz tyle, jezeli czesc bedzie oficjalnie, a czesc nie-tyle". Wybralam pierwsza opcje. Nie wiem, co mnie w zyciu spotka, prawda? Kolezanki maja placone wg drugiej opcji, ale one nie mialy mozliwosci wyboru. Mniejsza pensja=mniejsze skladki=mniejsza emerytura i mniejsze chorobowe. Kiedy szefowa widzi, ze jestem chora "daje" mi "chorobowe, tzn. nie musze przynosic L4, a wyplaca mi za ten czas 100% pensji. Nie musze mówic, ze choruje badzo rzadko i krótko. Po prostu nie wypada inaczej. Nie jest zwolenniczka "siedzenia" w pracy, kiedy nie ma  zlecen, wychodze do domu wczesniej. Mam placone ( w odróznieniu od kolezanek) za wszystkie nadgodziny, a kiedy zdarza sie, ze mamy pilna robote, szefowa mówi"moge wziasc projekt, ale jest krotki termin, mozesz pracowac dluzej i w soboty? Jezeli zdazymy dostaniesz ekstra premie". W odróznieniu od kolezanek moja praca jest doceniana, szefowa pare razy  powiedzial mi, ze jest zadowolona z mojej pracy.  Kolezankom daje sie do zrozumienia, ze pracuja za malo i za wolno (co jest nieprawda, czesto zostawaly w pracy do pólnocy, nie dostajac za to ani dnia wolnego, ani pieniedzy, ani nawet dobrego slowa).

 Ostatnio, po wielu latach chudych cos drgnelo na rynku i zaczal sie wysyp projektow do zrobiena. Szefowa doszla do wniosku, ze we dwie, chocbysmy nie spaly i nie jadly nie jestesmy w stanie tego "przerobic". Zdecydowala sie zatrudnic jeszcze jedna osobe. Decyzja ta byla poprzedzona dlugimi rozmyslaniami i wahaniami. Bala sie, ze po trzech miesiacach (okres probny) hossa sie skonczy i bedzie zmuszona nowa pracownice zwolnic, a nie chcialaby zostawiac ja na lodzie. Duzo znacie pracodawców, którzy przejmuja sie losem swych pracowników?

09:55, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
 Dopadlo mnie. Jestem torurowana przez ból glowy , ucha, gardla i katar. Od srody wieczor. Torurtury nie pozwolily mi spac w nocy. Ale bylam po poludniu u mamy. Siostra przyslala kartke i dzwonila, a brat, no cóz szkoda mówic. Byla bardzo ucieszona i nawet dalo sie z nia porozmawiac. O czym donosi
09:21, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 maja 2005

  Mój dystanst wobec rozmowy meza byl ze wszech miar sluszny. Chca go zatrudnic natychmiast. Roztaczaja przed oczami miraze wysokich zarobków. Ofiara juz widzi sie z tymi grubymi milionami. Jest tylko maly szkopul. To ma byc "na razie" umowa o wspólprace. To znaczy trzeba miec zalozona dzialalnosc gospodarcza, wszystkie koszty sa po stronie "wspólpracownika", a zleceniodawca bedzie laskawie wyplacal prowizje.

 Jak pan przekroczy pulap tylu a tylu bedzie prowizja tyle procent, jak pan  przekroczy pulap tylu a tylu bedzie prowizja tyle procent, a jak pan  przekroczy pulap tylu a tylu to bedzie umowa o prace. Ciekawe, skoro to takie dochodowe jest, to czemu boja sie podjac ryzyko i dac od razu zatrudnienie?

 Cwaniaczki jedne. Stare wróble nie daja sie nabrac na takie plewy.

 Pracownik odpowiednio zmotywowany do pracy (finansowo i doceniony ze tak powiem werbalnie) jest znacznie wydajniejszy od "robionego na szaro". Nie wszyscy to rozumieja. I tu powinna byc piesn pochwalna na czesc mojej szefowej. I bedzie, ale w nastepnej notce.

20:23, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 maja 2005

Zaleglosci:

1. Mama juz zdrowa. W czwartek rano lecilam do niej przed praca,zeby miala jedzenie ,lekarstwa itp. i zeby nie musiala prosic mojego brata o zrobienie zakupów. Mówila mi, ze jeszcze przez jakis czas nie bedzie wychodzila. W piatek juz kursowala po miescie. Z telefonu dowiedzilam sie, zebyla u mnie dwa razy (!). To musialo byc juz po 20, kiedy bylismy na Rynku. W sobote byla na placu targowym, na cmentarzu i u kolezanki. No cóz...

2. Od niedzieli chory jest maz. Ma goraczke i jest zachrypniety. A dzis, niedoleczony pojechal do Warszawy na rozmowe w sprawie pracy. Nie podniecam sie i nie robie sobie nadzieji. To dopiero pierwsza rozmowa.

3. Starsza byla w zeszlym tygodniu dwa dni u mojej siostry. Wrócila zrelaksowana. Taki wyjazd, nawet krótki to dobra sprawa. Siostra podobno zaprosila ja w wakacje z M. Chyba powinna najpierw mnie zapytac, nie? Wiadomo, ze i tak bym sie w koncu zgodzila, ale chociaz pro forma. W koncu nie sa jeszcze malzenstwem. 

4. Starsza martwi sie o wyniki matury. Nie byla zadowolona z czesci pisemnej. Od wyników zalezy, gdzie bedzie starala sie dostac na studia. Ja sie na razie martwie umiarkowanie, bo ona po kazdej klasówce panikowala. Doszly kiedys z kolezanka do wniosku, ze mlodziez jest dzis ogarnieta dekadentyzmem. Coz mlodosc durna i chmurna.

5. Swieta Zyta okazala sie nie taka swieta. Szkoda, zawiodlam sie. Madra kobietka, profesor, wyraziste poglady a do tego ostra jak brzytwa, ale z klasa. Podobala mi sie. No, szkoda jeszcze raz powiadam

 I to by bylo na tyle.

19:06, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 maja 2005

  Od jakiegos czasu z powodu ograniczonych srodków finansowych rzadko wychodzimy do kina , muzeum itp. Skwapliwie  korzystam z  darmowych akcji. 

  Bardzo wiec ucieszyla mnie piatkowo-sobotnia Noc Muzeów. Wybralismy sie do rynku, bo tam jest najwieksza ich koncentracja. Zaczelismy od Muzeum Miasta Krakowa w kamienicy Hipolitów z wystawa wnetrz mieszczanskich. Polecam. Nastepne bylo Muzeum Farmacji. Do tego nie bylam przekonana. Myslalam sobie-cóz pare retort, mozdziezy, szaf aptecznych. Nieslusznie. To wszystko oczywiscie bylo, ale szafy apteczne i cale wyposazenie aptek-piekne same w sobie,a oprocz tego m.in. pokoj Lukasiewicza z jego rekopisem i metalowa kasetka sluzaca do ukrywania (w ziemi) dokumentów powstanczych, naczynia do przenoszenia pijawek, piekne mosiezne naczynie do "aromaterapii" oraz rózne ciekawe mikstury jako to olej z dzdzownic czy napoj z mumii (sic! ohyda).

  Zainteresowanie bylo bardzo duze, tlum nieraz przeszkadzal, ale to sa koszty wlasne. Przekroj wiekowy-od kilkulatków z rodzicami lub dziadkami przez mlodziez az po rzeczonych dziadkow solo. Bylo tez wielu obcokrajowcow. Jedna ze zwiedzajacych "na oko" dwudziestokilkulatka ze wschodnim akcentem z przejeciem opowiadala pracownicy muzeum historie swojej rodziny.

 Na Muzeum Farmacji zakonczylismy, bo Mlodszy byl juz zmeczony.

Czekamy na przyszly rok!

18:23, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 maja 2005

  W nastrojach domowych wyz. Wplynely na to moje wczesniejsze powroty do domu przez ostatnie dwa dni = mniejsze zmeczenie oraz to, ze maz zaczal pracowac od wtorku -> energie zuzywa w pracy -> mniej marudzi w domu.

  Ale ja pamietliwa jestem i w sobote rano urzadzilam mu koncert. Nic wielkiego, bylam tylko rownie zrzedliwa, jak zazwyczaj on. Kiedy juz sie zdenerwowal, niewinnie powiedzialam - teraz wiesz, jak czuja sie inni, kiedy ty sie tak zachowujesz. Moze zrozumie, bo delikatne napomnienia nie odnosily skutku.

20:14, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 maja 2005

  Rozmawiam z córka o ciazy i porodzie.

-Przez te dwa dni bardzo ja dziecko kopalo - ona.

-Ostatnie tygodnie ciazy sa masakryczne, wiesz - ja.

-No ja nie wiem - ona.

-??? No jasne, ze nie wiesz!!! - ja.

10:32, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3