Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
niedziela, 31 grudnia 2006

 wszystkiego najlepszego!!!

 i śmiesznego ;-)

23:18, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 grudnia 2006

 No i proszę! Młodszy, który do tej pory był zwolennikiem czapek, zawsze było mu zimno i naciągał je aż na oczy, ten Młodszy nagle przestał lubić czapki.

 Do tej pory było - jak na tę porę roku - ciepło, więc chodził w bejsbolówce. Ale dwa dni temu zrobiło się zimno, a nawet spadł śnieg, więc kazałam mu ubierać coś cieplejszego. Ubrał, owszem, kiedy wychodził z psem. Do kina zasłonił się kapturem.

 Nosz kurcze! Następne dziecko zaczyna antyczapkowe chojrakowanie.

23:12, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
 Młodzież wybyła do kina. Na film fantasy, oczywiście. Wyjście grupowe. Na początku był M., kolega, Starsza. Potem rozrosło się to do ponad dwudziestu osób. Zostali zmobilizowani wszyscy krewni-i-znajomi-królika. Żeby można było kupić bilet grupowy trzeba minimum piętnastu osób. Młodszy przytomnie zauważył, że mogli też kupić bilet grupowy komunikacji miejskiej. Ale pomysł upadł, bo w różnych częściach miasta mieszkają.
20:40, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 28 grudnia 2006
środa, 27 grudnia 2006

 Myślałam, że to rozstanie przebiegnie bezproblemowo. Ale nie. W sobotę M. oddał przez kolegę zeszyty Starszej. Dołączył do nich różę i list, który spowodował łzy Starszej. Nienawidzę, kiedy ona płacze.

 W poniedziałek obudził mnie nad ranem ruch na przedpokoju. To Starsza wychodziła, żeby spotkać się z M. Była 5.30.

 Dziś dowiedziałam się, że mama M. zamierza się wyprowadzić i zostawić M. mieszkanie, kiedy tylko on będzie w stanie się sam utrzymać. M. zostanie więc sam w trzypokojowym mieszkaniu. Jest jeszcze siostra, ale mieszka od dwóch lat w Londynie.

 Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć.

 Chciałam, żeby Starsza nie spotykała się z M., jednocześnie zamartwiałam sie, żeby nie trafiła teraz na jakiegoś lekkoducha, na czarusia, który będzie chciał się tylko nią pobawić, żeby nie wpadła w wir imprezowania. Czujnie obserwowałam jej wyjścia z domu, wypytywałam czy ten kolega, z którym często spacerowała to tylko kolega czy zadatki na kogoś poważniejszego.

 Ja to chyba nienormalna jestem.

22:33, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (5) »

... dzieci, zwłaszcza dorosłe mają zadziwiającą zdolność do sprawiania niespodzianek, a moje dziecko oprócz podobieństwa fizycznego wykazuje także podobieństwo charakteru do mnie. Jest tak zamnknięta jak ja. Powie o sobie tylko tyle, ile uzna za stosowne.

 O ile M. z całą pewnością z niej nie zrezygnował, o tyle wydaje się, że Starsza postawiła mu jakieś warunki, po spełnieniu których być może do niego wróci. Na dzień dzisiejszy nie zamierza wracać. Na razie - jej słowa.

 Mam teraz myślenice jak ... jak nie wiem co. Z jednej strony zerwała, z drugiej korensondują na gg, była dziś u niego i piekli ciasteczka, wypytuje ile trzeba na utrzymanie dwóch osób. Nosz kurcze, ja nie jestem taka nowoczesna, żeby zgodzić się na wspólne mieszkanie. Wiem, że jestem staroświecka i obłudna, bo przecież zgadzałam się na wspólne wyjazdy i wiem, że nie jest dziewicą, w pewnym sensie dałam przyzwolenie, nie to źle powiedziane, zaakceptowałam zażywanie pigułek anty, bo lepsze to, niż przedwczesna ciąża. Ale wspólne mieszkanie budzi we mnie opór. Nie podoba mi się idea "mieszkania na próbę". Jestem zwolenniczką jasnych decyzji. Albo - albo. Jeżeli się decydować, to na poważnie. Na dobre i na złe. Nie razi mnie (bardzo he he he), kiedy próba dotyczy innych, ale moje dziecko to moje dziecko, sami rozumiecie. I ona ma dopiero dwadzieścia lat. Dwadzieścia.

Nie wiem, jakie uczucia się we mnie lęgną. Nie chcę, by wyszła za mąż, bo są za młodzi, czy nie chcę, bo chcę mieć ją przy sobie? Nie chcę, żeby była dorosła, czy uważam, że jeszcze nie jest? Nie wiem.

 Wiem, że piszę nieco chaotycznie, ale taki teraz zamęt we mnie zapanował. Muszę to wszystko przemyśleć i przedyskutować z mężem. Muszę opracować jakąś strategię na każdą ewentualność. Bo choć nie podoba mi się pomysł wspólnego mieszkania, to "jeżeli nie możesz czemuś zapobiec, zaakceptuj to", a nawet zrób tak, żeby wyglądało, że to ty rozdajesz karty i od twojej zgody zależy dalszy ruch.

 

20:37, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 grudnia 2006

                                        

I jeszcze sobie choinkę wkleję, bo mi się podoba!

22:46, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (9) »

Dżingel bell, dżingell bell,dżingel ...itd

Wszystkiego świątecznego!

I trochę śniegu, chociaż na obrazku ;-)

            

21:26, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (2) »

  Jestem zdziwiona.

 Mam już posprzątany cały dom (no dobrze, prawie cały), obrusy wyprane i wyprasowane dawno temu, kartki wysłane odpowiednio wcześnie, kupiłam już opłatek i świece Caritasu. Stroiki na nagrobki czekają już na balkonie. Zakupy w zasadzie zrobione, bynajmniej nie w supermarkecie, bo nie lubię. Kupiłam nawet cukierki na choinkę, które pamietam z dzieciństwa - sople. Te cukierki to obowiązkowy gadżet choinkowy. Ktoregoś roku nie kupiłam wcześniej, bo nie miałam wtedy na to pieniędzy, wysłałam rodzinę na polowanie na cukierki dzień przed wigilią, kiedy dostałam pieniądze. I okazało się, że to za późno. Cukierków już nigdzie nie było. Dzieci były bardzo zawiedzione.

 Więc mam juz prawie wszystko, łącznie ze spisem potraw. To ostatnie nie było trudne, bo w święta hołduję tradycji, zestaw jest taki sam od lat. Na nieśmiałe propozycje, żeby coś zmienić, dzieci protestują - nie, niech będzie tak, jak w zeszłym roku. OK, tradycja to tradycja.

 I nie jestem zmęczona. Może dlatego, że w tym roku grudzień był wyjatkowo mało męczący w pracy. Nie trzeba było zostawać dłużej i wszystkie soboty były wolne. Po prostu bajka.

 A może dlatego, że wszyscy zrozumieliśmy, o co tak naprawdę chodzi ?

                                           

 

09:15, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
środa, 20 grudnia 2006

  Więc spódnica była taka, jakie się wtedy nosiło, marszczona, ale wtedy byłam bardzo szczupła, choć wydawało mi się, że mam wystający brzuch. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że ten brzuch był prawie wklęsły ;-) W każdym razie wtedy mogłam spokojnie nosić marszczone spódnice. Spódnica przyszła w paczce.

 Po paczki chodziło się do kościoła. Nie wiem, jakimi drogami ludzie dowiadywali się, że dary "przyszły". Nie było komórek, nie było mejli, nikt nie ogłaszał, bo i nie wiedział, kiedy transport nadejdzie. To chyba było działanie niezawodnej poczty pantoflowej.

 Więc paczka znalazła się w domu. To nie było tak, że wszystko było wsypane "do jednego wora". To były zapakowane przez konkretnych ludzi rzeczy. Ktoś zadał sobie trud, by spakować trochę ubrań (np. super porządny sweter z szetlandu), ręcznik, pachnące mydełka, pastę do zębów i rarytas - mięciutką watę, żeby włożyć świąteczną kartkę i napisać parę słów w dołączonym liście ( których nikt nie umiał przetłumaczyć, bo paczka była  z Holandii). Ktoś pomyślał o tym, co może być potrzebne w miejscu, gdzie wszystko trzeba było nie kupować, ale zdobywać, jeżeli akurat "coś rzucili". Watę zdobyć było ciężko, trzeba było się zadawalać ligliną. Brr, co to były za czasy ...

 Ta paczka to jeszcze jedno skojarzenie, kiedy myślę o Bożym Narodzeniu i o stanie wojennym. Bo to było właśnie wtedy.

 Potem "przychodziły" inne dary. Wtedy już były zapowiadane z ambony. Mleko w proszku dla niemowląt, mąka, jajka w proszku i wyjatkowe paskudztwo - solone masło. Masło trzymało się w zimnej wodzie, ale niewiele to pomagało. Sól nie chciała z niego wyjść.

 Hmm ...  Jedna zobaczona we snie spódnica i tyle wspomnień ...

                                                

23:09, nie_taka_zla , wspominki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3