Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
niedziela, 29 listopada 2009

  Przedstawiam państwu. Od lewej: kokosanki i muffinki, chałka, drożdżowe ślimaczki z kakao i orzechami. Była jeszcze pizza (dwie blaszki) upieczona od początku do końca przez małżona, ale została zjedzona, zanim dotarłam do aparatu ;-)

czwartek, 26 listopada 2009

 Podoba mi się idea tego święta. Usiąść raz w roku z rodziną, przyjaciółmi czy samemu i pomyśleć o tym, co się UDAŁO, za co WARTO PODZIĘKOWAĆ. Nieważne komu - Bogu, Wyższej Istocie, przyjaciołom, sobie. Nieważne. Podziękować.

 A Wy za co chcielibyście podziękować?

08:39, nie_taka_zla
Link Komentarze (9) »

 Wanilka w komentarzach zgłosiła zapotrzebowanie na przepis na galantynę. Oto i on.

Na wstępie muszę lojalnie ostrzec, że do wykonania potrzebujemy oprócz mięsa trochę czasu, cierpliwości oraz zdolności manualnych. A więc do rzeczy.

Potrzebujemy:

całego kurczaka (minimum 1,6 kg)

ok. 0,5 kg karczku albo łopatki wieprzowej (lub innego mięsa)

małe jajko

mały ząbek czosnku

przyprawy

 Wykonanie:

 Mięso mielimy (albo kupujemy w sklepie, gdzie zrobi to na naszą prośbę pani ekspedientka), dodajemy przyprawy - sól, pieprz, nieco majeranku, zmiażdżony czosnek oraz jajko; wyrabiamy i odstawiamy do lodówki, niech czeka na swoją kolej.

 Teraz zabieramy się za kurczaka. Myjemy go, osuszamy. I będzie się działo - ostry nóż jest tu niezbędny. Odcinamy szyjkę (ale nie tuż przy obojczykach, nieco wyżej), nacinamy skórę w stawach na skrzydełkach i na nogach. Kładziemy kurczakach "na plecach" i przecinamy skórę wzdłuż przez środek. Prowadząc nóż po mostku i żebrach oddzielamy mięso od kości. Najpierw z jednej, potem z drugiej strony. Dochodzimy do skrzydełek i nóżek. Wyciągamy skórę na zewnątrz. Ostrożnie, żeby nie przeciąć. Jeżeli przetniemy - trudno. Przecinając kolejne powięzi, ściągamy całą skórę. Powinniśmy otrzymać płat skóry z filetami oraz szkielet. Z nóżek możemy ściąć mięso i ułożyć na skórze, resztę użyjemy na zupę.  

 Płat skóry posypujemy przyprawami - sól, pieprz, papryka czy co tam kto lubi. Lekko zbijamy tłuczkiem. Posypujemy gęsto zieloną pietruszką. Świeżą, suszoną, mrożoną - co kto ma na stanie. Na to nakładamy farsz z mięsa. Przy jednym boku, od którego zaczniemy zwijanie, możemy ułożyć gotowaną marchewkę pokrojoną w słupki. Przy boku, przy którym skończymy zawijanie, brzeg zostawiamy wolny od farszu. Powiedzmy 2 cm. Zaczynamy zwijać. Spokojnie, bez nerwów. Otrzymujemy długą "kiełbasę". Posypujemy jeszcze przyprawami z wierzchu. I przystępujemy do - uwaga! - szycia. Tak, tak, szycia. Igła, bawełniana nić i szyjemy brzeg "na okrętkę". Nie ucinamy nitki tuż przy skórze, zostawiamy dłuższy koniec, łatwiej będzie nam ją usunąć po upieczeniu.

 Uff... dajemy kurczakowi "naciągnąć" przyprawami, a sobie ochłonąć ;-) powiedzmy min. 1 godzinę. A potem na brytfankę (ja poświęciłam jedną, trudno, będzie już tylko na mięsa) wysmarowaną olejem, przykryć z wierzchu folią aluminiową i do pieca. Miejsca otworów po skrzydełkach i nózkach ułożyć skierowane ku górze. Można też zaszyć, ale nie dajmy się zwariować, tak? 180 st., około 1,5 godziny. Po około 1 godzinie ściągnąć folię, żeby dać szansę na zrumienienie z wierzchu.

 A potem pozostaje nam tylko wyciągnąć nitkę ( wystarczy nienerwowo ciągnąć za pozostawiony koniec, powinna wyjść bez problemu). Kroimy dopiero po schłodzeniu w lodówce, inaczej galantyna będzie raczej poszarpana niż pokrojona.

 Wiem, że łatwiej byłoby ze zdjęciami, ale nam nadzieję, że opisałam proces produkcji dokładnie.

wtorek, 24 listopada 2009

  Nie samą pracą człowiek żyje, więc w sobotę powtórzyłam kulinarne szaleństwo. Repertuar taki sam :-). Nie miałam czasu, żeby coś nowego wymyślać. Wszak rzeczoną pracą należało się też zająć.

 Dzięki moim wyczynom córka z nie-zięciem w niedzielę zostali nie tylko poczęstowani obiadem, ale i obdarowani chlebem, drożdżówkami i galantyną.

 Tak, byli u nas na obiedzie. Oficjalnie zaproszeni, kolejny raz. Mąż się rozpędził i zaprosił ich już na święta. Tiiaaa... trzeba już pomyśleć o świętach, jak to logistycznie rozplanować. Wigilia na pewno u nas, pierwszy dzień też. Pytanie tylko kto, oprócz młodzieży u nas zagości. Na pewno moja mama, może siostra z rodziną, może brat męża z rodziną (żona, córka, wnuki). Się zobaczy.

 Byliśmy też w Święto Niepodległości u młodzieży. Zorganizowali - jak to nieco prześmiewczo nazwałam, żeby ukryć zdenerwowanie - wieczorek zapoznawczy. Byli oni, my z Młodszym i rodzice nie-zięcia. I było całkiem sympatycznie. Na tyle, że nie wyszliśmy, jak sądziłam po dwóch godzinach, ale po czterech. Widziałam, że młodym kamień spadł z serca. Bardzo zależało im na akceptacji, a oficjalny obiad u nas i wieczór u nich był jak przyłożenie pieczęci.

09:09, nie_taka_zla
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 23 listopada 2009

 Koniec wieńczy dzieło czy jakoś tak. Taa daam!

 Spokojnie, spokojnie, fanfary, oklaski i ukłony będą dopiero jutro, kiedy projekt zostanie sprawdzony, wydrukowany, poskładany i przekazany inwestorowi.

 A dziś takiego małe, cichutkie taa daam...

20:09, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 listopada 2009

  Dziś do pracy zapodałam sobie muzykę polską. Współczesną. Piosenki z tekstem. Na przykład takim.

"Że im gdzieś nafta z ziemi sikła 
 I obrodziła dolarami"

Wciąż aktualnym, niestety.

http://www.wiersze.annet.pl/w,,11348

21:07, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
czwartek, 19 listopada 2009

   Parę lat temu, gdy moja córka wchodziła w wiek wczesnonastolatkowy, byliśmy na urlopie nad morzem. W tym samym budynku wypoczywała kobieta z córką, wtedy około siedemnastoletnią. W zachowaniu i sposobie ubierania się matki było coś nienaturalnego. Zaskoczyłam po pewnym czasie o co chodzi - usiłowała być młodsza niż jej córka. Obiecałam sobie wtedy solennie, że ja nigdy taka nie będę.

 Mam nadzieję, że dotrzymuję słowa.

09:03, nie_taka_zla
Link Komentarze (7) »
wtorek, 17 listopada 2009

Pisałam w komentarzu, że specyfika mojej pracy jest taka, że albo roboty huk, albo na pół gwizdka lub zgoła wcale.

No i teraz właśnie jest huk. Pracy dużo, czasu mało. Ledwo zipię. Koniec przerwy ;-)

20:01, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 16 listopada 2009

  To lubię - rzekła, to lubię ;-)

Dzień niespodzianek zaczął się od telefonu od Starszej, która zadzwoniła natychmiast po obudzeniu się, czyli już przed dwunastą ;-) i zapytała, czy nie chcemy iść wieczorem na wieczór kabaretowy. Nie bardzo wiedziała na co dokładnie, ale wiedziała gdzie i kiedy ;-). Czyli wielka niewiadoma, bo nie mogłam ani w gazecie, ani w internecie znaleźć nic, co byłoby anonsowane o tej godzinie w tym miejscu. Chwilę po tym następny telefon - bo jestem niedaleko i czy mogę przyjść - bratanica. Więc zaliczyliśmy rodzinną wizytę. A potem był koncert. Okazało się, że był to występ Waldemara Malickiego. Tym razem solo, bez towarzyszących mu w tv satyryków. Wcale ich nie brakowało. Jeżeli będziecie mieli okazję - zobaczcie go na żywo, bo warto. Żarty słowne, żarty muzyczne, dystans do siebie, warsztat, technika - wszystko w jednym.

19:00, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 listopada 2009

   O ile w czwartek było szaleństwo sprzątaniowe, o tyle wczoraj - kulinarne.

Efekty działania:

 

bułeczki drożdżowe, ciasto bananowe i kokosanki

    

oraz galantyna z kurczaka (kształt zdeterminowany przez niewystarczającą długość gęsiarki ;-)

20:34, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2