Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013

 Wybrałam się na zakupy z córką. Mamy parę uroczystości w tym roku, zakupiłam na tę okoliczność sukienkę już jakiś czas temu, potrzebny był żakiet, buty itp.

 Sukienka wydawała mi się ok. Jak pokazałam się w niej mężowi i córce, nie wzbudziła zachwytu. Hm... może rzeczywiście nie wyglądam w niej tak dobrze, jak mi się wydawało? 

 Poszłam na zakupy z nastawieniem, że być może spotkam coś lepszego. Zakupy przebiegały na zasadzie selekcji negatywnej - to nie, tamto też nie, a to już zdecydowanie nie; to ostatecznie mogłoby być. Wreszcie przedostatni sklep. Do niego nie mam zamiaru nawet wchodzić, te ubrania nie są dla mnie. Córka mnie pociągnęła, że skoro ona się poświęca i łazi ze mną, to coś jej się należy he he he.  Weszłyśmy i w córkę strzelił grom z nieba - musisz ją przymierzyć! No dobrze, sprawię dziecku przyjemność, niech ma! Przymierzę, choć wiem, że to nie dla mnie. I wiecie co - wyglądam w niej świetnie.

 Kupiłam ją po długim wahaniu, nie jestem do końca przekonana. Mam milion kompleksów, znam swój numer pesel. Zwykle się chowałam za ubraniami (uświadomiłam to sobie parę lat temu, walczę z tym), a ta sukienka zwraca na siebie uwagę, eksponuje figurę (wciśniętą w gorset he heh he, więc numer szczuplejszą) i w ogóle nie wiem, czy nie wyglądam śmiesznie. Jakbym rozpaczliwie próbowała zatrzymać czas i udawała młodszą niż jestem.

 Córka mówi, że wyglądam zjawiskowo, ekspedientka też tak twierdziła, ale powiedzmy sobie szczerze - one nie zawsze są obiektywne. Mężowi oczko się zaświeciło, więc może Starsza ma rację.

 Mam taką skazę, że nigdy nie jestem z siebie zadowolona. Zawsze mi się wydaje, że mogłabym bardziej, lepiej, mądzrzej, więcej. Niestety, zaraziłam tym dzieci. Nie chciałam im tego robić :-(

 Zresztą, jeżeli chodzi o wygląd, to nie jestem odosobniona. W programie Goka Wana proszono kobiety, by oceniły swoją sylwetkę, zajmując miejsce w szeregu kobiet o różnej tuszy. Zawsze widziały się jako grubsze, niż były w rzeczywistości. Z drugiej strony - na codzień nie przejmuję się przesadnie wyglądem - prześlizguję się wzrokiem po lustrze - może być, alleluja i do przodu. Gorzej, jak zobaczę jakieś zdjęcie - nie mogę na większość patrzeć - ja naprawdę tak wyglądam?! taka jestem gruba?!

 Chaotyczny ten wpis i bez wniosków końcowych. Taki mam mętlik w głowie - czasem wydaje mi się, że wyglądam ok, a czasem że beznadziejnie.

19:56, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »

 

Gaba Kulka.

http://youtu.be/ZGdakVok0Ss

(mimo wielu prób nie udało mi się wkleić filmiku, więc tylko link)

 

"Dlaczego wszystko
  jest tak proste,
  jest tak proste,
  jest tak proste
  Póki nie przytrafi się Tobie?"

 Jak ja bym się zachowała? Nie wiem.

 

 

 

19:15, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 kwietnia 2013

 On ją zdradza od mniej więcej roku.

 Ona o tym wie.

 On wie o tym, że ona wie.

 Dawała mu to zrozumienia parę razy.

 Dała mu parę razy szansę, żeby jej powiedział.

 Nie skorzystał.

 Jakie to żałosne.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

 Poświąteczny tydzień. W sklepie spożywczym pusto, nikt nic nie kupuje, wszyscy dojadają świąteczne specjały.

 W sklepie dwie ekspedientki i ja.

-Nie mogę już doczekać się urlopu - mówi jedna.

-A kiedy idziesz? - pyta koleżanka.

-Już niedługo, w sierpniu - odpowiada ze śmiechem pierwsza.

-Ja nie mogę doczekać się emerytury - dorzucam. Jeszcze tylko 14 lat* ;-)

 

*

To wina Tuska. Jestem z rocznika, który będzie pracował 2 lata dłużej.

niedziela, 14 kwietnia 2013

 Wczoraj, pierwszy raz odkąd nie mamy już psa, naszej Kory, dałam się wyciągnąć na spacer na Łąki Nowohuckie. Chodziliśmy tam z nią regularnie 2-3 razy w tygodniu. Zawsze już będą mi się kojarzyć właśnie z nią. Z tym jak wytaplała się w bajorku, jak sobie biegała beztrosko, jak wyszukiwała kamyczki i domagała się, żeby jej kopnąć...

 Wracaj do meritum. Więc poszliśmy bez psa, za to z kijkami. Było pięknie, słonecznie, a potem zostaliśmy zmoczeni, ogrzmani i przewiani. Pierwsza burza.

13:55, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
środa, 10 kwietnia 2013

 Tytuł w orginale brzmi "The Winter Palace", ponieważ autorka jest co prawda Polką, ale od lat mieszka w Kanadzie. Usłyszałam o książce w Trójce, która gościła autorkę. Rozmowa bardzo mnie zaciekawiła, więc kiedy  córka kupiła książkę i była nią zachwycona, nie mogłam sobie odmówić - musiałam ją przeczytać. Pochłonęła mnie od pierwszych stron, nie mogłam się oderwać, gdyby nie to, że bolały mnie oczy, "pożarłabym" ją za jednym razem.

 Jak sam tytuł wskazuje, główną (choć nie jedyną) bohaterką jest  Katarzyna II Wielka. Poznajemy ją w momencie, kiedy wraz z matką przybywa na dwór carycy Elżbiety. Imperatorowa ma zamiar wydać ją za mąż za następcę tronu, swego siostrzeńca Piotra. Akcja książki kończy się w dniu koronowania Stanisława Augusta na króla Polski (do czego się przyczyniła, będąc już carycą). Narratorką jest Barbara, Polka, która z rodzicami wyjeżdża do Petersburga. Po śmieci rodziców los rzucił ją na dwór Elżbiety. I to właśnie oczami i uszami Barbary, przemianowanej na Warwarę poznajemy carski dwór, z jego siecią intryg, siatką szpiegów, tajnymi raportami, ukrytymi skrytkami, listami palonymi natychmiast po przeczytaniu, grą interesów, zależnością wszystkich od kaprysów Elżbiety. Elżbiety, która choć jest potężną władczynią, nie pozbyła się przesądnego lęku przed czarami i urokami, która sprowadza potajemnie baby-szeptuchy. Złośliwi mówią, że jest tylko córką chłopki.

 Narratorka, Warwara z czasem  ze szwaczki stała się damą dworu i powiernicą Zofii Anhalt-Zerbst, późniejszej Katarzyny. I choć wiemy, jak ta ostatnia zapisała się w historii Polski, to jednak jej kibicujemy, chcemy, żeby jej się udało. Żeby caryca nie odesłała jej z powrotem przed ślubem, żeby udało jej się urodzić dziecko, żeby - znów popadłszy w niełaskę - nie została usunięta z dworu.

 Katarzynie udało się przetrwać, zgromadzić wokół siebie sojuszników. Książka kończy się w momencie jej triumfu - przejmuje władzę.

 Osobny akapit muszę poświęcić romansowi Katarzyny ze Stanisławem Poniatowskim, który przebywał w Rosji jako sekretarz ambasadora Anglii. Owocem tego romansu była córka, która zmarła w niemowlęctwie. Ambasador Wielkiej Brytani, który był poplecznikiem Katarzyny, miał dalekosiężne plany. Przewidywał, że Katarzyna sięgnie po władzę w Rosji, a jego protegowany - Stanisław w Polsce. W jakiejś innej ksiązce czytałam, że Poniatowski żywił przekonanie, że Katarzyna go poślubi i to on będzie sprawował rządy w obu krajach. Jak wiemy, stało się inaczej, ale Katarzyna do końca miała do niego słabość. Syn Katarzyny, car Paweł, który uważał się za syna Stanisława Augusta, także darzył Polaków sympatią.

 Czekam na następną część, nad którą autorka obecnie pracuje.

Ps.

Lektura skłoniła mnie do odświeżenia sobie wiadomości o Piotrze Wielkim i jego następcach. Ależ się tam wyprawiało!

wtorek, 09 kwietnia 2013

 pada śnieżek pada, dawno go nie było...

co z tą wiosną?! może list gończy by pomógł?!

08:42, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 08 kwietnia 2013

 i dawno już po świętach, i wiosny nadal nie ma, i nastrój jakiś taki pod psem...

09:49, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »