Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
czwartek, 29 stycznia 2015

 W związku z poszukiwaniem nowej pracy zrobiłam sobie zdjęcie. Bez przekonania poszłam do zakładu fotograficznego. I słusznie - nie wyszłam najlepiej, na zasadzie - w tłumie ujdzie,ale do ideału mu daleko. Córka, kiedy zobaczyła moją podobiznę, stwierdziła, że nie mogę tego zdjęcia załączyć do cv i zarządziła sesję u swojej koleżanki, fotograficzki z wykształcenia, choć obecnie niepraktykującej. Sesja odbyła się u niej w mieszkaniu, wynik jest zadowalający, wyglądam o niebo lepiej. Dlaczego piszę, że zadowalający, a nie zachwycający? - zdjęcie mi się podoba, ale ja nie podobam się sobie. Niestety - widać na twarzy zmęczenie. Na tym drugim mniej, bo dziewczyna się postarała, kombinowała z oświetlaniem, zrobiła parę ujęć, ale jednak widać. Można było jeszcze zrobić retusz, ale zrezygnowałam z niego. Nie chciałabym, żeby ktoś, kto ewentualnie zaprosi mnie na rozmowę kwalifikacyjną przeżył dysonans poznawczy ;-)

 W każdym razie uczucie nieustannego zmęczenia towarzyszy mi od operacji. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że aż tak odmalowuje się na mojej twarzy. Teraz jest mniejsze niż na początku, ale jednak jest.

 Łykam zapisane mi żelazo, już czwarty miesiąc, zostało parę tabletek. Odczekam trochę i zrobię morfologię, żeby zobaczyć, czy to coś dało.

12:20, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 stycznia 2015

 

 zobaczyłam dziś w sklepie i nie mogłam się oprzeć ...

"Czysty" i ekskluzywna wersja - w słodkiej, kolorowej otoczce. Nawet nie chcę myśleć, ile w tym chemi.

Dmuchany ryż. Nieodzowny na każdej koloni i na każdej klasowej wycieczce ;-) Zwłaszcza kierowcy autobusów się cieszyli, widząc go w swoich pojazdach :-)

Namiastka trudno dostępnych słodyczy.

 Syn nie rozumie zachwytu, ale on nie jest dzieckiem stanu wojennego, więc mu wybaczam.

 No i natrętnie narzucające się skojarzenie, coś jak odruch psa Pawłowa - dmuchany ryż = Perfect "Pepe wróć"

 

19:54, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
czwartek, 22 stycznia 2015

jeszcze w temacie "praca" ;-)

08:02, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 stycznia 2015

Gdyby ktoś był ciekawy, jak teraz pisze się cv, tu jest link do strony, który przysłała mi córka. Hmm... cóż. Nie jest taka awangardowa. Poprzestałam na swoim, tradycyjnym i nudnym.

 Rozesłałam do paru firm, ale cały czas mam nadzieję, że jednak nie okaże się to konieczne.

20:18, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »

 Dziś firma, w której jeszcze pracuję, przystąpiła do przetargu razem z innym biurem projektowym oraz firmą wykonawczą. Szefowa pracowała nad kolejnymi wersjami oferty od prawie miesiąca. Wyniki przetargu na koniec stycznia. Jeżeli wygramy, będę nadal tu pracować. Zaklinam rzeczywistość.

20:11, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
niedziela, 11 stycznia 2015

 Schodami w górę, schodami w dół...

Stopień pierwszy - piorun strzela w szczypiorek, zmienia się koniunktura, zostajemy zasypane lawiną zleceń, zostaję w obecnej pracy, pracujemy sobie długo i szczęśliwie. Najbardziej pożądany wariant (gdyż z różnych względów nie chciałabym odchodzić, ale o tym innym razem), niestety mało realny.

Stopień drugi - biuro jednak kończy działalność, ale znajduję pracę w zawodzie na równorzędnym stanowisku, jestem zadowolona, bo kocham to, co robię. Wariant również pożądany, ale też mało realny. Powód - ma rynku mnóstwo jest młodych inżynierów, niektórzy już z uprawnieniami, wszyscy ze znajomością angielskiego. Kto zatrudni technika, jeżeli może mieć inżyniera. Tak, przemawia za mną moje doświadczenie i fakt, że można zapłacić mi mniej niż inżynierowi. Niemniej jednak słabo to widzę.

Stopień trzeci - znajduję JAKĄŚ pracę. Mam na czynsz i na jedzenie - hura! ale jestem sfrustrowana, bo nie pracuję w projektowaniu, co powtórzę - kocham.

Stopień czwarty - mam pracę, która ledwo starcza na utrzymanie.

Stopień piąty - nie mam żadnej pracy ani zasiłku, żyję w nędzy, umieram pod płotem.

***

Najchętniej zawinęłabym się w koc i przespała to wszystko. Chciałbym się obudzić, kiedy wszystko-się-jakoś-samo ułoży. Szkoda, że tak nie można.

12:37, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
piątek, 09 stycznia 2015

  Miotam się od przerażenia, przeświadczenia, że nie znajdę pracy (a już na pewno nie w zawodzie) do myśli, że dam sobie radę, znajdę jakąś pracę i jakoś to będzie ( z naciskiem na jakoś).

 Parę nocy przed wypowiedzeniem miałam dosyć makabryczny sen, który paradoksalnie miał wymowę - będzie być może trudno, ale staniesz na nogi i napełnił mnie spokojem. W Nowy Rok zrobiłam sobie "wróżbę" typu otwórz książkę, którą masz najbliżej na stronie nr xx. Pierwsze zdanie z tej strony określi to, co cię czeka w najbliższym roku.

Najbliżej był "Pawilon kobiet" Pearl Buck. Pierwsze zdanie brzmi :

"Uśmiech pani Wu nie zmienił się,ale odwróciła się i usiadła przy toaletce."

Pod nią było "Smocze ziarno" tej samej autorki.

"Lao Er zastanawiał się na tym wszystkim przez chwilę."

Na biurku mam jeszcze "Samobójstwo Europy" prof. Andrzeja Chwalby.

"Nie zgodził się natomiast na udział w prowadzonym przez państwo serbskie  śledztwie austro-węgierskich organów ścigania."

 Dwa pierwsze zdania - spoko, trzecie wprowadza element niepokoju, ale emanuje z niego stanowczość i siła. ;-)

 W związku z wróżbą wnoszę, że wszystko będzie dobrze i na razie tego będą się trzymała, Howgh! rzekłam!

19:46, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
niedziela, 04 stycznia 2015

 Motto dla mnie na najbliższy czas. Przypuszczam, że spotka mnie wiele rozczarowań, poczucia, że nic nie umiem, nic nie jestem warta i być może załamanie. Ale - nie poddam się.

 We wrześniu, kiedy dowiedziałam się o złej sytuacji w firmie, zarejestrowałam się na portalu dla osób szukających pracy. Ograniczyłam się do częściowego wypełnienia ankiety (nie wierząc do końca, że NAPRAWDĘ muszę to robić) i zapisania się na newsletter z interesującymi mnie ofertami, mając cały czas świadomość, że POWINNAM napisać swoje cv.

 I na tym przeświadczeniu pozostałam. Aż do niesławnego dnia otrzymania wypowiedzenia, kiedy to w jeden wieczór owo nieszczęsne cv spłodziłam. A raczej jego szkic, który trzeba teraz oszlifować, wygładzić, dopieścić czy jak tam jeszcze można to nazwać. Gdyż albowiem teraz nie wystarczy uczciwie napisać, co się robiło i co się umie. Trzeba to jeszcze odpowiednio opakować i sprzedać. Hasło "wyróżnij się lub giń" obowiązuje również na tym poletku. Więc jutro zrobię sobie nowe, profesjonalne zdjęcie, które dołączę do cv i oddam je (cv wraz ze zdjęciem) w ręce mojej córki i mojego męża, którzy je zmasakrują. To jest chciałam powiedzieć - dostosują do obowiązujących standartów.

 

 

23:11, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »