Archiwum
Zakładki:
;-)
Czytelnia
Ech, te kobiety
Fotograficzne
I faceci
Kuchnia
Salon z politykami
Składzik z szablonami
Teraz Kraków
W świecie szerokim
Wiedza wszelaka
> Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Jeśli czegoś chcesz, znajdziesz sposób. Jeśli nie chcesz, znajdziesz powód.
poniedziałek, 31 stycznia 2011

Dawno, dawno temu... no dobrze, może nie aż tak dawno, jakieś... hmmm... powiedzmy dziewięć do jedenastu lat temu pewna miła, początkująca pani stomatolog usunęła z mojego zęba (lewej dolnej piątki dokładnie) fragment wierła dentystycznego, który tkwił tam sobie ładnych parę lat, objawiając czasem swą obecność uczuciem kłucia. Tylko tym i tylko czasem.

Tąż część narzędzia pozostawiła w mej szczęce inna pani stomatolog. Też miła, ale z dużym doświadczeniem i renomą. Co świadczy o tym, że nie tylko początkującym się to zdarza. Albo o czymś zupełnie innym. Ale nie uprzedzajmy faktów.

To, że fragment wiertła w mojej szczęce jednak tkwi, okazało się z powodu leczenia innego zęba, po wykonaniu prześwietlenia. A więc młoda pani stomatolog usunęła tenże kawałek narzędzia pozostawiony przez swą starszą koleżankę po fachu oraz pozostawiła w innym zębie, podczas leczenia kanałowego swój własny, osobisty ślad. Tak, w postaci fragmentu wierła. W lewej górnej piątce.

Dowiedziałam się o tym dzisiaj, kiedy zrobiłam zdjęcie rtg. Skłoniła mnie do tego okoliczność wykwitnięcia na dziąśle pięknego doprawdy bąbla. W przychodni "wydłubanie" wierła (bez gwarancji powodzenia) będzie mnie kosztować ok.200 peelenów (NFZ leczenia kanałowego nie refunduje. Zresztą pytanie - CO refunduje NFZ?). By to szlag! I muszę poczekać póltora tygodnia na swoją dentystkę. Rejestratorka wcisnęła mnie "po starej znajomości".

Dygresja na temat rejestratorki. Tak naprawdę znam ją tylko z gabinetu, z czasu, kiedy robiłam porzadek ze swoim uzębieniem i uzębieniem Młodszego. Dygresja w dygresji. Młodszy dał wtedy popalić dentystom swoją dociekliwością. A co to jest? A do czego to służy? A co pan/pani będzie mi teraz robić? Leczyłam go u dwojga lekarzy, którzy "na oko" wydali mi się sympatyczni. Wykazali się dużą cierpliwością ;-)

A z rejestratorką, a właściwie technik dentystyczną, która zajmuje się także rejestracją, rozmawiałam parę razy w gabinecie, kłaniałam się czasem na ulicy - ot i cała znajomość. Ale zapamiętała mnie, nawet mój adres (!) No, nie powiem, miło mi było.

piątek, 28 stycznia 2011

Wizyta u "mojej" fryzjerki ma na mnie wpływ wręcz terapeutyczny.

Nie tylko, że usłyszałam znów, że młodo wyglądam i nic się nie zmieniam, (a chodzę do niej już kilkanaście lat!) i to nic, że siwych włosów jakby więcej ;-), to wg niej jedyna oznaka mijającego czasu; idąc tam mam pewność, że mogę jej zaufać. Mogę się oddać w jej ręce i poddać jej zabiegom.

Pyta mnie zawsze, czy coś zmieniamy, a ja niezmiennie odpowiadam, że zdaję się na nią. I ona mi opowiada, co mi zrobi (na głowie. O fryzurze mówimy! o fryzurze!). I ja się zgadzam. I ona mi robi.

A ja prawdę mówiąc, nie widzę wielkiej różnicy, ale skoro ona mówi, że jest inaczej, to ja jej wierzę ;-)

08:41, nie_taka_zla
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 24 stycznia 2011

Niektórzy to mają talent.

Moja mama na przykład ma talent do robienia zamieszania. Tak zamotała, że jestem nie między młotem a kowadłem, ale między trzema, a nawet czterema młotami a kowadłem.

Jak to rozplątać, żeby wszyscy byli zadowoleni? Nie, to niemożliwe. Więc żeby straty w ludziach były jak najmniejsze? No niech to szlag, nie wiem.

A tam, pomyślę o tym jutro - jak mawiała Scarlett O'Hara. Czyli prześpię się z tym, jak mawia się dziś.

23:15, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »

Myślicie czasem o swojej emeryturze? Ja tak. I jestem coraz bardziej przerażona. Te wszystkie dłubanki wokół OFE nie wróżą nic dobrego. Umiesz liczyć - licz na siebie mówi stare, dobre powiedzenie. Skąd by tu wyskrobać na prywatny fundusz emerytalny?

piątek, 21 stycznia 2011

 

"trzeba w sercu mieć coś na drogę

gdy ciemność i mrok

trzeba w sercu mieć coś na drogę"

środa, 19 stycznia 2011

Pochorowałam sobie jak się patrzy w poniedziałek, ale dopiero po pracy.

We wtorek, uzgodniwszy (ze sobą), że objawy zupełnie ustały (poza tzw. nudnościami), zaopatrzywszy się w leki i sucharki, grzecznie pomaszerowałam do pracy. Bo we wtorek był sądny dzień, jeden z tych, które raz na jakiś czas zdarzają się w mojej pracy.

Dałam radę, ale kiedy dotarłam do domu, byłam kompletnie wypompowana. Osłabienie, dłuższa praca i stres zrobiły swoje. Dziś zerwałam się skoro świt, by do pracy pojechać godzinę wcześniej - trzeba było dokończyć dzieło.

Lubię swoją pracę. Lubię nawet tę okresową nerwówkę . Lubię ludzi, z którymi pracuję (choć czasem irytują mnie niemożebnie i zaczyna iskrzyć).

Mam szczęście.

20:10, nie_taka_zla
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 17 stycznia 2011

Mam szansę nieco schudnąć, choć wolałabym, żeby to chudnięcie nastąpiło z mniej prozaicznych powodów. Tak, mam grypę żółądkową, która mam nadzieję opuści mnie tak szybko, jak szybko i niespodziewanie nadeszła. A teraz, państwo wybaczą, oddalę się pospiesznie.

19:49, nie_taka_zla
Link Komentarze (7) »
piątek, 14 stycznia 2011

   No dobra, wypowiem się na temat raporu MAK, a co mi tam.

  Otóż przyznam się, że żywiłam naiwną wiarę, że ta katastrofa będzie impulsem do przełomu  w stosunkach Polska-Rosja. Początkowo tak to wyglądało. Gest Putina, obecność Miedwiediewa na pogrzebie miały swoją wymowę.

 Dalej już nie było tak różowo.

 Cóż, ten raport to polityka, a w polityce nie ma sentymentów.

czwartek, 13 stycznia 2011

"-Trochę mi odbiło.

-Zawsze byłaś wariatką, ale nie miałaś okazji, żeby być sobą."

 

Tak, znowu oglądałam film "Thelma i Loiuse".

 

I zaczęłam się zastanawiać, jaka JA jestem.

 

Nie JA jako matka.

Nie JA jako żona.

Nie JA jako córka.

Nie JA jako siostra.

Nie JA jako pracownik.

 

JA jako JA.

Jaka jestem JA nie definiowana w odniesieniu do innych.

Ja jako odrębny byt.

 

Znacie opowistkę o liliowym_kapeluszu? Co dla mnie jest tym fioletowym kapeluszem?

Muszę pomyśleć...

 

 

09:20, nie_taka_zla
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 stycznia 2011

Jedzie sobie motocyklista. W pewnym momencie zderza się czołowo z ... wróbelkiem. Wróbelek pada zamroczony, a że motocyklista miał miękkie serce, postanowił zaopiekować się ptaszkiem. Zabrał go do domu, włożył do klatki, dał mu tam chleb i czystą wodę.

Po jakimś czasie wróbelek odzyskuje przytomność, rozgląda się... widzi: kraty... chleb... woda...

-Zabiłem motocyklistę!!!

 
1 , 2