Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
piątek, 28 lutego 2014

 Sytuacja jest dynamiczna to ulubione powiedzonko szefa mojego męża. Doskonale pasuje do historii, która wydarzyła się w tym tygodniu.

 Otóż koleżanka znalazła ofertę szkolenia zawodowego z funduszów unijnych. Spytała, czy nie byłabym zainteresowana. Cóż, nie będę ukrywać, że najpierw wziął górę leń - cztery weekendy zajęte - eee... nie chce mi się. Potem jednak sprawę przemyślałam, wymierzyłam sobie solidnego kopniaka - weź się kobieto ogarnij! Przecież to ci się przyda, program z którego korzystamy, nauczyłyśmy się obsługiwać systemem chałupniczym, brakuje nam fachowego słownictwa, czegoś nowego o możliwościach też można by się dowiedzieć - perorowałam do siebie. Zresztą, gdyby (tfu tfu tfu) trzeba było szukać nowej pracy to papier jest papier! Przekonałam sama siebie o konieczności ukończenia tego kursu, pełna zapału zaczęłam szukać bliższych informacji.   Formularz, dane osobowe, test znajomości programu, żeby zakwalifikować do odpowiedniej grupy. I - formularz dla pracodawcy. Szefowa jak najbardziej za podnoszeniem kwalifikacji,czyli wszystko idzie dobrze, organizator szkolenia zapewnia, że jeżeli zdążymy wysłać dokumenty do czwartku, w sobotę możemy meldować się na kursie. Super! Szefowa zaczyna się wczytywać w dokumenty, mina jej się wydłuża. Mówi, że musi się skonsultować z księgową. Nastrój trochę siada. Niestety, okazało się, że szkolenie jest z funduszy europejskich, ale przeznaczonych dla przedsiębiorców w formie pomocy, która może być wykorzystana np. na spłatę zaległości W ZUS czy skarbówce. Wszystko jasne - trzeba to zachować jako ewentualne ostatnie koło ratunkowe dla firmy :-(.

 I tak w ciągu dwóch dni przeszłam od niechęci przez euforię aż do rozczarowania i rezygnacji.

Nic to, trzeba być twardą jak Kowalczyk, szukamy dalej!

19:46, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »

tydzień minął szybko, nie wiadomo kiedy.

  Zakupy dla mamy, u lekarza z mamą, szukanie następnego specjalisty, zakupy i drobne prace domowe u mamy, wizyta koleżanki. I już po tygodniu. Następny też zapowiada się w ten deseń. Tyle, że zakupy będzie robił brat. No chyba, że się znowu pokłócą.

 

19:05, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 lutego 2014

 Maż wrócił z sanatorium. Pourlopowe powroty do pracy bywają trudne. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że w międzyczasie przeprowadzono małą reorganizację przestrzeni biurowej i nic nie jest jak dawnej, ze szczególnym uwzględnieniem zawartości komputera. A zlecenie, którym zajmował się przed urlopem nie dojdzie do realizacji, bo ktoś tego nie dopilnował i ładny grosz poszedł się p...aść.

 Młodszy w ramach relaksu pojechał do mojej siostry. Siostra ma dzieci sztuk 3, w wieku od 12 do 3 lat. Myślę, że zapewnią mu duuużo rozrywki ;-)

 U Starszej sytuacja jest bardzo dynamiczna, zmienia się nieomal co pół dnia. Oprócz tego, że w piątek będzie miała ważną rozmowę w sprawie nowej pracy, na bardzo korzystnych warunkach, także w obecnej firmie rysują się obiecujące opcje. A dokładniej - jedne upadają, następne się pojawiają.

 Mama ma kłopoty zdrowotne, konkretnie z chodzeniem. Mogą one wynikać z wieku, tuszy, zmian zwyrodnieniowych, a mogą być następstwem wypadku. Wizyta u ortopedy najwcześniej za miesiąc, nie ma rady, trzeba iść prywatnie. Martwi mnie też sytuacja między moją mamą a bratem. Jest patowa, co doprowadza mnie do rozpaczy.

 

08:06, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
środa, 19 lutego 2014

 u naszych sąsiadów dzieją się rzeczy straszne, nie do uwierzenia, że to dzieje się naprawdę :-(

22:05, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 lutego 2014

 Młodszy chwalebnie zakończył dziś sesję i ma ferie. Zacznie chodzić spać o ludzkich porach.

17:36, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
czwartek, 06 lutego 2014

 Dwie osoby z kręgu moich znajomych miały na dziś wyznaczony termin przyjęcia do szpitala na zabiegi chirurgiczne. Nie drobne, ale też i nie ogromne. Obie zostały odesłane. Nie zostały przyjęte z powodu dużej ilości nagłych przypadków. OK, ja to rozumiem, szpital to szpital, nie da się wszystkiego przewidzieć.

 Dla jednej osoby (80 lat) wiązało się to z przyjazdem z odległego o 40 km miasteczka i zmianą leków (serce). Dla drugiej osoby - koniecznością wzięcia urlopu i zmianą planów zawodowych.

 Obie osoby miały w karcie wpisany nr telefonu. Naprawdę nie można było zadzwonić i poinformować o zmianie terminu?

22:06, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 lutego 2014

 - powiedziała córka, kiedy przyszła dziś na obiad.

Cicho, bo maż jest wyjechany na turnus rehabilitacyjny. A on jest niezłym gadułą i robi duże zamieszanie ;-)

 A poza tym - sesja w toku, Młodszy po czterech egzaminach, przed nim jeszcze trzy. Na razie (tfu tfu tfu, żeby nie zapeszyć) oceny b. dobre, między 4 i 5. Oby tak dalej. Nie wiem, czy na innych kierunkach humanistycznych też tak jest,ale u nich taka moda, że na jeden z egzaminów mają się przygotować sami, tzn. nie ma z tego wykładów, dostają tylko bibliografie i do do roboty! a w tym roku był to temat obszerny, bo cały, calusieńki XIX w. na całym, calusieńkim świecie!

 U córki też się dzieje w pracy, oj dzieje! Zmienia się sytuacja jak w kalejdoskopie. Ona mówi, że oddziela sprawy zawodowe od emocji, ale chyba nie do końca to możliwe. Zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie. Na razie przewidywane są dwa warianty - albo firma wygra duży kontrakt, przy którym Starsza ma pracować, co wiąże się z licznymi podróżami, co ją kręci i wtedy zostanie; albo nie wygra i Starsza odejdzie. Na razie wysyła cv, była na rozmowach, przeszła do drugiego etapu.

 

17:21, nie_taka_zla
Link Komentarze (1) »