Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
niedziela, 30 kwietnia 2006

 Dziś w Trójce była audycja na temat flagi narodowej. Jedna ze słuchaczek stwierdziła, że jej flaga nie jest do niczego potrzebna i pocięła ją na szmaty. Zatkało mnie. To chyba była celowa prowokacja. Albo ja jestem taka naiwna.

 Scenka z pracy. Sześć kobiet. Pięć w wieku od czterdziestu wzwyż, jedna lat trzydzieści i jeden. Dyskutujemy na temat zarządzenia nakazującego "odpracować" dzień wolny, jeżeli w tygodniu występują dwa dni świateczne. Co to za świeto, jeżeli trzeba je potem odpracować ?!

 Nasza młodsza koleżanka mówi, że pracownicy powinni mieć wybór i zdecydować, czy chcą pracować w święto, w sobotę, czy wziąść urlop.

-Bo ktoś może chciałby pracować 3 maja.

-Trzeciego maja?! Jak to pracować trzeciego maja?! - krzyknęłyśmy niemal chórem.

-W święto narodowe?! Wykluczone. Można pracować w święto pracy, czcąc je właśnie pracą, a nie  Trzeciego Maja - to zgodne zdanie "starszyzny".

 Nasza młodsza koleżanka popatrzyła na nas zdeziorientowana. O co nam właściwie chodzi?

 Właśnie o to, o czym śpiewa Muniek Staszczyk. "Ojczyznę kochać trzeba i szanować. Nie deptać flagi i nie pluć na godło".

 Pamiętam oddziały ZOMO, gazy i armatki wodne przed kościołami 3 Maja. Bo święto Kontytucji 3 Maja zakazane przez komunę, przywrócono dopiero po 89 roku.

 Tak łatwo o tym zapomnieć?

----------------

Psiakrew, kombatantanctwo się we mnie odezwało, czy co?

  

  Pogoda pod zdechłym Azorkiem, nastrój też.

Starsza chora od czwartku, Młodszy się zaraził, też chory. Mieliśmy gdzieś jechać za miasto, a tu trzeba znowu siedzieć w domu :-(

13:43, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 kwietnia 2006

 Od czasu do czasu mam szczęście. Szczęście do spotykania dobrych ludzi.

 Tak było z rehabilitantką Młodszego, tak jest teraz z logopedą. Pani logopeda jest młodą, otwartą osobą, która lubi robić to co robi. Widać, że pomaganie ludziom sprawia jej radość, angażuje sie w pracę, jest przy tym cierpliwa i tolerancyjna.

 Powiedziałam jej, że widzę poprawę w płynności mowy u Młodszego. Wyraźnie się ucieszyła, to nie było udawanie, ani zdawkowe.

 Nie muszę chyba mówić, że ja cieszę się jeszcze bardziej, bo po pierwszych wizytach nie było różowo. Młodszy wręcz zaczął się bardziej jąkać. Dopiero po zmianie metody nastąpiła poprawa. Teraz ćwiczy koordynację oddechu z mówieniem, wcześniej próbowała spowolnić mowę. Skutki były opłakane.

 I jeszcze dygresja. Tak jestem przyzwyczajona do spychotechniki, opryskliwości i nieuprzejmości w tzw. służbie zdrowia, że kiedy spotykam się z nieudawaną, spontaniczną życzliwością, jest zdumiona. To jakieś chore.

22:21, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 kwietnia 2006

  Zaszalałam dziś totalnie. Koniec z wizerunkiem a'la szara myszka!

 Koleżanki zamawiały ubrania z katalogu firmy wysyłkowej. Ja też sobie zamówiłam. Kotlail owocowy będzie. Zamówiłam sweterek, którego kolor został opisany w katalogu jako "limonka" i bluzkę w paski o kolrze "kiwi". Widziałam to już w poprzednim katalogu, ale wtedy nie zamówiłam. Dziś zadziałałam impulsywnie, coś mi mówiło "musisz to mieć" ;-)

 Mam nadzieję, że w naturze będą te rzeczy wyglądały równie ładnie jak na zdjęciu i nie trzeba będzie odsyłać.

 A potem poszłam za ciosem. Przchodząc koło sklepu, który elegancko nazywany bywa "second hand'em", a mnie elegancko szmateksem, zauważyłam na wystawie żakiet w podobnej kolorystyce. Weszłam, przymierzyłam, zakupiłam.

 Tia... góra jest, a co na dolne partie?

22:31, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (5) »
Ciekawe, co z tego wyniknie?
13:37, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 kwietnia 2006

  Starsza znowu ma myślenice, co dalej. Konkretnie co po zdawanej znowu maturze. Chce składać dokumenty na te same kierunki, co w zeszłym roku. Logika podpowiada, że i w tym roku będą bardzo oblegane. Że też podobają jej się akurat te kierunki, co tysiącom innych :-(

 Gdyby startowała na np. kierunki techniczne, dostałaby się z kanapką w zębach. Spotkała niedawno swoją wychowawczynię z liceum, która stwierdziła, że dla niej to niezrozumiałe, jak to mozliwe, że Starsza z najlepszą średnia w klasie nie dostała się na studia dzienne. I tak Starsza dowiedziała się, że miała najwyższą średnią ;-) W czołowym liceum w Krakowie. Się pochwaliłam, a co!

 Wracając do meritum - w tym roku będzie nawet większa konkurencja, bo maturzystów jest o 110 tys. więcej, a przecież są jeszcze tacy jak ona, którzy bedą próbować jeszcze raz.

 Pyta więc mnie, czy ma próbować na kierunki, które ją interesują, czy na takie, na które prawie na pewno się dostanie, żeby  studiować cokolwiek na dziennych.

 Moim zdaniem studiowanie czegokolwiek jest bez sensu. Radzę jej, żeby poszła na to, co chce rzeczywiście studiować. Jeżeli nie uda się w tym roku, spróbuje jeszcze raz, a tymczasem będzie kontynuować zaoczne.

 Podsumowanie rozmowy:

-Ale ty się tak mamo nie martw, bo nie po to ci to mówiłam. 

-Ja się dziecko nie martwię TAK. Ja marwię się, bo ty się martwisz.

22:31, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
środa, 26 kwietnia 2006

 Był czas, kiedy Starsza zastanawiając się nad wyborem kierunku studiów, bardzo chciała iść na prawo.

 Odradzałam jej to, skutecznie. Argumenty? Cóż, dostać się trudno, studia trudne, sama pamięciówka, więc - mówiąc brzydko - zaryp sakramencki, zero życia, a potem...

 No właśnie potem. Nie mamy w rodzinie żadnych prawników, więc cały ten trud poszedł by się paść. Co prawda, mówiło się wtedy o ograniczeniu wpływu korporacji, ale co z tego wyszło, każden jeden widzi.

 Prawnicy nie dadzą sobie krzywdy zrobić  - czytaj nie dopuszczą obcych do tych konfitur. W końcu należą się tylko im z racji urodzenia. Czyż nie?

20:00, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (9) »
wtorek, 25 kwietnia 2006

  Się musi nie_taka_zla poskarżyc. Nie może nie_taka_zła spokojnie se poblogować. A wszystko przez laptopa, a raczej jego brak.

 Rzeczony laptop, który służbowym jest mojego męża, a który dostał jakiś czas temu mąż, by na nim pracować, tenże laptop powędrował bowiem do macherów, bo cosik był źle skonfigurowany. Powędrował i co gorsza, nie wiadomo, kiedy wróci :-(

 Laptop służył przez ten czas dzieciom, mąż bowiem swoje raporty i kalkulacje robił na naszym osobistym stacjonarnym komputerze. Teraz, kiedy laptopa niet, bieda okrutna. Komputer oblężony niczym jakaś twierdza. Kiedy mam natchnienie, żeby pisać, do komputera dopchać się nie można. A kiedy można, natchnienie gdzieś czmycha.

 To se ponarzekałam.

21:30, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (6) »
niedziela, 23 kwietnia 2006

  Po intensywnie spędzonej sobocie niedziela mija spokojnie i leniwie.

 Wczoraj wybraliśmy się na imieniny. Pojechaliśmy sami, jak para emerytów, bo dzieci nie wyraziły entuzjazmu na wieśc o odwiedzinach i grzecznie odmówiły. Cóż, trza się przyzwyczajać  ;-)

 Ale przed imieninami pojechaliśmy do Łagiewnik, bo wstyd się przyznać, nie byliśmy jeszcze. Wczoraj były tłumu z racji dzisiejszego święta. Jak zwykle, bardziej od nowoczesnej bazyliki, którą widzieliśmy min. podczas wizyty Jana Pawła II, podobał mi się stary, mały kościół przyklasztorny, w którym początkowo wisiał obraz. Te nowoczesne kościoły są jakieś bezosobowe i bezduszne.. Czegoś im brakuje. A może tylko trzeba się przyzwyczaić?

 Imieniny w porządku, na luzie.

 A dziś, jako się rzekło, leniwie. Skoro świt (o 9) tradycyjna niedzielna niezdrowa, ale pyszna jajecznica na boczku, przygotowywana przez męża, potem msza, leniuchowanie, obiadek, spacerek. I cisza w domu, bo dzieci wybyły grać, jedno w siatkę, drugie w kosza, a mąż w sąsiednim pokoju oglada żużel.

 A teraz czekam jeszcze na mamę, która ma mnie odwiedzić

19:41, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (6) »
piątek, 21 kwietnia 2006

   Zdążyłam się już przyzwyczaic do tego, że mąż pracuje. I dobrze mi z tym. Jemu też. Raptem siedem miesięcy, ale do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja ;-)

 Powoli zaczynamy wychodzic na prostą, a nawet - o zgrozo! - snuć nieśmiałe plany. Ale każdy wyjazd służbowy męża do centrali budzi we mnie lęk. Zwłaszcza, gdy zostaje zawezwany nagle. Co będzie, jak go zwolnią? - od razu tłucze mi się po głowie. Staram się odganiać ten strach, ale on jest uparty, wraca.

 Tak jest i teraz. Mąż od wczoraj w centrali, oboje w nerwach, bo dochodziły niepokojące wieści.

 Wraca już, powinien być za pół godziny. Przez telefon powiedział, że wszystko w porządku. Gdyby było inaczej, wyczułabym po głosie. Był zadowolony.

 "Pieniądze szczęścia nie dają być może,

 ale kufereczek stóweczek daj Boże!"

-śpiewała kiedyś Danuta Rinn.

 I miała rację, pieniądze nie dają szczęścia, ale ich brak bardzo komplikuje życie.

22:38, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3