Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
czwartek, 31 grudnia 2009

Udanego Sylwestra, lekkiej głowy dzień po,

powodzenia w nadchodzącym roku,

spełnienia marzeń i zamierzeń, także tych, o których nawet boicie się pomyśleć,

niespodzianek ale tylko miłych

życzy nie_taka_zła

12:35, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
środa, 30 grudnia 2009

  I śmieszno, i straszno. Groza miesza się z groteską. Komedia z kryminałem. A wszystko zanurzone w realiach lat piędziesiątych. Kusi mnie, aby napisać coś o fabule, ale to, co chciałabym napisać, zepsułoby przyjemność oglądania tym, którzy jeszcze się na film wybiorą ;-)

 Film obsypany nagrodami - słusznie. Znakomite role żeńskie - Anna Polony, Krystyna Janda, Agata Buzek. Doskonały Marcin Dorociński nieco pozostał w cieniu, ale także zagrał bardzo dobrze.  

 Byliśmy w naszym ulubionym małym kinie. Na poprzednich seansach oglądaliśmy filmy w towarzystwie może dziesięciu osób. Wczoraj może dziesięć miejsc było wolnych. Nie zgodziłabym się tylko z panią, która wygłosiła słowo wstępne przed projekcją, że Polacy nie umieją robić fimów o swej historii na wesoło. Od razu przyszedł mi na myśl "Jak rozpętałem II wojnę światową" a z nowszych "Pułkownik Kwiatkowski". Oba znakomite. "Rewers" doskonale się wpisuje w ten nurt.

13:49, nie_taka_zla , filmowo
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 grudnia 2009

 Znowu zostałam czarną owcą. A przynajmniej osobą z dziwnymi poglądami. Nie dość, że uważam, że kobiety powinny pracować zawodowo, jeżeli tego chcą, że wiek emerytalny nie powinien być odgórnie narzucany (bo kobiety na tym tracą, ale to temat na inną notkę), to w dodatku mam "dziwne" poglądy na temat wychowywania dzieci.

 A zaczęło się od "Galerianek". Konkretnie od tego, że ojciec czternastoletniej dziewczyny wyznał, że w szkole jego córki ten film wyświetlono dzieciom.

-To bardzo dobrze - powiedziałam, nieświadoma jego intencji.

-Dobrze?- pan nie krył oburzenia.

-Oczywiście, że dobrze. To dobry wstęp do rozmowy o problemie.

 Na moje słowa tatuś się oburzył, że jak to? Toż dzieci na to patrzą! i może będą naśladować!

-Dlatego mówię, że to wstęp do rozmowy.

-Ale co to za rozmowa w szkole była?!

-Na szkole świat się nie kończy. A przynajmniej nie powinien. Te dzieci mają jeszcze domy. I tam powinny się toczyć takie ważne rozmowy.

 Rodzice zapominają, że to oni są odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci, nie szkoła. Szkoła może pomóc, ale nie wyręczyć. Jeżeli ci się nie podoba drogi tatusiu zachowanie dziewcząt zaprezentowane na wspomnianym filmie, to porozmawiaj o tym ze swą dorastającą córką. Powiedz jej, dlaczego to jest złe, a jeszcze lepiej - tak pokieruj rozmową, żeby ona sama doszła do takiego wniosku. Ale - porozmawiaj. Nie na zasadzie - jak coś takiego zrobisz, to ci nogi z dupy powyrywam! - i sprawa załatwiona, "rozmowa" odbębniona. Wytłumacz. Poświęć swojemu dziecku nieco czasu i uwagi. Pomyśl, jak chcesz ją wychować i jak to osiągnąć. Zrób coś dla niej. Poświęć dla niej jeden nieobejrzany mecz, jedno niewypite piwo.

 Dlaczego ludzie uważają, że jak się o czymś nie mówi, to to nie istnieje? Problem nie nazwany - przestaje istnieć? Stratedzy twierdzą, że najlepszą obroną jest atak. Wroga - czyli problem należy uprzedzić. Nazwać po imieniu, oglądnąć go z różnych stron, zmierzyć się z nim. Zanim stanie u drzwi. Wtedy jest ciut późno.

13:22, nie_taka_zla
Link Komentarze (12) »

Dziękuję wszystkim za życzenia :-) 

Niedziela poświąteczna - to bardzo dobry pomysł!

Mam postulat, aby wprowadzić ją po każdych świętach. Ustawowo.

13:12, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 grudnia 2009

Spokojnych, pogodnych świąt Bożego Narodzenia

spędzonych w ciepłym gronie

oraz szczęśliwego Nowego Roku

życzy

nie_taka_zla

23:59, nie_taka_zla
Link Komentarze (11) »
niedziela, 20 grudnia 2009

  Pierniczki to był bieg z przeszkodami.

 Bo tak: po pierwsze postanowiłam, że je upiekę. To miał być mój pierniczkowy debiut. Miałam przepis już od paru lat, ale... hmm... musiał dojrzeć. Albo ja do niego.

 Odkopałam go, przeczytałam, co potrzebuję, zgromadziłam wszystkie produkty, przystąpiłam do działania. Po tym, jak zagniotłam ciasto, przeczytałm przepis do końca... Ożesz, kurczę! to przepis na prawdziwe ciasto piernikowe, dojrzewające kilkanaście dni!

 Dobrze, że zaczęłam go robić odpowiednio wcześnie. Niedobrze, że nie doczytałam :-)

 Wycinanie i pieczenie to była sama przyjemność. Wyciąganie z upieczonych pierniczków wyłaczek (żeby można było przeciągnąć nitkę i zawiesić na choince) - już nie. Mąż wyciągał je kombinerkami ;-)

 A - i po upieczeniu dwóch blaszek przypomniało mi się, że powinnam je posmarować roztrzepanym jajkiem zanim powędrują po pieca. No nieźle, nieźle! Geniusz normalnie za mnie!

 Następna przeszkoda - lukrowanie. Pochlebiam sobie, że mam nieco zdolności manualnych i sporo ciepliwości, ale po tym jak lukier mi się rozlewał/był za twardy i w dodatku zdobienia nie wychodziły mi tak, jak chciałam, pomyślałam - pierniczę te pierniczki! Nie będzie lukru! Będą glazurowane! O.

 

 Na tyle wystarczyło mi samozaparcia ...                     Widać szkody poczynione przez największego łasucha - Młodszego. Nie mógł się oprzeć, choć dostał wcześniej małą porcyjkę ;-)

sobota, 19 grudnia 2009

  W ramach mojego muffinkowego fioła dziś pierwsza ich blaszka była jabłkowo-cynamonowa  jabłkowo-cynamonowa .  Posypałam je płatkami migdałowymi. Przy następnej poszalałam ;-) dodałam jeszcze żurawinę i rodzynki. Full-wypas.

Pieczenie pierniczków było fajne. Ale lukrowanie zdecydowanie mnie przerosło. Zwierzyłam się z tego synowi.

-Przerosło cię? Ciebie przerosło? Daj spokój, mamo nie takie rzeczy robiłaś!

Miło, jak ktoś tak bezwarunkowo w człowieka wierzy ;-)

czwartek, 17 grudnia 2009

 Scenka w moim osiedlowym sklepie. Stoję w kolejce do stoiska mięso-wędliny-ryby.

 -Właściwie to powinnam już je kupić i zamarynować, już czas na to - pomyślałam patrząc na pojemnik z filetami śledziowymi.

Kiedy więc nadeszła moja kolej, poprosiłam panią o kilogram tego półproduktu.

-Po śledzie to przyjdzie pani jutro! - kategorycznie stwierdziła ekspedientka.

Musiałam mieć głupią minę, myślałam - czyżby nieświeże, jasne i błyszczące, więc chyba nie?

-Jutro będzie na nie promocja.

Aaaa... O to chodzi!

Podziękowałam pani grzecznie za dbałość o stan mych zasobów i zgodziłam się z nią. Po śledzie to przyjdę jutro!

wtorek, 15 grudnia 2009

 Poruszyło mnie stwierdzenie, że właściwie ten stan wojenny to nie było nic takiego strasznego i ogół społeczeństwa przeszła nad tym do porządku dziennego i o co w ogóle ten cały hałas.

 Nie jestem ani historykiem, ani socjologiem i moje wywody będą traciły amatorszczyzną, ale muszę się odnieść do powyższej opini.

 Według mnie jest o co robić halo. Stan wojenny przyniósł długofalowe skutki, jego efekty odczuwamy do dziś. Skutkiem wprowadzenia stanu wojennego były nie tylko zabójstwa na tle politycznym ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Ofiary_stanu_wojennego_w_Polsce_1981-1983 ), czy wielka fala emigracji ( http://internowani.xg.pl/index.php?type=article&aid=304&block=43 ), która wydrenowała społeczeństwo polskie, skutkiem była również zapaść gospodarcza oraz głęboki podział społeczeństwa i załamanie zaufania społecznego.

 Już dwa pierwsze powody dają podstawę do tego, by nie bagatelizować znaczenia stanu wojennego. Ofiarami stanu wojennego byli nie tylko górnicy z Wujka czy ks. Popiełuszko czy ks. Suchowolec, część z ofiar zginęła w wyniku pobicia przez ZOMO i milicję czy też od dość przypadkowej kuli (vide Bogdan Włosik, Ryszard Smagura ofiary z mojej dzielnicy). Ich winą było to, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu - po prostu tam mieszkali. Ktoś powie - po co łazili, wiedząc, że w mieście są demonstracje. Owszem, mogli nie wychodzić z domów, wieli zesztą tak robiło. Mogli zamknąć dzrzwi, okna, uszczelniwszy je kocami, dla obrony przed duszącym dymem. Ale to nie dawało gwarancji ochrony przed wrzuconym do mieszkania granatem dymnym. Jaka była wina Grzegorza Przemyka? był synem znanej opozycjonistki. Wystarczyło. Wczoraj sąd wydał wyrok, że sprawa się przedawniła, więc zabójca nie bedzie ukarany.

 Emigracja wtedy nie była tak łatwa jak teraz - wystarczy podjąć decyzję i kupić bilet. Tak, wiem, że to nie łatwe, ale teraz można wrócić - wystarczy podjąć decyzję i kupić bilet.  Część osób, które wyemigrowały w stanie wojennym i w całej tej dekadzie, do 1989r.,  została do niej zmuszona, dostając "bilet w jedną stronę", bez możliwości powrotu - to osoby związane z opozycją, internowane. Działające w strukturach "Solidarności", a więc  takie, którym "chciało się chcieć", z potencjałem, zmarnowanym dla Polski. Budowali mozolnie swe życie na emigracji. Jednym się udało, innym nie. Ale ich potencjał został wykorzystany przez ich nową ojczyznę. Inni wyemigrwali półlegalnie, również ze świadomością, że być może nigdy nie wrócą.

 Zapaść gospodarcza - w wyniku represji gospodarczych, wprowadzonych przez kraje zachodnie, Polska została odcięta na długie lata od rynków zachodnich, od nowych technologii, a trzeba pamiętać, że w latach siedemdziesiątych nastąpiło otwarcie na Zachód, produkcja wielu fabryk była oparta na zachodnich licencjach i komponentach. Stłamszona została wolność gospodarcza (słynni spekulanci). Przypomnę jedną z takich spraw, którą rozdmuchno do rangi afery gospodarczej, a jej bohater stał się dyżurnym przykładem spekulanta i został przykładnie ukarany. Oto rencista codziennie rano wsiadał w pociąg, jechał do pobliskiej miejscowości i tam w prywatnej (prywatnej, cóz  za zbrodnia!) piekarni kupował bułki. Następnie wracał i na dworcu sprzedawał te świeże, pachnące bułeczki, a nie gnioty z państwowej piekarni, o parę groszy drożej niż kupił. Logiczne tak? Nie, to była spekulacja. Propaganda głosiła, że tzw. trudności  gospodarcze to wynik wcześniejszych strrajków, zachodnich represji oraz spekulantów, nie niewydolności systemu.

 Zaufanie społeczne - wielu badaczy uważa, że brak tzw. spłeczeństwa obywatelskiego, niska frekwencja wyborcza to to także długofalowy efekt stanu wojennego.

 Zmarnowany został potencjał całego społeczeństwa. Wielu ludzi w czasie tzw. karnawału Solidarności poczuło, że coś znaczą, że coś od nich zależy, że coś mogą zmienić. Poczuli się gospodarzami we własnym kraju. Tymczasem WRON powiedział - nie, nie, nie, drogie żuczki, nic z tego!

 Tak, to prawda, że nie przez cały czas trwania stanu wojennego po ulicach jeździły czołgi. Czołg widziałam tylko w grudniu 1981. Potem były tylko tzw. suki i budy (nyski i jelcze milicyjne, do których pakowano zatrzymanych), opancerzone scoty, armatki wodne, granaty dymne i uzbrojeni zomowcy.

fot. Stanisław_Markowski 

 Tak pamiętam stan wojenny. Pamiętam strach i obawę o przyszłość w oczach dorosłych, pamiętam nauczycieli, którzy upominali nas w dni, w których miały być demonstracje, abyśmy szli prosto do domów, nie włóczyli się po mieście i nie dali w nic wplątać. Przewodnicząca Solidarności w szkole została internowana, wyjechała potem do Szwecji; jej kolega z kantorka na zapleczu sali lekcyjnej biegał po szkole w ciężkich butach i mundurze. Jeden z sąsiadów, szeregowy członek Solidarności również był internowany, zwolniony do domu, zatrzymany przed 1.05 i 31.08, nauczony doświadczeniem, dni przed następnymi "drażliwymi" datami nocował poza domem. Inny sąsiad, niepozorny człowieczek, nagle, po ubraniu odpowiedniego munduru, poczuł sie bardzo mocarny, chodził wiecznie na rauszu i odgrażał się, że on jeszcze wszystkim pokaże. Zaszkodził paru osobom, z którymi miał sąsiedzkie zatargi.

 Tak pamiętam. Poczucie bezsilności, zwątpienia, totalnego osaczenia. A byłam jedną z wielu, jedną z bezimiennej masy. Byłam wtedy nastoletnią gówniarą, niezaangażowaną w żadne nielegalne struktury.

 W Nowej Hucie w 1982 r. 13 dnia każdego miesiąca odbywały się demonstracje.

niedziela, 13 grudnia 2009

-Musimy kupić i wysłać kartki świąteczne - powiedział do mnie mąż jakoś pod koniec listopada. Zgodziłam się z nim. Musimy. Za jakiś czas powtórzył to samo. Znów się z nim zgodziłam. Po kolejny razie wzięłam i kupiłam kartki. Teraz tylko musimy napisać żuyczenia i wysłać. No to weźmiemy się dziś i napiszę. W końcu musimy te kartki wysłać ;-)

10:14, nie_taka_zla
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2