Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
czwartek, 29 listopada 2007

Kłopoty w pracy. Nie moje, ale uderzą też we mnie. Firma ma kłopoty.

nie myśleć  nie myśleć  nie myśleć  nie myśleć  nie myśleć

09:12, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
niedziela, 25 listopada 2007

                                    Uff... byliśmy, obgadaliśmy.

 Daliśmy sobie jeszcze czas do końca tygodnia na podpisanie umowy i wpłacenie zaliczki.

 Spotkaliśmy się też z mamą Prawie_zięcia i omówiliśmy sprawę finansowania całego tego zamieszania. Poszło gładko.

 Dopiero po wszystkim, już w domu poczułam, jak schodzi ze mnie napięcie. A wydawało mi się, że wcale się nie denerwuję.

sobota, 24 listopada 2007

   Jak wspominałam, ten blogasek ma szansę stać się blogaskiem okołoślubnym.

  Dziś inauguracja.

Wszystko wskazuje na to, że jutro pojedziemy "dogadać "  wynajem sali i obsługę przyjecia. Na razie wydaje mi się to takie odległe i ... zupełnie nierealne.

piątek, 23 listopada 2007

 Dziś wpis sponsorują znowu halówki Młodszego. W jednej z ról głównych występuje też obuwie zimowe.

 Otóż wczoraj Młodszy wrócił ze szkoły w halówkach. Mróz, śnieg po pas (no może troszkę przesadziłam, ale w każdym razie leży sobie na ulicach już ponad tydzień), a on w halówkach! Bo buty zimowe zniknęły z szatni. To znaczy jakieś tam zostały, nawet podobne do jego butów, z tym że mniejsze.

 To porzucone obuwie dały asumpt do żywienia nadziei, że buty Młodszego nie zostały skradzione, a tylko ktoś sobie pomylił i zamienił.

 Nadzieja tym razem nie okazała się być płonną, w rzeczy samej Modszy dziś wrócił w swoich butach, dzięki czemu mój budżet nie został zrujnowany ;-)

17:38, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
 Spotkałam wczoraj na ulicy fryzjerkę, do której chodzę od lat. A że byłam bez czapki (oj nieładnie, nieładnie), zmierzyła mnie wzrokiem, który mówił wszystko. Wiem, wiem, że powinnam ją nawiedzić jakieś półtora miesiąca temu. Poprawię się. Mam nadzieję, że pójdę w przyszłym tygodniu.
09:36, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
wtorek, 20 listopada 2007

 Wczoraj wyjaśniłam tajemnicę dziury. Nie, nie tej kosmicznej. Prozaicznej, a nawet powiedziałabym przyziemnej - tajemnicę dziury w zupełnie nowej skarpetce Młodszego.

 Więc sprawa ma się tak, że jak wiadomo przyjaźń, a nawet tylko koleżeństwo zobowiązuje. A za brak stroju na wf dostaje się pałę. Kiedy więc kolega Mlodszego rzucił w sztni dramatyczne pytanie, czy ktoś ma może przez przypadek drugą parę halówek (kto nosi dwie pary do szkoły?!), tenże Młodszy pożyczył lewego buta koledze (kolega jest lewonożny), a on został z prawym. I tak sobie ćwiczyli przez dwie godziny wf. Żadna skarpetka by tego nie wytrzymała.

 A swoją drogą ciekawe, czy nauczyciel to zauważył?

13:24, nie_taka_zla
Link Komentarze (7) »
sobota, 17 listopada 2007

Zmachana dziś jestem jak ten osiołek. Oprócz zwykłych sobotnich zajęć wymyśliłam sobie zmianę i - co za tym idzie -  pranie, krochmalenie i wieszanie pościeli.

 I oczywiście robię fuchę.

 Ale mąż ugotował dziś obiad! Nic to, że byłam przy tym zaangażowana przez 50% czasu, nic to, że chwalić go musiałam co pięć minut. Ugotował. Był naprawdę dobry. Niech się wprawia ;-)

 A syn jest niepocieszony, bo powiedziałam, że nie upiekę ciasta. No, może skłamałam. Może upiekę wieczorem, jak będę miała natchnienie.

15:49, nie_taka_zla
Link Komentarze (9) »
czwartek, 15 listopada 2007

 Pracuję w zawodzie uznawanym za męski, w absolutnie zfeminizowanej prawcowni. Każdy facet, który wchodzi po raz pierwszy do biura, czuje się w obowiązku to skomentować. No i dobrze, jeśli to zrobi symatycznie, to niech mu tam.

 Ale dziś jeden taki przesadził. Zapukał, wszedł, powiedział dzień dobry i ... autentycznie mowę mu odjęło. A był to doradca techniczny, czyli człek z założenia wygadany. Dopiero po chwili zaczął od oklepanego: same panie, nie byłem jeszcze w takim biurze, ble ble. I niechby na tym skończył.

 Ale nie. Jeszcze kiedy wychodził, zaczął ponownie nawijać w ten deseń. I dorzucił jeszcze: no kolega mi nie uwierzy. Nie uwierzy, on miał tu przyjechać, a tu tyle pięknych kobiet.

 O mało nie zwymiotowałam. Brakowało tylko, żeby powiedział : ale niech panie sobie nie zawracają swoich pięknych główek takimi poważnymi sprawami. Niech zostawią panie te trudne rzeczy poważnym, odpowiedzialnym mężczyznom, a same niech o szmatkach pogadają, pazurki pomalują, obiad pójdą ugotować ...

21:50, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
środa, 14 listopada 2007

 pomyślala sobie, otoczona pachnąca pianą, że to wszystko nieważne. Że zniknie, jak ta piana, kiedy mocniej dmuchnie. Więc mogę to zrobić - pomyślała.

 Dmuchnęła ...

22:54, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »

 W ramach nadmiaru dostałam jeszcze jak najbardziej na własność "Cień wiatru". Muszę narzucić sobie ostrą dyscyplinę. Jeżeli zacznę czytać - przepadłam. Nie będę mogła się oderwać. Wiem, bo kiedy córka miała pożyczoną, przerzuciłam początek, środek i koniec. Zawsze tak robię, kiedy biorę nową książkę do ręki. Czytam parę stron i na tej podstawie wyrabiam sobie o niej zdanie.

 Moją ulubioną książką w czasach nastoletnich był "Robinson Cruzoe". Przeczytałam ją wiele razy. Wzdłuż, wszerz i po przekątnych. Brałam ją do ręki, otwierałam "na chybił trafił" i czytałam. Choć niezupełnie zdawałam się na śłepy los. Opuszczałam młodość Robinsona, niewolę u Maurów (poza ucieczką), brazylijską plantację. Najbardziej fascynowało mnie życie na wyspie. Takie pozytywistyczne budowanie czegoś od zera.

A Wy macie jakiś system czytania? Opuszczacie nudne opisy, zagladacie na ostatnią stronę, żeby przekonać się, jak to się kończy, czy czytacie grzecznie "od deski do deski"?

18:30, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2