Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
środa, 28 lutego 2007

  Ale mam ostatnio jazdę. Nie mogę narzekać na brak zajęć i emocji.

 Cały poprzedni tydzień upłynął pod znakiem przygotowań Starszej do ostatniego egzaminu, poszukiwania pracy przez nią i męża, napiętych terminów w pracy. Do kompletu należy dołożyć nawrót depresji mamy.

 Ostatni egzamin córka okupiła znowu sensacjami zdrowotnymi - zmęczenie, arytmia, kłopoty z zaśnięciem. Na szczęście ma to za sobą. Szczęśliwie zakończyła sesję ze średnią powyżej czterech.

 Mąż był na paru rozmowach. Finał - po trzech rozmowach telefonicznych pani zaprosiła go na ostateczną rozmowę do centralnej Polski z sugestią, że wróci z niej z umową. Tak dobrze to nie ma. Swoje trzeba odcierpieć. Na miejscu, po całonocnej podróży okazało się, że w tzw. międzyczasie koncepcja się zmieniła. Się jeszcze zastanowią. Ożesz fuck fuck fuck

Następna noc w pociągu, z przesiadkami. Miodzio po prostu, nie?

I ta huśtawka - od euforii po wściekłość i zniechęcenie :-(((

 

23:33, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »

   Autobus podjeżdża na przystanek. Dobiega do niego młody, drobny chłopak z dużym plecakiem i obrączką na palcu. Obrączka zwróciła moją uwagę, bo jakoś mi nie konweniowała z młodzieńczą, a nawet lekko dziecinną twarzą. Więc chłopak dobiegł, ale nie wsiada. Czeka. Kierowca zaczyna zamykać drzwi. Także te, przy których stoi chłopak. On rozpaczliwym gestem kładzie nogę na stopniu, drzwi się rozsuwają... Wreszcie jest. Dobiegła.

  Równie młoda, z tak samo dużym plecakiem. Wsiadają, ona długo nie może złapać oddechu. On ściąga plecak z jej ramion, szuka dla niej wolnego miejsca. Co chwila się do niej pochyla, wyciąga z plecaka bluzę, ona ściąga grubą kurtkę i zakłada lżejszą bluzę...

 Nie tylko ja się na nich gapiłam. To coś z nich po prostu emanowało.

No.

22:33, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 lutego 2007

 ... z sił opadam.

Jeżeli cały tydzień ma być taki jak wczoraj i dziś, to ja się wypisuję z tego interesu.

18:25, nie_taka_zla , wszystkie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 lutego 2007

 Widmo zwierzeń konkretnie.

Wywołana przez Wanilię, zamykam oczy i się przyznaję:

1. (i tu już na wstępie brak konsekwencji hłe hłe hłe) ile ważę nie przyznam się przed nikim na świecie. Nawet przed sobą. Na wszelki wypadek wyrzuciłam wagę łazienkową. Zepsuta była czy cuś. No, źle pokazywała i już. Mnie za dużo, Młodszemu za mało. Chyba się rozregulowała od wilgoci.

2. jestem słodyczoholiczką. Zjedzenie całej tabliczki czekolady czy też zatrważającej ilości innych łakoci nie stanowi dla mnie problemu. Problem stanowi jak nie zjeść.

3. wyznaję zasadę, że na zmartwienie najlepsze jest jedzenie, więc patrz wyżej.

4. w wakacje między drugą i trzecią klasą technikum zakochałam się na zabój. Skutkiem zakochania była pała z fizyki i zagrożenie z matematyki na półrocze. Na koniec roku z obu przedmiotów miałam czwórki.

5. chłopak ów - nazwijmy go dla ułatwienia R. - nie mógł się zdecydować, czy kocha bardziej mnie czy tę drugą. W związku z tym był jak piłeczka pinpongowa - ode mnie do tej drugiej i z powrotem, a potem jeszcze raz. I jeszcze. Tamta była bardziej w jego typie - drobna blondynka z długimi włosami. Ja takich nie miałam. A dziewczyna skąd inąd bardzo była miła i sympatyczna. Poznałam ją. Nie, nie zaprzyjaźniłyśmy się, ale powiedzmy, że się sobie kłaniałyśmy.

 Pośrednio dzięki R. poznałam mojego męża. Finał tej znajomości był taki, że wkrótce po tym, jak ja zaszłam w ciążę, R. zrobil dziecko szestnastce. W sumie mają ich troje.

 Nie widziałam go już prawie dwadzieścia lat. Ciekawe, jak teraz wyglada. Miał takie piękne, granatowoczarne, kręcone włosy, czarne zamglone oczy i miękkie usta. Bez dalszego ciągu, na ustach się kończyło ;-) 

****

A teraz uśmiecham się złowieszczo... Kogo by tu wrobić?...

Wzywam*:

zieloną_herbatkę

ancymonka

erzebet

sati

cytrynkę

*Trzeba wyjawić pięć rzeczy o sobie oraz wezwać następnych pięć osób.

21:09, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (3) »
piątek, 23 lutego 2007

 Lata temu mistrz Sztaundynger napisał fraszkę, która nabrała nowego znaczenia. Czyżby genialna antycypacja?

 Cytuję z pamięci.

Rzekła szyszka do szyszki:

Towarzyszko azali spadłszy

jestem jeszcze szyszką?

22:59, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
czwartek, 22 lutego 2007

  Taki tytuł mogłaby mieć książka

Elizabeth Hickey  "Malowany pocałunek"

Bo choć narratorką jest Emilie Floge, główną rolę odgrywa tu Gustaw Klimt.

 Malarz, jeden z twórców Secesji, stowarzyszenia, od którego nazwę wziął cały kierunek arystyczny. Emilie spotkała go, gdy miała 12 lat, z tego okresu pochodzi jej pierwszy portet.

 Od tego czasu Emilie wkracza, choć może raczej powinnam napisać ociera się o artystyczną bohemę Wiednia. Emile pobiera u Klimta lekcje rysunku, podczas których uczy się patrzyć. Jest świadkiem  powstawania Warsztatów Wiedeńskich, skąd pochądzą artystycznie wykonane sprzęty codziennego użytku, bo dlaczego krzesło nie może być dziełem sztuki. Uczestniczy też w przygotowaniu słynnej wystawy Sececji.

Klimt i jej miłość do niego (a może i jego do niej) przewija się przez całe życie Emilie.

 Ciekawe są tu obserwacje obyczajowe. Wychowanie dzieci w tradycyjnej, mieszczańskiej rodzinie, ostry podział na klasy społeczne. I na koniec coś, co mnie najbardziej zdumiało - mężczyzna, który czuje się zobowiązany do utrzymywania rodziny swego brata po jego śmierci, jednocześnie nie dba o dzieci, co do których ma pewność, że jest ich ojcem. Ale ich matkami są "tylko" modelki, kobiety, których się nie szanuje i nie dba o nie, ergo o swój pomiot muszą zadbać same.

       

Tytułowy "Pocałunek"  

19:15, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
środa, 21 lutego 2007

 Młodszy wraca ze szkoły.

-Dziś oddali nam dwie kartkówki. Z chemii byłem najlepszy, dostałem piątkę. Z angielskiego też byłem najlepszy. Dostałem trójkę plus.

-??? To coś niski poziom zaprezentowaliście.

-Nie, poziom był wysoki, tylko kartkówka była trudna.

****

Ot, siła logiki ;-)

22:21, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 lutego 2007

 Nareszcie  "w robocie tyle roboty". A ja się cieszę z tego, jakby mi kto w kieszeń napluł. Nie lubię pracy na pół gwizdka, a ostatnio tak to wyglądało. Nie lubię i już. Źle mnie to nastraja. Mam wtedy poczucie marnowania czasu, a ten, jak wiadomo nie jest nieograniczony.

 W każdym razie "coś w tym temacie drgnęło" i roboty jest huk, a terminy napięte. Zrobiłam sobie harmonogram. Z tymi harmonogrami to taka sprawa, że zawsze jestem optymistką, narzucam sobie tempo, którego nie mogę utrzymać, nie daję sobie marginesu na nieprzewidziane przeszkody. Na szczęście harmonogram jest tylko do użytku wewnętrznego. Znaczy nie_taka_zla przedstawia go nie_takiej_zlej. I zatwierdza. A potem koryguje.

 Ścigam się sama ze sobą. Na razie wygrywam ;-)

 Może się wreszcie nauczyłam realnej oceny moich możliwości ? 

21:37, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 lutego 2007

Jemy obiad. Nałożyłam sobie niewielką porcję.

-Dlaczego masz tak mało? Odchudzasz się? - zainteresował się Młodszy.

-Przecież nie musisz, bo jesteś szczupła - kontynuuje.

-???

Jakie to dziecko jest czasem miłe ;-)

18:06, nie_taka_zla , wszystkie
Link Komentarze (4) »
sobota, 17 lutego 2007
 
1 , 2 , 3