Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
wtorek, 29 stycznia 2013

    Przy okazji Targów Książki usłyszałm radiowy wywiad z autorem książek historycznych Stanisławem Koperem. Zainteresował mnie, więc zasugerowałm komu trzeba, że to byłby dobry prezent ;-). 

 Dostałam wtedy "Wpływowe kobiety II RP". A ponieważ dobrze się czytało, więc na gwiazdkę zażyczyłam sobie ciąg dalszy - dostałam "Afery i skandale II RP" oraz "Wielcy zdrajcy od Piastów do PRL". I powiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, czekam na kolejne książki tego autora. Stanisław Koper specjalizuje się w historii II RP, ale napisał również przewodnik historyczny dotyczący Chorwacji oraz Ukrainy.

 Wracając do pierwszej pozycji - bohaterkami są Jadwiga Beck, Zofia Nałkowska, Maria Dąbrowska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Irena Krzywicka - a więc kobiety, które funkcjonują do dziś w świadomości społecznej, ale także prawie zupełnie zapomniane (Maria Morska - aktorka) i docenione dopiero do latach (Katarzyna Kobro - rzeżbiarka). Tragiczne losy Katarzyny Kobro i jej męża Władysława Strzemińskiego były przedstawione w wystawionej w Teatrze Telewizji sztuki, tytułu nie pamiętam.

 Autor przedstawiając sylwetki bohaterek, kreśli szerokie tło. Poznajemy nie tylko dorobek życiowy, ale także życie rodzinne, uczuciowe (i hmm.. powiedzmy tak - łóźkowe), koneksje towarzyskie. Losy przedstawionych kobiet obejmują nie tylko tytułową II RP, ale także okres wojny i powojenny.

 Niedosyt czułam tylko po rozdziale poświęconym Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, ale po lekturze "Zalotnicy niebieskiej" i "Marii i Magdaleny" autorstwa jej siostry - Magdaleny Samozwaniec, nie mogło być inaczej.

 Wart wspomienia jest też wstęp, przedstawiający historię walkę kobiet o równouprawnienie, zarówno na świecie, jak i naszym, polskim podwórku. Dziwne zaiste przybierało to czasem formę (np. okładanie mężczyzn parasolkami) i łatwe nie było. Wymagało odwagi, samozaparcia i skazywało na kompletne niezrozumienie. Chylę czoła przed siostrmi-sufrażystkami.

 

niedziela, 27 stycznia 2013

 Sobota była dniem szalonym. Po powrocie z pracy, zrobieniu zakupów, zdjedzeniu obiadu, zrobieniu prania (porządki zrobił Mlodszy)  doznałam nagłego przypływu energii, który spożytkowałam na kulinarny szał.

Powstały:

 szarlotka,

 drożdżówki

 oraz zapiekanka.

 Dziś za to odnotowuję zupełny zjazd formy, mimo tego, że temperatura po tym jak przez dwa dni była 37, następne dwa 35,8, wróciła do normy.

 To chyba skutek dzisiejszego nic-nie-muszenia i spadku poziomu adrenaliny.

22:32, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »

 Wczoraj szefowa pokazała mi zdjęcia z realizacji ostatniego projektu.

 Zawsze jak patrzę na takie zdjęcia, albo na obiekty w realu, wydaje mi się to takie nierealne - naprawdę? jam to nie chwaląc się, uczyniła?

 Zdjęcie z innej budowy, tych najnowszych sobie nie wgrałam.

13:33, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
czwartek, 24 stycznia 2013

 W robocie kompletne wariactwo. Totalne. Absolutne. Wszechogarniające. I tyle w temacie. Będzie dobrze, tako rzekłam.

 Młodszy zaliczył dziś bizancjum. Hura! Nie lubi tego okresu i bardzo się denerwował. On nie spał calusieńką noc. Bardzo mądrze. Cóż, widać każdy musi odrobić swoją lekcję głupoty.

 Córka na mnie nakrzyczała, że poszłam do pracy. I zaraz mi przypomniała, że tydzień temu ja nakrzyczałam na nią i nie chciałam zrozumieć, że ona MUSI do pracy. Ale moja praca i moja choroba to zupełnie inna inszość, nie? ;-) I obraziła się (prawie), że nic nie potrzebuję ;-) No co ja zrobię, żem taka zosia-samosia?

 A teraz słucham sobie radia i relaksuję się przy blogach. Cicho, spokojnie. Pies wyprowadzony, Młodszy śpi snem sprawiedliwego, mężuś w sanatorium. A... bo męzuś do sanatorium jest wyjechany. Trzeba było przeżyć jeszcze kataklizm związany z jego pakowaniem się. Pakuje się zawsze sam, ale robi to w taki sposób, że wszyscy wokół są w to zaangażowani.

ps.

Trzepało mnie w robocie, nie wiedziałam, czy to nerwy, czy temperatura. Pewnikiem jedno i drugie. Poniżej 37 nie spada.

22:48, nie_taka_zla
Link Komentarze (2) »
środa, 23 stycznia 2013

 W poniedziałek przeczytałam w gazecie nagłówek "Dziś najbardziej depresyjny dzień w roku. Jeżeli coś może się nie udać, na pewno się nie uda". Cytat z pamięci, być mnoże niedokładny, ale sens oddałam.

 I miała gazeta rację! Komputer najwyraźniej też to przeczytał i zaczęła się jazda. Program, na którym teraz pracuję, odmówił współpracy. Niestety, nie było w pomocy technicznej faceta, który się zajmuje tym programem, a chłopak, który go zastępował, nie poradził sobie. Cały dzień w plecy. A teraz każda godzina jest cenna.

 No nic, pech wyczerpany, pomyślałm sobie jadąc do domu. Myliłam się. Od paru dni bolało mnie gardło, w poniedziałaek wieczorem było bardzo źle, temperatura wzrosła do 38,5.

 Nie było sensu iść do pracy, raczej byłabym mało produktywna. Lekarz zaaplikował antybiotyk i zalecił pozostanie w domu do końca tygodnia. No niestety, nie ma takiej możliwości. Wczoraj i dziś cały dzień w łóżeczku, jutro do roboty. Tak zwariowanego terminu zakończenia projektu jeszcze nie chyba nie było.

 

21:34, nie_taka_zla
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 21 stycznia 2013

 Pochłonęła mnie robota zupełnie. Termin zakończenia, który i tak był wyśrubowany, uległ dalszemu skróceniu. No nic, walczymy.

 Ale nie samą robotą człowiek żyje. W styczniu namiętnie odwiedza nas rodzina, co jest miłe, nie powiem, ale czemu właśnie teraz?!

 Walczy też syn, który pierwszy egzamin w pierwszej sesji będzie miał już we wtorek. Wzmożone życie towarzyskie skwitował pytaniem:

- Czy cała nasza rodzina musi się do nas zjeżdżać przed moją sesją?

- Wszyscy są ciekawi jak też wygląda student przed sesją - odpwiedziałam mu na to.

 Mąż niestety poległ, nie będzie nowej pracy.

Córka zaczyna nowe wyzwanie w pracy. Jak sama stwierdziła, następne trzy miesiące to będą krew, pot i łzy. Brzmi zachęcająco, prawda?

 

09:36, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 stycznia 2013

 No i po świętach, po krótkim urlopie i nawet po nowym roku. Czas wrócić do rzeczywistości, do normalnego wstawania, do pracy... Pracy, która miała już być wykonywana w trybie "spoko", tymczasem okazało się, że będzie znów nerwowo. Się będzie działo!

09:22, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
piątek, 04 stycznia 2013

-Może dziś nie bedziemy już nic jedli? rzucił w przestrzeń mąż po spożyciu śniadania w noworoczny poranek, po czym otworzył lodówkę i zapytał zawiedziony - tylko jedno ciasto mamy?

wtorek, 01 stycznia 2013

Wszystkiego, co się szczęściem zowie

w nowym,

2013 roku

życzy

nie_taka_zla

Ps. 1

Na zdjęciu dzieła (świeczka i czekoladka)  Pestki, które miałam szczęście wygrać.

Ps. 2

Cukierków było więcej, ale zostaly zjedzone, żeby nie powidzieć, że pożarte ;-)

Ps. 3

Powstała kontrowersja, co slodycze zawierały. Prosimy autorkę o odpowiedź, abyśmy nie żyli w nieświadomości.

 

16:33, nie_taka_zla
Link Komentarze (7) »