Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
piątek, 30 grudnia 2011

Postanowienia noworoczne – Może tym razem się uda

 

czego i Wam życzę (tego wypełnienia postanowień znaczysię) i wogóle życzę Wam, żeby 2012 był dużo, dużo lepszy niż Wam się wydaje, że będzie ;-)

dosiego! 

 

23:36, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
piątek, 23 grudnia 2011

 Zdrowych, wesłych świąt spędzonych w rodzinnej atmosferze życzy

 nie_taka_zla

09:10, nie_taka_zla
Link Komentarze (9) »
piątek, 16 grudnia 2011

 W tym roku jakoś nie słyszę "dżingelbelli" i nie czuję "magii tych świąt". Postanowiłam, że będę je - te święta - konsekwentnie ignorować. Od czasu do czasu jednak przewiercała się do mózgu natrętna myśl, że przecież muszę zacząć COŚ ROBIĆ. Im głośniej myśl mówiła MUSISZ, tym dobitniej odpowiadałam jej - ale ja NIE CHCĘ.

 W końcu się przemogłam, w piątek wieczorem zagniotłam ciasto na pierniczki, a to był ostatni dzwonek (dżingelbell?), bo ciasto powinno poleżakować kilkanaście dni. Czyli styknie. Rzutem na taśmę, ale styknie. W sobotę zaś umyliśmy okna, przy czym zwracam uwagę na użytą liczbę mnogą. W sobotę też kupiłam kapustę, którą zamierzam ukisić domowym sposobem, bo kupna jest niedobra (he he he, mam nadzieję, że kiszenie się uda i nie będę z obłędem w oczach gonić za kupną). Kapusta leżała sobie spokojnie w kuchni i dojrzewała. A raczej ja dojrzewałam, żeby się wreszcie za to wziąć. Wzięłam się i zrobiłam, trzymajcie kciuki za efekt ;-)

  Część zakupów zrobiona. Miałam zamiar kupić już śledzie, ale z lekka mnie przystopowało, kiedy zobaczyłam cenę. Śledzie do marynowania są o złotówkę (słownie złotych jeden) tańsze od gotowych po wiejsku. Hmm... to chyba kupię te gotowe. Tak podpowiada rachunek ekonomiczny i zdrowy rozsądek.

09:16, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
czwartek, 15 grudnia 2011

  Smutno mi się zrobiło, kiedy zobaczyłam na drzwiach biurowca klepsydrę. Młody facet, 41 lat, mijaliśmy się na korytarzu. Nasza "znajomość" była ograniczona do zdawkowego "dzień dobry", ale słyszałam nieraz, jak zagadywał i żartował, generalnie robił wrażenie życzliwego światu. Organizacją pogrzebu, formalnościami itp. zajęła się koleżanka ,z którą dzielił biurowy pokój i parę osób z pracy. I tylko oni będą mu towarzyszyć. Smutne.

17:51, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 grudnia 2011
   Lepiej późno niż wcale mówi stare przysłowie. Z lekkim poślizgiem więc mój osobisty komentarz do wczorajszej rocznicy. Sprzed dwóch lat. Nadal aktualny.
 
 Jeszcze tylko mała uwaga. Tak, ja też jestem rozczarowana kierunkiem, w którym historia się potoczyła po 89 roku. Ale nie mam wątpliwości, że ruch Solidarność był wyjątkowy i niepowtarzalny, a ich walka była słuszna. Gdyby nie to, co się wtedy wydarzyło, prawdopodobnie mielibyśmy teraz sytuację na podobieństwo Białorusi.
 
 

 

 

 Poruszyło mnie stwierdzenie, że właściwie ten stan wojenny to nie było nic takiego strasznego i ogół społeczeństwa przeszła nad tym do porządku dziennego i o co w ogóle ten cały hałas.

 Nie jestem ani historykiem, ani socjologiem i moje wywody będą traciły amatorszczyzną, ale muszę się odnieść do powyższej opini.

 Według mnie jest o co robić halo. Stan wojenny przyniósł długofalowe skutki, jego efekty odczuwamy do dziś. Skutkiem wprowadzenia stanu wojennego były nie tylko zabójstwa na tle politycznym ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Ofiary_stanu_wojennego_w_Polsce_1981-1983 ), czy wielka fala emigracji ( http://internowani.xg.pl/index.php?type=article&aid=304&block=43 ), która wydrenowała społeczeństwo polskie, skutkiem była również zapaść gospodarcza oraz głęboki podział społeczeństwa i załamanie zaufania społecznego.

  Już dwa pierwsze powody dają podstawę do tego, by nie bagatelizować znaczenia stanu wojennego. Ofiarami stanu wojennego byli nie tylko górnicy z Wujka czy ks. Popiełuszko czy ks. Suchowolec, część z ofiar zginęła w wyniku pobicia przez ZOMO i milicję czy też od dość przypadkowej kuli (vide Bogdan Włosik, Ryszard Smagura ofiary z mojej dzielnicy). Ich winą było to, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu - po prostu tam mieszkali. Ktoś powie - po co łazili, wiedząc, że w mieście są demonstracje. Owszem, mogli nie wychodzić z domów, wielu zesztą tak robiło. Mogli zamknąć drzwi, okna, uszczelniwszy je kocami, dla obrony przed duszącym dymem. Ale to nie dawało gwarancji ochrony przed wrzuconym do mieszkania granatem dymnym. Jaka była wina Grzegorza Przemyka? był synem znanej opozycjonistki. Wystarczyło. Wczoraj sąd wydał wyrok, że sprawa się przedawniła, więc zabójca nie bedzie ukarany.

 Emigracja wtedy nie była tak łatwa jak teraz - wystarczy podjąć decyzję i kupić bilet. Tak, wiem, że to nie łatwe, ale teraz można wrócić - wystarczy podjąć decyzję i kupić bilet.  Część osób, które wyemigrowały w stanie wojennym i w całej tej dekadzie, do 1989r.,  została do niej zmuszona, dostając "bilet w jedną stronę", bez możliwości powrotu - to osoby związane z opozycją, internowane. Działające w strukturach "Solidarności", a więc  takie, którym "chciało się chcieć", z potencjałem, zmarnowanym dla Polski. Budowali mozolnie swe życie na emigracji. Jednym się udało, innym nie. Ale ich potencjał został wykorzystany przez ich nową ojczyznę. Inni wyemigrwali półlegalnie, również ze świadomością, że być może nigdy nie wrócą.

 Zapaść gospodarcza - w wyniku represji gospodarczych, wprowadzonych przez kraje zachodnie, Polska została odcięta na długie lata od rynków zachodnich, od nowych technologii, a trzeba pamiętać, że w latach siedemdziesiątych nastąpiło otwarcie na Zachód, produkcja wielu fabryk była oparta na zachodnich licencjach i komponentach. Stłamszona została wolność gospodarcza (słynni spekulanci). Przypomnę jedną z takich spraw, którą rozdmuchno do rangi afery gospodarczej, a jej bohater stał się dyżurnym przykładem spekulanta i został przykładnie ukarany. Oto rencista codziennie rano wsiadał w pociąg, jechał do pobliskiej miejscowości i tam w prywatnej (prywatnej, cóz  za zbrodnia!) piekarni kupował bułki. Następnie wracał i na dworcu sprzedawał te świeże, pachnące bułeczki, a nie gnioty z państwowej piekarni, o parę groszy drożej niż kupił. Logiczne tak? Nie, to była spekulacja. Propaganda głosiła, że tzw. trudności  gospodarcze to wynik wcześniejszych strajków, zachodnich represji oraz spekulantów, nie niewydolności systemu.

 Zaufanie społeczne - wielu badaczy uważa, że brak tzw. spłeczeństwa obywatelskiego, niska frekwencja wyborcza to to także długofalowy efekt stanu wojennego.

 Zmarnowany został potencjał całego społeczeństwa. Wielu ludzi w czasie tzw. karnawału Solidarności poczuło, że coś znaczą, że coś od nich zależy, że coś mogą zmienić. Poczuli się gospodarzami we własnym kraju. Tymczasem WRON powiedział - nie, nie, nie, drogie żuczki, nic z tego!

 Tak, to prawda, że nie przez cały czas trwania stanu wojennego po ulicach jeździły czołgi. Czołg widziałam tylko w grudniu 1981. Potem były tylko tzw. suki i budy (nyski i jelcze milicyjne, do których pakowano zatrzymanych), opancerzone scoty, armatki wodne, granaty dymne i uzbrojeni zomowcy.

fot. Stanisław_Markowski 

 Tak pamiętam stan wojenny. Pamiętam strach i obawę o przyszłość w oczach dorosłych, pamiętam nauczycieli, którzy upominali nas w dni, w których miały być demonstracje, abyśmy szli prosto do domów, nie włóczyli się po mieście i nie dali w nic wplątać. Przewodnicząca Solidarności w szkole została internowana, wyjechała potem do Szwecji; jej kolega z kantorka na zapleczu sali lekcyjnej biegał po szkole w ciężkich butach i mundurze. Jeden z sąsiadów, szeregowy członek Solidarności również był internowany, zwolniony do domu, zatrzymany przed 1.05 i 31.08, nauczony doświadczeniem, dni przed następnymi "drażliwymi" datami nocował poza domem. Inny sąsiad, niepozorny człowieczek, nagle, po ubraniu odpowiedniego munduru, poczuł się bardzo mocarny, chodził wiecznie na rauszu i odgrażał się, że on jeszcze wszystkim pokaże. Zaszkodził paru osobom, z którymi miał sąsiedzkie zatargi.

 Tak pamiętam. Poczucie bezsilności, zwątpienia, totalnego osaczenia. A byłam jedną z wielu, jedną z bezimiennej masy. Byłam wtedy nastoletnią gówniarą, niezaangażowaną w żadne nielegalne struktury.

 W Nowej Hucie w 1982 r. 13 dnia każdego miesiąca odbywały się demonstracje.

17:44, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »