Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
poniedziałek, 27 marca 2006

 Kolejna wizyta u logopedy. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Młodszy znów w pozie "a dajcież wy  mi wszyscy święty spokój". Miałam ochotę sprać go na kwaśne jabłko!

 Problem jest chyba bardziej złożony niż się wydawało. Logopeda rzuciła kilka medycznych nazw, które na razie nic mi nie mówią. Zmodyfikuje metodę, będziemy chodzić do niej do wakacji i wtedy zobaczymy, co dalej. Nie ma gwarancji, że osiągniemy jakiś efekt.

 Czeka mnie jeszcze wizyta u neurologa. Jeżeli to problem neurologiczny, nic nie można zrobić. Nie brzmi to zachęcająco. Nie chcę iść do tego neurologa. Nie chcę! To takie durne uczucie. Wiem, że jeżeli coś jest nie tak, lepiej wiedzieć o tym wcześniej, a jednocześnie boję się. Boję się, że usłyszę że coś jest nie tak.

 Nic to, będziemy próbować. Innej drogi nie ma.

20:18, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (8) »
piątek, 24 marca 2006

"daremne trudy, próżny żal, bezsilne złorzeczenia"

 Takie mnie dziś dopadło poczucie daremności. Co zatkam jedna dziurę, wyłazi następna i następna. I ciągle mało, mało i nie tak. Gonię króliczka, a on umyka i umyka, jak to króliczki. I nie obchodzi mnie, że "nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go". Ja chcę go wreszcie złapać. Dość mam gonienia! Czasem w piętkę.

 Bez tylu rzeczy muszę się obywać! Potrzebuję większego mieszkania, albo chociaż remontu tego. Nie, żadnego minimalizmu! Potrzebuję większego mieszkania, z kawałkiem miejsca dla siebie. Tylko dla siebie. Takiego, żebym mogła zamknąć za soba drzwi, kiedy nie mam ochoty nikogo oglądać i odciąć się od wszystkiego.

 Dzieci mogłyby już się usamodzielnić i zacząć żyć na własny rachunek. A sio, a sio! Boże, ależ ja jestem wyrodną matką! ;-)

 W dodatku jutro muszę iść do pracy. Jeny, jak mi się nie chce! Ja chcę już na emeryturę! Od jutra! W końcu przepracowałam już prawie dwadzieścia lat! Połowę mojego życia. Trzeba by zacząć żyć, a nie użerać się z życiem, bo w końcu nie wiadomo, jak długo mi jeszcze pisane tłuc się po tym padole.

 

23:15, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (8) »
czwartek, 23 marca 2006

  Powiedzenie, a właściwie cytat z piosenki "nie wierz nigdy kobiecie" jest bardzo u nas popularny. U nas to znaczy w pracy, gdzie 90% załogi to kobiety.

 Projektowanie - jak mawiał pewien starszy, doświadczony projektant - polega na zmienianiu. No i zmienia się zmienia, ale każda zmiana, spowodowana przez przedstawicielke płci pięknej komentowana jest powiedzeniem z przymrużeniem oka "nie wierz..."

 Wczorajszy telefon od męża informujący o wcześniejszym powrocie został skwitowany przeze mnie stwierdzeniem, że i mężczyźnie nie można wierzyć;-)

-Ale za to dobrze jest wychowany, uprzedza o skróceniu delegacji - skomentowała koleżanka.

 Po prostu dba o trwałość podstawowej komórki społecznej ;-)

18:46, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (4) »
środa, 22 marca 2006

... to wiedzą wszyscy. Ja powiem więcej, nie wierz także mężczyźnie.

 Mój osobisty mąż pojechał wczoraj o trzeciej nad ranem na szkolenie. Miał wrócić dziś koło północy.

 Tymczasem zadzwonił dziś koło piętnastej.

-Jestem na autostradzie, jadę na domu. Przyjechać do ciebie?

 Zwolnili, znowu go zwolnili, wszystkie plany na nic, za wcześnie się cieszyłam, ciekawe jak długo będzie teraz szukał nowej pracy?!  Nie, nie spokojnie, gdyby go zwolnili nie wracałby służbowym samochodem, kazaliby mu bujać się do domu na własny koszt. To wszystko przemknęło mi przez myśl, zanim zapytałam co się stało. Okazało się, że przeziębienie, z którym wyjeżdżał z domu, rozwinęło się w chorobę i kierownictwo kazało leczyć się w domu, a siać zarazkami na szkoleniu. Uff...

 Wracam do domu. Od progu wita mnie Młodszy słowami:

-Tatuś jest już w domu, bo go zwolnili.

 Nogi się pode mną ugięły. Więc jednak. Nie chciał mi powiedzieć przez telefon?

 Młodszy chyba zauważył, jakie wrażenie zrobiły na mnie jego słowa, bo szybko dodał:

-Zwolnili go z dzisiejszego szkolenia, nie na zawsze.

 ... Mam dość wrażeń na dziś.

20:08, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 marca 2006

  Spłaciłam ostatnią ratę pożyczki. Hura! Oskubali mnie jeszcze na cztery dychy psiakrew! Parę razy nie zapłaciłam w terminie i te pieprzone odsetki tak urosły. Mogłam o tym wcześniej pomyśleć. Za głupotę się płaci, no i zapłaciłam.

 Jeszcze tylko spłacić zaległy czynsz i debet w banku i będziemy "na czysto".

Jak dobrze pójdzie, czynsz będzie spłacony do końca czerwca. Potem tylko debet. Już bliżej niż dalej.

 Mąż chce wziąść nową pralkę na raty, ale ja daję odpór. Stara jeszcze śmiga. Nic to, że obudowa się sypie od spodu, nic to, że zaczęła się tłuc. Jeszcze działa. W końcu ma tylko - o matko, nie wierzę - dziewięć lat! Jeżeli to tylko będzie możliwe, nie będę się pchała w żadne raty i kredyty. Dosyć napychania komuś kabzy!. Możemy po prostu odkładać te pieniądze do skarpety i nie dawać komuś 20% naszych pieniędzy.

09:24, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 marca 2006

  Przez przypadek oglądnęłam wczoraj fragment "Dużych dzieci". I prawdę mówiąc, zdumiałam się. Oto dzieci dyskutuja na temat instytucji małżeństwa. I cóż się dowiadujemy z ust nieletnich mężczyzn? Na przykład, że podstawą udanego małżeństwa jest kotlet mielony i pomidorowa oraz, że mężczyzna nie powinien w domu robić NIC, powinien być obsługiwany przez żonę. Kto wychowuje takich szowinistów?! Na szczęście jakaś przyszła feministka od razu odpowiedziała, że żadna dzieczyna nie zechce za niego wyjść, jeżeli nie zmieni zdania.

 Nie wiem, czy jedno pokolenie wystarczy, żeby zmienić te poglądy na układy damsko-męskie w tym kraju.

 Na razie, kiedy mężczyzna w domu POMAGA, uważany jest za bohatera. Zauważyliście, że tylko kobieta w domu ma obowiązki, mężczyzna zaś łaskawie jej POMAGA? 

22:00, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 marca 2006

  Nad Polską chyba wisi klątwa emigracji. Począwszy od emigracji popowstaniowych, poprzez wyjazdy "za chlebem" przed i po I wojnie światowej, emigracje po II wojenie i po Marcu 68 aż do czasów najnowszych.

 Mieliśmy więc emigrację po stanie wojennym polityczną i ekonomiczną parę lat później.

 Teraz historia zatoczyła koło i znów mamy emigrację "za chlebem", a za moment będzie i polityczna. Nasz rząd zamiast zajmować się gospodarką, zajmuje się opluwaniem opozycji (dosłownie), węszeniem spisków, zawłaszczaniem wszystkiego, co się da. Aha i jeszcze becikowe, czyli ideologiczne ochłapy dla mas. Cieszą się jak dzieci (dzieci!), że kolejne kraje otwierają rynki pracy dla Polaków - czyli coraz więcej młodych będzie wyjeżdżało, bo w domu nie mogą znaleźć pracy. Zresztą trudności w znalezieniu pracy nie dotyczą tylko młodych, osoby po czterdziestce są przez potencjalnych pracodawców z góry skreślane. Więc będą wyjeżdżać, żeby dzieci miały chleb i dach nad głową. Statystyki dotyczące bezrobocia się poprawią. Chwała rządowi!

 Parę osób z kręgu moich znajomych "załapało" się na wyjazdy zarobkowe pod koniec lat osiemdziesiątych. Prawda jest taka, że nikt tam kariery nie zrobił. Pracują jako sprzątaczki, robotnicy na budowie, pielęgniarz w domu starości wreszcie jako barman w klubie dla gejów. Tylko jedna osoba zarobiła, wróciła i zainwestowała pieniądze we własny interes. Nie przejadła, nie kupiła ekstra fury itp. Ma swoją firmę, daje pracę paru osobom.

 To gwoli historii. Taka dygresja.

 A teraz do meritum, czyli nowej fali wyjazdów. Ja nie wyjadę, bo "nie rzucim ziemi", nie nadaję się na emigrantkę. Ale moje dzieci? Nie wiem.

 Niniejszym uprzejmie donoszę, że hula-hop jest w użyciu. Niestety, trochę czasu minie, zanim dojdę do jakiej takiej wprawy. Na razie po każdorazowej próbie hula-hopowania trzeba nieomal przeprowadzać reanimację.

 Spieszę też donieść, że dostałam od męża i dzieci drążek do ćwiczeń, o którym im kiedyś wspominałam. Będę zatem ćwiczyć różne partie mięśni.

 Za jakiś czas będę gibka i smukła niczym ta palma na wietrze. No chyba żeby nie;-)

18:37, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 marca 2006

 W meczu zima kontra moje buty wygrała zima.

Buty, mimo podjętych prób przedłużenia im żywota poprzez doraźne podklejenie, padły dziś ostatecznie. W pewnym momencie poczułam, jakbym wpadła w dziurę. Palce stopy pojechały do przodu, obcas w tył.

Tego w planach nie było :-(

19:11, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
środa, 15 marca 2006

   Byłam dziś mimowolnym świadkiem sceny mażeńskiej.

 Oni są nieświadomi tego, bo rozegrało się to za moimi plecami. Ale ja mogę dorabiać jako szpieg. Po prostu wnętrze pokoju biurowego odbija się w ekranie mojego komputera.

 Jestem zszokowana zachowaniem J. Nie spodziewałam się tego po nim. Zdaje się, że ich małżeństwo przechodzi kryzys. Bardzo poważny kryzys.

 Nie chcę ferować łatwych wyroków, ale wydaje mi się, że B. zapomniała, że rodzina to nie tylko dziecko. Trzydziestoletnie, niedojrzałe emocjonalnie, dziecko.

 Ani ona, ani dziecko nie przejawiają ochoty na przecięcie pępowiny.

-------------------------------------------------------------------------------------------

później

 Nie wiem, czy powinnam o tym pisać. Moje życie to jedno, sama wystawiam je na widok publiczny. Ale życie znajomych to drugie.

 Mam nadzieję, że nie zostanę zdekonspirowana, a jeżeli tak, to osoby, o których piszę wybaczą mi to.

 

22:53, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3