Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
piątek, 30 marca 2007

   Mimo mijających lat, zmieniających się cywilizacji, postępu technicznego, różnych filozofii, jedno się nie zmienia. Ludzie się boją tego, co jest nieznane. A skoro jest strach, trzeba go oswoić, zakląć, przekupić. Stąd rytuały związane z pogrzebem. W Egipcie wyposażano zmarłych w przedmioty codziennego użytku, żywność, figurki służących. W kurhanach scytyjskich odnajdywane są kompletne zbroje, broń. W Grecji dawano obola dla przewoźnika.

 A dziś, czy dziś nie zaklinamy nieznanego? Czym są, w katolickim kraju, powszechnie wkładane do trumny, różaniec, obrazek, czasem książeczka do modlitwy. Czy nie są talizmanem, obolem na opłacenie nieznanej drogi?

 Strach jest nieśmiertelny.

  

21:19, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (5) »
czwartek, 29 marca 2007
wtorek, 27 marca 2007

 Dziś wpis będzie poważny, bo czasem sobie żartujemy. Wpis będzie o rzeczach ostatecznych i przedostatecznych, czyli o umieraniu i o depresji, która w pewnym sensie bliska jest śmierci.

 Przeżyłam odchodzenie bliskich mi ludzi. Jedne były nagłe, niespodziewane; inne długie, takie, o którego nieuchronności i bliskości otoczenie (niekoniecznie sam odchodzący) wie. I doprawdy nie wiem, które jest trudniejsze. Dla tych, którzy odchodzą i dla tych, którzy zostają.

 To doświadczenie upoważnia mnie do zaapelowania: rozmawiajcie z umierającymi. O tym, o czym oni chcą. A czasem chcą właśnie o śmierci. Odsuwanie, bagatelizowanie ich słów nie rozproszy tych myśli. Spowoduje tylko, że będą czuli się niezrozumiani i samotni. Jeżeli chcą powiedzieć, w którym ubraniu chcą być pochowani, wysłuchajcie ich. Jeżeli chcą powiedzieć, co napisać na nagrobku, o tym który pierścionek dać której wnuczce i kto ma wziąść zdjęcia i nie wyrzucać ale przechować dla potomnych, wysłuchajcie ich. I porozmawiajcie o tym, co po śmierci. To nie jest łatwe, ale im pomaga.

 A teraz o depresji. Nie mówcie - weź się w garść. Oni nie mogą wziąść się w garść, bo są chorzy. Tego typu poszturchiwania wyzwolą myśli - nikt mnie nie rozumie, jestem zupełnie do niczego. Pozwólcie powiedzieć o tym, czego się boją, nawet jeśli ten strach wydaje Wam się zupełnie irracjonalny. Zadawajcie pytania, interesujcie się, starajcie się zrozumieć. To naprawdę trudne.

22:32, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (6) »
piątek, 23 marca 2007

 Wczoraj, po przyjsciu z pracy, dowiedziałam się, ze właśnie za chwilę będzie zebranie u Młodszego, co to miało być w ubiegłym tygodniu, ale zostało odwołane. Poszłam ja, bo mąż zachorzał był okrutnie, ale dzielnie do pracy chodzi (praca na czas określony 3 miesiące).

 I na zebraniu dowiedziałam się o wysokości opłaty za zieloną szkołę ( trzeba zapłacić na tydzien przed świętami). I zapłaciłam wymaganą zaliczkę na owa szkołę oraz klasowe oraz komitet rodzicielski.

 Po tym niespodziewanym ataku mój portfel oraz stan mojego konta są zupełnie wyczerpane.

09:24, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 marca 2007

   A dziś podzielę się z Wami moją twórczością kulinarną, której oddaję się w ramach szaleństwa kuchennego.

 Na początek ciasto wg przepisu mamy koleżanki z moją innowacją.

 

Ciasto z masą grysikową znane też pod nazwą miodownika lub czeskiego placka 

Ciasto:

45 dkg mąki ( około 2,5 szklanki)

10 dkg miodu (około 5 łyżek)

7 dkg masła

15 dkg cukru pudru (około 3/4 szklanki)

2 żółtka + piana z 2 białek 

1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej 

Masa:

 

8 łyżek grysiku

3 szklanki mleka

 

1/2 słoika powideł śliwkowych 

 

Polewa (niekoniecznie, to moja inwencja):

1,5 szklanki mleka

1,5 szklanki cukru 

5-10 dkg posiekanych orzechów włoskich 

Wykonanie:

  Zaczynamy od masy. Garnek opłukać zimną wodą (podobno zapobiega przypalaniu się mleka), wlać mleko, zagotować, zasypać grysikiem, pogotować chwilę, aż zgęstnieje. Pozostawić, aby wystygło.

  Teraz przystępujemy do przygotowania polewy, co wymaga nieco cierpliwości. Do płaskiego rondla, opłukanego zimną wodą, wlać mleko i wsypać cukier. Gotować, aż zacznie gęstnieć i nabierać złotego koloru. Uwaga, trwa to dosyć długo; z początku wydaje się, że nic się nie dzieje, kiedy zaczyna gęstnieć trzeba mieć się na baczności i stale mieszać, żeby się nie przypaliło. Zostawić, aby przestygło. Jeżeli gotowaliśmy zbyt długo i polewa zastygła na kamień, wlać nieco mleka i pozostawić, aby rozmiękła i rozetrzeć.

  W czasie, kiedy masa stygnie, a polewa zaczęła się gotować, z podanych składników zarabiamy ciasto. Powinno być miękkie i elastyczne, ale nie może za bardzo się lepić, w razie potrzeby dodać mąki. Ciasto podzielić na cztery części. Wałkować kolejno (posypując stolnicę i wałek obficie mąką) do rozmiaru blach, uprzednio wyłożonych nasmarowanym papierem. Piec w temp. ok. 170 st.C, aż nabiorą złotawego koloru. Po wyciągnięciu z pieca będą twarde i suche. Nie wpadać w panikę, nie nasączać, nie wyrzucać! Tak ma być!

  Wystudzony grysik ubić mikserem, dodać 1 kostkę masła, olejek rumowy lub arakowy, szczyptę kwasku cytrynowego oraz ½ kieliszka spirytusu.

  Blaty ciasta posmarować cienko powidłami śliwkowymi lub kwaśnym dżemem np. agrestowym, następnie masą (oprócz blatu wierzchniego). Poskładać, obciążyć np. blachą, pozostawić na parę godzin, najlepiej na noc. Wierzch posmarować polewą i posypać orzechami.

Podobno ciasto można upiec dużo wcześniej i przechowywać nawet do dwóch tygodni w chłodnym, suchym miejscu. Nie wiem, nie próbowałam.

  A teraz zupa, znaleziona w internecie, nie pamiętam już na jakim portalu.

Zupa serowa

Składniki:

- włoszczyzna
- 2 kostki rosołowe drobiowe
- 1 kostka rosołowa grzybowa
- 100 g makaronu krajanka (jak do rosołu)
- 150 g serka topionego bez dodatków (półtora prostokącika)
- pieprz biały
- 2 liści laurowe
- 5 ziarenek pieprzu
- sok z połowy cytryny
- 1 łyżeczka ziół prowansalskich
- posiekana natka pietruszki

 Włoszczyznę umyć, obrać i zetrzeć na tarce do jarzyn o grubych oczkach. Pora posiekać na plasterki. Wrzucić ją do garnka, zalać około 3 litrami zimnej wody, dodać listek laurowy i ziarenka pieprzu. Zagotować. Dodać kostki rosołowe oraz zioła prowansalskie i zmniejszyć ogień do minimum. Gotować aż warzywa będą miękkie.
Odlać trochę gorącej zupy do miski, wrzucić do niej serek topiony i dokładnie rozmieszać tak, by nie było grudek. Wlać to garnka z zupą – zagotować. Dodać suchy makaron. Gdy zmięknie doprawić do smaku sokiem z cytryny i białym pieprzem.

Zupę podawać posypaną posiekaną natka pietruszki.

Zamiast soku z cytryny można użyć kieliszek białego wytrawnego lub półwytrawnego wina. Dodanie soku z cytryny lub wina ma na celu zlikwidowanie słodyczy, którą daje serek.

 No to do dzieła!

22:20, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 marca 2007

  Aha i w sobotę mamy iść w gości.

 Mam ambiwalentne odczucia w związku z tą wizytą. Z jednej strony trzeba czasem wyjść do ludzi, a z drugiej akurat z tymi ludźmi niespecjalnie mam ochotę się spotykać. Hmm... a może choroba dyplomatyczna? W końcu wirusy atakują zewsząd, mogę się zarazić na przykład od Młodszego zapaleniem krtani. Niech sobie mąż idzie sam. Da sobie radę ;-)

22:15, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 19 marca 2007

 Zmiana fryzury i zakup nowego ciucha pomogły, ale na krótko.

 Wqrw mam od ubiegłej niedzieli. Albo eksploduję i rozpadnę się na trylion bilionów kawałeczków ( i kto mnie poskłada ?) albo kogoś zamorduję. Albo jedno i drugie.

 Jakby co, to przysyłajcie paczki z cebulą.

09:59, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (7) »
czwartek, 15 marca 2007

 Mówią, że  nie szata zdobi człowieka, a jednak każdy, kto ogląda  program typu "z kopciuszka królewna" wie że to nie do końca prawda. Osobiście oglądnęłam dwa odcinki i ... chwatit. Wszystkie kobiety były robione na "Barbie" - wielkie balony, sukienki typu gala oskarowa. Pozytwnie wyróżnia się na tym tle "Jak się nie ubierać" w TVN Style. Prowadzące starają się znależć indywidualny styl dla każdej z osób. A człowiek, który wie, że wygląda - mimo różnych niedoskonałości - dobrze, bo ubranie zamaskowało wady i podkreśliło zalety figury, nabiera pewności siebie, łaskawszym okiem patrzy na świat.

 To samo dotyczy fryzury. Dobrze dobrana fryzura, kolor włosów też poprawiają nastrój. Lubię, siedząc w salonie, patrzeć na pracę fryzjerek. Lubię porównywać "przed" i "po". Ale najciekawsze jest to, co jest pomiędzy. Fryzjerka, która ma talent w rękach potrafi przy pomocy suszarki i paru ruchów ręki ułożyć super fryzurę.

 Ja chodzę właśnie do takiej. Zawsze wychodzę od niej zadowolona. Wczoraj też :-)

23:08, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (6) »
środa, 14 marca 2007

 A dziś idę do fryzjera zrobić sobie wiosenny balejaż.

 Trzeba schować siwy włos, co zalśnił na mej skroni i nie tylko.

10:01, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (9) »
wtorek, 13 marca 2007

 Mąż dał mi ostatnie pieniądze z dawnej firmy - zaległy urlop, delegacje itp.

 Miałam straszną ochotę je zdefraudować. Iść gdzieś i kupić sobie jakiś ciuch. A rodzinie potem wytłumaczyć, że jedzenie jest bardzo niezdrowe.

 Serio, czytałam w Newsweek'u. Od dawna wiadomo, że w kulturze europejsko-amerykańskiej ludzie jedzą zbyt dużo. Wiele chorób cywilizacyjnych bierze się z nadmiaru jedzenia. Badania prowadzone na myszach wykazały, że ograniczenie spożycia pokarmu o 30% wydłużyło ich życie o 40%. Od blisko trzydziestu lat prowadzone są też badania na rezusach, bliższych nam genowo; wyniki są podobne.

 Podstawy naukowe zrezygnowania z jedzenia na rzecz nowego ciucha są? Są.

 No to poszłam. Bardziej, żeby się przejść, ale coś jednak kupiłam. Zaglądnęłam do sklepu, w którym często są przeceny ( w ubiegłym roku roku kupiłam tam krótki płaszczyk zimowy w dobrym gatunku za 100 PLN). I był ciuch . Czekał na mnie. Żakiet za 35+spodnie za 15 PLN. Ostatnie sztuki w moim rozmiarze. Grzech byłoby nie wziąść. To wzięłam.

 Aż tak bardzo chyba nie zaszalałam, nie?

22:52, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2